Czy można sobie wyobrazić zimowy rajd samochodowy po mieście z odcinkami specjalnymi o długości kilku ulic i skrzyżowań pokonywanymi wesoło i powoli, punkty kontroli czasu (PKC) i przejazdu (PKP) usytuowane przy znakomitych hotelach i restauracjach w centrum Warszawy, szefów tych lokali radośnie witających rajdowców poczęstunkiem, a w zamian odbierających baryłki lub butelki wina od pierwszej załogi przybyłej na metę danego etapu? Takie są właśnie automobilowe rajdy Beaujolais Nouveau.
Tradycje wesołego święta BEAUJOLAIS pochodzą z Francji i wynikają z radości okazywanej w dniu, gdy nowe wino z tegorocznych zbiorów dojrzeje na tyle, że można się już nim delektować. Jest to zawsze trzeci czwartek listopada, a miłośników wina ogarnia wtedy istne szaleństwo. Trafia ono na stoły całego świata i obok "oficjalnego" francuskiego święta 14 lipca - jest wizytówką Francji oraz francuskiej kultury i tradycji.
Ambasada Francji w Polsce zwróciła się w 1998 roku do Klubu Pojazdów Zabytkowych, by pomógł "wdrożyć" te tradycje w Polsce, a początek miał się odbyć w tym roku w Warszawie.
Kilka dni po imprezie, dziękując Ambasadzie w imieniu Klubu za zaproszenie do wzięcia udziału w takim wydarzeniu towarzyskim, polecałem nasze pojazdy na przyszłoroczną imprezę. Jednak poruszony publicznym zachwytem nad francuskim młodym winem i działając z pobudek patriotycznych wręczyłem attache prasowemu p. Lacoste dwie butelki polskiego wina z wyjaśnieniem, że my tu nad Wisłą też mamy tradycje win, które szybko dojrzewają (lub wcale - bo nie muszą), w których można odnaleźć nie tylko smak leśnych owoców, ale i minerałów (siarki), które głęboko wrosły w polskie tradycje i czasem są nazywane "czarem PGR-ów" (bo tam najczęściej jest rozpoznawana jego etykieta: znak towarowy "pisany patykiem") i których spożycie wymaga specjalnych szklanych naczyń: musztardówek. Po czym wręczyłem Mu dwie butelki wina marki WINO o dwóch różnych smakach: jabłkowym i malinowym. Podarunek został przyjęty z dużym zainteresowaniem.
W 1999 roku święto przypadało w czwartek 18 listopada.
W 2000 roku impreza odbyła się w czwartek 16 listopada.
Próba zorganizowania kolejnego rajdu w 2002 roku dawała początkowo nadzieję na sukces. Objechałem kilkakrotnie nową, ciekawą trasę pomiędzy 14 hotelami i restauracjami, wyznaczając bazę rajdu (start i metę) w Hotelu Marriott.
Nie wiem czy znów w listopadzie 2003 roku uda mi się po 3-letniej przerwie reanimować tę imprezę. Jeśli nie - to pozostanie miłe wspomnienie, a może nawet legenda o szalonej idei jeżdżenia po Warszawie w zimowej scenerii starymi wehikułami od knajpy do knajpy z butelkami młodego wina.
We Francji cały Paryż świętuje pojawienie się nowego wina, a podczas jego spożywania obowiązują trzy zasady: nie można go pić wcześniej niż w trzeci czwartek, musi być zimne i należy je pić wyłącznie w gronie przyjaciół.
Do Ambasady dotarły bowiem informacje o automobilowych więzach Polski i Francji: sto lat temu pierwszym automobilem w Warszawie był francuski Peugeot z 1896 roku, a Klub ostatnio kilka razy zorganizował udane wyprawy polskich kolekcjonerów na degustacje win i szampanów do Szampanii. Tak więc wykonanie zadania zostało powierzone sprawdzonemu partnerowi w Polsce, a nad łącznością z Ambasadą i zachowaniem francuskich tradycji dobrej zabawy czuwał attache prasowy - pan Nicolas de Lacoste.
Siedziba Ambasady - to nowoczesny budynek na ulicy Pięknej w Warszawie, z charakterystycznym podwieszonych dachem, stojący w pobliżu Sejmu RP. Okoliczne posterunki policji i ochroniarze byli mocno zaskoczeni, że tak wesoło i bez kłopotów wjeżdżamy za bramę na eksterytorialny parking - i może dobrze, bo by byli zdziwieni co tam robimy. A my oprócz załadunku wina, robiliśmy jeszcze pamiątkowe fotografie na tle francuskiej flagi z pracownikami Ambasady oraz przedstawicielami firm sponsorujących imprezę, a mających gospodarcze powiązania z Francją. Tu jednak główną atrakcją była maskotka oponiarskiej firmy MICHELIN - słynny Bibendum, czyli człowieczek ułożony wiele lat temu z opon samochodowych.
Teraz jednak Bibendum jest żywy: wewnątrz szczelnego, białego kombinezonu jest schowany chłopak, który w jednej kieszeni ma akumulatorek, a w drugiej - kompresorek. Po włączeniu silniczka do baterii - kombinezon się nadyma, a postać staje się bardzo realna i aż się prosi o zrobienie pamiątkowych fotografii (znacznie gorzej jest, gdy bateria się wyczerpie - wtedy Bibendum staje się cienki i sflaczały). Gdy już wszystkie auta są gotowe oraz załadowane winem, VIP-ami i Sponsorami - wesoły korowód automobili rusza na miasto.
Wtedy właśnie widać głęboką myśl przewodnią tej imprezy: wesoło jedziemy od knajpy do knajpy z nowym winem, zatrzymując się przy najlepszych warszawskich lokalach, gdzie szefowi kuchni wręczamy symboliczną pierwszą butelkę z życzeniami powodzenia w prowadzeniu działalności gastronomicznej, a przy okazji jesteśmy przyjmowani krótkim poczęstunkiem.
Wszyscy uczestnicy rajdu degustują więc wino i zakąski (kierowcy - tylko zakąski) by po kilku minutach znów pojechać na kolejny odcinek specjalny.
Po odwiedzeniu w ten sposób kilkunastu lokali - pierwszego roku dojechaliśmy do Bistro de Paris - restauracji położonej przy Rynku Nowego Miasta. Już dalej nie mieliśmy siły jechać!!!
Tu więc odbyło się zakończenie rajdu i wręczenie kierowcom (dotychczasowym abstynentom) - zasłużonej butelki Beaujolais.
To już koniec walki rajdowej - ale nie koniec zabawy tego dnia, gdyż wieczorem jest jeszcze część oficjalna.
W dolnych kondygnacjach Zamku Ujazdowskiego (lochach i piwnicach) odbywa się bowiem spotkanie kilkuset gości zaproszonych przez Ambasadę Francji. Wśród VIP-ów (bo Zamek leży tuż przy siedzibie rządu i w dzielnicy dyplomatów) - spotkali się wszyscy uczestnicy dziennego rajdu, by wspólnie ocenić zalety młodego wina i degustować niezliczone smaki francuskich serów.
Gospodarzem spotkania był p. Nicolas de Lacoste, a w komisji kiperów zauważyliśmy kilku znanych dziennikarzy.
Komisja "naukowo" opisywała walory nowego wina - doszukując się w tym roku smaku leśnych jagód, szczególnego "bukietu" i wyjątkowego głębokiego koloru mimo krótkiego czasu dojrzewania, a wszystko po to, by wyrazić z góry wiadomą opinię, że wino i tak nadaje się do picia, a smak ma nawet lepszy od zeszłorocznego (bo tamto już dawno zostało wypite, a smak zapomniany).
Odwiedzając ponownie biuro rzecznika prasowego Ambasady - ze zdziwieniem zauważyłem, że wchodząc do gabinetu każdy dostrzega "nasze" dwie butelki stojące na honorowym miejscu.
Zapytałem więc dlaczego tu jeszcze stoją - i usłyszałem, że są one powodem zainteresowania, zazdrości i licznych pytań: gdzie takie wino jest produkowane, jak je można zdobyć itp. Dowiedziałem się również, że p. Nicolas de Lacoste po prostu bał się je otworzyć. Może i dobrze...
Zabytkowych samochodów w rejon Ambasady Francji przyjechało tak dużo, że formowanie rajdowej kolumny musiało się odbyć na ulicy Jazów, tuż koło siedziby Ambasady. Na dodatek w całkowicie zimowej scenerii - zaczął właśnie padać pierwszy śnieg. Nie przeszkodziło to oczywiście w przeprowadzeniu rajdu - wręcz przeciwnie, spowodowało jeszcze większą wesołość. Jak bowiem można postrzegać stare samochody, a często i kabriolety jeżdżące po Warszawie między znakomitymi hotelami i restauracjami, oblepione śniegiem tak, że przedwojenne wycieraczki nie mogły zapewnić widoczności (??) - czyste szaleństwo.
Wszędzie byliśmy podejmowani niezwykle dostojnie, bo ta impreza już zaczęła być dostrzegana jako znaczące wyróżnienie dla odwiedzanych miejsc. Również tradycyjne zakończenie święta Beaujolais Nouveau w Polsce miało miejsce w Zamku Ujazdowskim udekorowanym przeze mnie banerami Sponsorów: PKN-ORLEN, MICHELIN, RENAULT. Spośród zaproszonych dziennikarzy i przedstawicieli polskiego życia politycznego i kulturalnego wyłoniony został komitet degustujący nowe wino i sery, któremu przewodniczył Prezydent Warszawy - Paweł Piskorski.
Cały czas towarzyszyli nam: śnieg, Bibendum i wesołość, a na wieczornej gali jeszcze zespół "Les Veilleurs de Nut" (Stróże Nocni) - specjaliści od win z Burgundii, grający wesołe piosenki do zabawy i biesiadowania.
Trasa rajdu prawie 30 automobili zaczynała się znów na ulicy Jazów przy Ambasadzie i wiodła przez następujące Punkty Kontroli Przejazdu: restauracja Moutmartre, Hotel Marriott, Hotel Ibis, Hotel Mercure, Opera - Bistro de Paris, restauracja La Boheme, Instytut Francuski (Cafe de Paris), a meta była ulokowana w restauracji "U Tuluz Lautrec'a", pod makietą wieży Eifla.
Również tradycyjne i oficjalne degustacje młodego wina i serów odbyły się w piwnicach Zamku Ujazdowskiego.
Po raz trzeci bawiliśmy się doskonale nie tylko na "rajdzie" po ulicach Warszawy, ale i na wieczornej gali w Zamku.
Przygotowania do kolejnej edycji rajdu w 2001 roku zostały przerwane po 11 września, kiedy to na całym świecie ogólna wesołość zdecydowanie zginęła wraz z ofiarami ataków terrorystycznych.
Ale oprócz zainteresowania imprezą, do sukcesu zawsze potrzebowałem wsparcia finansowego choćby na wydrukowanie materiałów rajdowych i zwrot kosztów paliwa dla startujących załóg. Niestety - obiecana pomoc tym razem nie nadeszła i na dwa dni przed imprezą musiałem rajd odwołać.
Bo taki jest urok leciwych pojazdów i ich wiecznie młodych właścicieli.