Historia międzynarodowego klubu CAAR sięga roku 1984.
Wtedy, 20 lat temu – grupa entuzjastów zabytkowych Citroenów głównie z Francji zorganizowała rajd-happening z Paryża do Moskwy i z powrotem. A były to czasy raczej mało sprzyjające radosnemu rajdowaniu po krajach Europy Wschodniej i po Związku Radzieckim.
Jednak w dniach od 17 lipca do 11 sierpnia 1984 roku aż 132 Citroeny (głównie BL-11 zwane również „Traction Avant”) przejechały tę trasę udowadniając, że wspólna pasja może łączyć kolekcjonerów w wielu krajach. Powstał w ten spontaniczny sposób międzynarodowy klub CAAR którego nazwa wywodziła się od słów: Klub Antycznych Automobili i Rajdów, a brzmiała podobnie we wszystkich europejskich językach. Pierwszym Prezydentem międzynarodowego klubu został Francuz Ben Stevens, a współorganizatorami: Holender Will de Hek i Niemiec Wolfgang Steinmets.
Komandorem drugiej edycji Rajdu Dookoła Polski został Konrad Majkowski, a zastępcą – Antoni Zwolski. Mnie przypadło ponownie zadanie pozyskania Sponsorów, a w trakcie imprezy – obsługa sprzętu nagłaśniającego. Sponsorem Głównym imprezy został największy polski ubezpieczyciel: PZU S.A. – rozpoczynając w ten sposób wieloletnią współpracę i opiekę nad najlepszymi zabytkowymi pojazdami w Polsce. Do dziś ta współpraca owocuje znacznymi ulgami w obowiązkowym ubezpieczeniu OC dla klubu CAAR, Automobilklubu Polski i Klubu Pojazdów Zabytkowych. Ale wśród Sponsorów tego rajdu znaleźli się: FSO, Browar Żywiec, MOTOROLA, WALKER, niemiecka prywatna firma AUTO-BECKER, a nawet tygodnik Auto-Moto-Sport oraz Centrum Szkolenia Policji, gdzie ulokowaliśmy bazę rajdu pomni na poprzednie złodziejskie doświadczenia.
Do Zarządu CAAR
Wniosek
Do wiadomości:
Od jesieni 1996 roku oraz po zorganizowaniu kolejnej i bezpłatnej wyprawy polskich automobilistów do Francji, na kilka lat pozostałem szeregowym członkiem Klubu CAAR. Zresztą w 1997 roku żyłem przygotowaniami do uczczenia 100-lecia automobilizmu w Polsce wraz z budową repliki pierwszego samochodu jeżdżącego po Polsce, startem w rajdzie Paryż-Pekin śladami pionierskiego rajdu księcia Borghese na ITALI, gdzie zorganizowałem udział 3 załóg w jego europejskiej części oraz szansą pierwszego udziału Polaków w najsłynniejszym rajdzie weteranów na świecie: legendarnym „London to Brighton Veteran Car Run”. Potem jeszcze organizowałem liczne wyjazdy polskich załóg do Niemiec (łącznie około 30 pojazdów), do Szwecji, do Hiszpanii, do Mulhouse i Troyes we Francji (relacje są w dziale RAJDY).
Kolejnej edycji 2-tygodniowego Rajdu Dookoła Polski w 1999 roku i później już nie było, ale ostatnio grupa młodszych działaczy CAAR-PL robi w Polsce przedłużone międzynarodowe spotkania rajdowe. Odbyły się takie imprezy w rejonie Bochni, w rejonie Dolnego Śląska, kilkudniowe wyprawy zagraniczne do południowych sąsiadów, a ostatnio doszła do skutku również nieco improwizowana wyprawa CAAR-u do Rygi.
Weterańskie kontakty międzynarodowe oficjalnie przejął Polski Związek Motorowy, po wstąpieniu Polski w 1999 roku do Międzynarodowej Federacji Pojazdów Zabytkowych (F.I.V.A.), ale praktycznie zagraniczne kontakty i największe wyjazdy corocznie organizuje Niżej Podpisany w ramach działalności Klubu Pojazdów Zabytkowych. Ten klub zrzeszał na koniec 2004 roku około 250 członków z najciekawszymi pojazdami z całej Polski, natomiast ilość uczestników zagranicznych imprez delegowanych (zwykle bezpłatnie) przez Niżej Podpisanego – przekroczyła już 200 pojazdów. Tylko w 2004 roku, na największe europejskie imprezy (zwiedzając największe światowe muzea motoryzacyjne) organizowane pod patronatem i z udziałem szefów F.I.V.A. – wyjechało 18 załóg z Polski – choć przygotowane było 25 miejsc bez opłat za start.
Do końca lat 80-tych klub CAAR-INTERNATIONAL zorganizował kilka rajdów-maratonów, a w 1991 roku postanowił ponownie odwiedzić Moskwę organizując start i metę w Amsterdamie oraz przejazd 8500 km dookoła Europy, w tym również przez Polskę. Grzecznościowo więc zostało wysłane zaproszenie do Polskiego Związku Motorowego, zapraszające zainteresowane załogi z Polski do wzięcia udziału w tym rajdzie. Zgłosiło się dwóch zapaleńców: Marek Paul z samochodem TATRA-12 z 1928 roku i niżej podpisany Tomasz Skrzeliński z samochodem DKW-IHLE z 1934 roku.
Po przejechaniu rajdu, przeżyciu typowych przygód, poznaniu przez miesiąc uczestników imprezy i członków międzynarodowej rodziny CAAR-owców oraz praktycznym poznaniu klubowych idei – otrzymaliśmy z CAAR-INT propozycję założenia oddziału CAAR w Polsce. Traktując sprawę bardzo poważnie – należało zarejestrować Stowarzyszenie. I tak zrobiliśmy, zbierając kilkanaście pierwszych deklaracji i podpisów od członków-założycieli. Byli nimi oczywiście obaj uczestnicy rajdu Amsterdam-Moskwa-Amsterdam, ich rodziny i przyjaciele od zabytkowych pojazdów, a nawet pracownicy i klienci mojego warsztatu. Żmudne sprawy rejestracji Klubu CAAR-PL w warszawskich sądach i urzędach jeździł z Piaseczna załatwiać mój pracownik Stanisław Jezierski – w ramach warsztatowych obowiązków i za moje wynagrodzenie. Na początku 1992 roku ukonstytuował się pierwszy Zarząd, a ja miałem zaszczyt na kilka lat zostać pierwszym Prezydentem Klubu CAAR-PL, zaś Marek Paul – V-ce.
Pierwszą samodzielną międzynarodową imprezą polskiego CAAR-u było przeprowadzenie przez Polskę rajdu dookoła Bałtyku zorganizowanego przez CAAR-NIEMCY w połowie 1992 roku. Należało pokonać szereg typowych problemów na początku klubowej działalności: znaleźć pierwszych Sponsorów, otworzyć konto bankowe, otworzyć przejście graniczne w Bezledach (czynne wtedy wyłącznie dla ruchu przygranicznego), zorganizować w Polsce zakwaterowanie i pomoc techniczną dla kilkudziesięciu załóg z kilku krajów itp...
Dzięki entuzjazmowi przy robieniu czegoś nowego i ciekawego, udało się wszystkie te zadania wykonać z nawiązką: znaleźliśmy pierwszego Sponsora (firmę CAMEL), zorganizowaliśmy w Bezledach „przejęcie” wielonarodowych rajdowców zmęczonych radziecką bezdusznością w rejonie Kaliningradu i ugościliśmy ich już na zamku w Nidzicy, zorganizowaliśmy zabytkowy pokaz-gymkhanę na Placu Zwycięstwa (dziś Piłsudskiego) w Warszawie, pokazaliśmy Muzeum Kolei Wąskotorowej w Sochaczewie wraz z przejazdem specjalnym pociągiem złożonym z wagoników sprzed Pierwszej Wojny Światowej i zorganizowaliśmy kolejny nocleg oraz zawody na torze wyścigowym w Poznaniu.
Był to więc nasz pierwszy klubowy sukces organizacyjny, który zaowocował propozycją zorganizowania w Polsce pierwszego międzynarodowego rajdu-maratonu dla zabytkowych pojazdów. Ale taka impreza dla zgłoszonych 79 pojazdów rajdowych i serwisowych to kolejne duże wyzwanie dla nowopowstałego Klubu. Funkcji Komandora Rajdu podjął się Marek Paul, a do pomocy dobrał Konrada Majkowskiego. To Oni kilkakrotnie musieli objechać trasę, by w czasie imprezy nie było żadnych przykrych niespodzianek. Moim zadaniem było znaleźć kolejnych hojnych Sponsorów – i tu znowu dopisało mi szczęście, bo pomagali nam: DAMIS jako Główny Sponsor, a także ELF, KODAK, Automobilklub Polski, Komornicki Sp. z o.o. i WALKER oraz lokalne władze i osoby prywatne.
Start i meta tego pierwszego Rajdu Dookoła Polski została wybrana tak, aby zagraniczni uczestnicy mogli w warszawskiej bazie rajdu pozostawić holowniki lub lawety – i zabrać je po dwóch tygodniach zwiedzania Polski. Natomiast pierwsza trasa została wybrana przez region południowo-wschodni, bo gwarantowała codzienne wspaniałe przeżycia. Bowiem po 2-dniowym zwiedzaniu Warszawy – kolejnym etapem był uroczy Kazimierz Dolny z wystawą aut na rynku i noclegiem w zabytkowym spichlerzu.
Kolejny etap prowadził przez Sandomierz (ze zwiedzaniem tamtejszych lochów) do Łańcuta, gdzie na nasze powitanie wyszło chyba całe miasto, a kontakty weretańskie trwają do dziś (artykuł: Zmotoryzowana tradycja w Łańcucie).
Kolejnego dnia dojechaliśmy nad Solinę, gdzie spędziliśmy dodatkowy dzień na licznych atrakcjach – jak pływanie statkiem po zalewie, pieczenie barana przez tamtejszych osadników, czy przejazd bieszczadzką ciuchcią w Cisnej.
Następny etap – to podróż do Starego Sącza, ale po drodze zwiedzanie Muzeum Nafciarstwa w Bóbrce.
Po zakwaterowaniu nad brzegiem rzeki – wspaniałe przeżycie: spływ Dunajcem, a potem przez Bukowinę Tatrzańską dojazd do Zakopanego i zakwaterowanie na campingu „Pod Krokwią”.
Przez następne dwa dni rajd zaległ w Zakopanem, ale uczestnicy ledwo nadążali z poznawaniem uroków górskiej stolicy Polski. Był to też czas na drobne lub poważniejsze remonty wiekowych rajdowych pojazdów.
Potem przejazd do Krakowa i „z marszu” wizyta w Muzeum Lotnictwa, a wieczorem zwiedzanie kopalni soli w Wieliczce i bankiet w podziemnej restauracji. SZOK!! - niektórzy uczestnicy sądzili ze znaleźli się w innym świecie bajkowej fantazji.
Kolejny (już dwunasty dzień rajdu) mieliśmy przeznaczony na zwiedzanie Krakowa, a niektórzy z gości zagranicznych pojechali jeszcze do Oświęcimia.
Następnego dnia – pierwszy postój mamy w Ojcowskim Parku Narodowym z jego atrakcjami (Grota Łokietka, zamek na Pieskowej Skale), a koniec etapu: na dziedzińcu ruin zamku Krzyżtopór w Ujeździe. Tu przez całą noc odbywała się biesiada pod gołym niebem, przypominająca wiejskie wesele. Kolejny szok – bo wokół nieco straszyły ruiny największego zamku w Polsce.
Ostatniego dnia rajdu mieliśmy przez Kozienice i Czarnolas dojechać do Warszawy, a meta została zorganizowana na bieżni opustoszałego Stadionu Dziesięciolecia, będącego teraz pod opieką firmy DAMIS (naszego Głównego Sponsora). Wreszcie Bal Komandorski z atrakcjami, gdzie Organizatorzy Rajdu przygotowali niespodziankę (zapasowy samochód IFA-9 dla pechowej załogi która dachowała takim pojazdem w Cisnej) – ale sami stanęli przed niespodzianką jaką była kradzież dwóch współczesnych holowników załogom z Francji i Danii. Bal zakończył się nad ranem, a potem tylko powrót do domów niekiedy oddalonych o kilka tysięcy kilometrów w przypadki załóg z Francji lub Wielkiej Brytanii.
Niestety – we wrześniu 1994 roku zmarł Marek Paul, a następny Rajd Dookoła Polski odbył się latem 1995 roku – poprzedzony moim samotnym 2-tygodniowym objazdem Europy i odwiedzaniem zagranicznych entuzjastów klubu CAAR z „garbatą” WARSZAWĄ i z pilotami: Antonim Zwolskim (do Londynu) i Konradem Majkowskim w drodze powrotnej. Te wspomnienia umieściłem w artykule Babunią WARSZAWĄ po Europie.
Tak więc w sobotę dnia 15 lipca 1995 roku do Centrum Szkolenia Policji w Legionowie zaczęli przyjeżdżać pierwsi uczestnicy II Międzynarodowego Rajdu Dookoła Polski. Po zakwaterowaniu w hotelu – można było jechać na indywidualne zwiedzanie Warszawy. Również drugi dzień (niedziela) był przeznaczony na zaaklimatyzowanie się w Polsce i poznanie stolicy.
Ale już w poniedziałek koło południa grupy zawodników, każda prowadzona przez polskiego lidera, dojechały do Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu, gdzie zatrzymały się na zwiedzaniu skansenu, koncercie i poczęstunku. Wieczorem – dojazd do Hajnówki i przepiękny koncert muzyki cerkiewnej, a o zmierzchu – wycieczka kolejką parową w puszczę oraz ognisko z piwem i kiełbaskami. Koło północy – powrót kolejką, gdzie do wagoników wdzierały się na przemian gałęzie i dym z parowozu, a na niebie widać było gwiazdy lub iskry z komina ciuchci.
Następnego dnia – wizyta w zagrodzie żubrów, a potem przejazd do Białegostoku, gdzie miejscowi sympatycy starej motoryzacji spontanicznie ugościli rajd na dziedzińcu Pałacu Branickich. Należało się dobrze śpieszyć, by jadąc przez Augustów i Suwałki - zdążyć przed zmrokiem dojechać nad Wigry i na dwa dni zakwaterować w dawnym klasztorze Kamedułów. Jak urocze jest to miejsce niech świadczy fakt, że rezydował tam również Papież Jan-Paweł II w czasie swojej pielgrzymki po Ojczyźnie.
Po dwóch dniach spędzonych w jednym z najpiękniejszych miejsc w Polsce – jedziemy na północ, aż pod granicę z Litwą, aby zobaczyć zapomnianą budowlę: wiadukty kolejowe w Stańczykach. Dojeżdżamy do kempingu w Giżycku, a kolację mamy na statku w czasie rejsu o zachodzie słońca. Tu też zostajemy na dwa dni, bo atrakcji jest bez liku: zwiedzanie miasta leżącego wśród jezior oraz wspaniałej twierdzy Boyen.
W sobotę 22 lipca żegnamy Giżycko i jadąc przez Kętrzyn, Świętą Lipkę i Lidzbark Warmiński zwiedzamy wspaniałe pomniki i zabytki, a wieczorem dojeżdżamy do Olsztyna. Szybkie zakwaterowanie w akademiku i pokaz naszych pojazdów na Starym Mieście.
Następnego dnia jedziemy dalej, ale znów mamy wyjątkowa atrakcję: oglądamy statki płynące po łące – czyli jedną z pięciu słynnych pochylni w Durlitach. Te konstrukcje są czynne do dziś i stanowią unikatowe urządzenia techniczne zaprojektowane w 1848 roku przez holenderskiego inżyniera J. Stenke.
Wieczorem dojeżdżamy do Fromborka i wczuwamy się w klimat miasta Mikołaja Kopernika.
W poniedziałek 24 lipca jedziemy do Gdańska, mamy zakwaterowanie na kampingu, ale zaraz potem wystawę naszych zabytków koło Starego Rynku. Strudzeni zwiedzaniem miasta jesteśmy zaproszeni na Dwór Artusa na wspaniałą ucztę, która zdumiewa nawet bywalców salonów.
Następnego dnia – jedziemy z naszymi zabytkowymi pojazdami na wystawę na Molo Południowe. Parkujemy na Skwerze Kościuszki obok legendarnych statków: ORP-Błyskawica i Daru Pomorza. Po południu – koncert organowy w Katedrze Oliwskiej i indywidualne zwiedzanie Trójmiasta.
W środę, 26 lipca opuszczamy Gdańsk i w południe jesteśmy w Malborku. Zostawiamy nasze zabytki na zaimprowizowanym pokazie, a sami idziemy zwiedzać największy gotycki kompleks zamkowy w Polsce. Potem przez Sztum, Kwidzyń i Grudziądz dojeżdżamy do Torunia. Zakwaterowanie mamy na kampingu po jednej stronie Wisły, więc zwiedzanie miasta odkładamy na następny dzień. Wtedy nasze pojazdy ustawiamy na centralnym placu przed ratuszem, a sami mamy cały dzień na poznawanie Torunia i jego licznych zabytków.
W piątek rano 28 lipca opuszczamy Toruń i zatrzymując się na zwiedzanie Płocka – dojeżdżamy wieczorem do bazy w CSP w Legionowie.
W sobotę zwartą kolumną jedziemy do Warszawy, by na ulicy Karowej rozegrać słynną próbę górską, dokumentującą rześkość naszych zabytkowych pojazdów. Potem zasłużony pokaz dla mieszkańców Warszawy na Placu Zamkowym przed Kolumną Zygmunta, poczęstunek w Dziekance i zwiedzanie Starego Miasta. Wieczorem – Bal Komandorski z oficjalnym zakończeniem rajdu, wręczeniem pamiątkowych plakietek i zaproszeniem na kolejną imprezę CAAR-u w Polsce.
W niedzielę rano – wczesne śniadanie i wyjazd do domów. A w kronikach odnotowujemy kolejny międzynarodowy sukces automobilowy.
Antoni Zwolski
Nr legitymacji CAAR
PL 94001
V-ce Komandor Rajdu 1997
02-795 Warszawa
ul. Kazury 2B m 12
O odwołanie z funkcji Prezydenta CAAR Tomasza Skrzelińskiego
Wniosek motywuję następującymi uwagami o działalności Prezydenta CAAR.
Biorąc tylko niektóre przytoczone fakty pod uwagę ja osobiście nie widzę dalej współpracy na linii Prezydent, Zarząd i Komandorzy Rajdu Dookoła Polski.
Zaproszenie załóg francuskich bez opłat na koszt Clubu w zamian za wyjazd do Francji załóg w wielu przypadkach nie będących członkami Clubu. Proszę Zarząd o ścisłe rozliczenie Rajdu wychodząc z założenia że każdy uczestnik winien wpłacić wpisowe 1 milion zł plus pieniądze ze sponsoringu.
Jednocześnie nadmieniam iż podobne fakty miały miejsce w ubiegłej kadencji Zarządu gdzie Zarząd zmuszony był podać się do dymisji.
Jedynym wyjściem z zaistniałej sytuacji jest odwołanie z funkcji Prezydenta CAAR, a jako podstawa prawna to statut CAAR Rozdział III § 17 p.2 mówiący „Wykluczenie przez Zarząd CAAR z powodu nie przestrzegania postanowień statutu i uchwał CAAR oraz działania na szkodę CAAR”
Komisja Rewizyjna CAAR
Z poważaniem
/Antoni Zwolski/
Jednak doświadczenia całego Klubu CAAR-PL, wstępne przygotowania do kolejnej trasy, zebrane na bankowym koncie środki finansowe i wyposażenie techniczne oraz międzynarodowa opinia o wspaniałych rajdach w Polsce – spowodowały rozegranie jeszcze jednej dużej części tej cyklicznej imprezy. W dniach od 13 do 27 lipca 1997 roku Rajd Dookoła Polski przejechał przez północno-zachodnią część kraju: wystartował w Warszawie, a potem zawodnicy pokazywali swoje pojazdy i zwiedzali kolejno: Wrześnię, Czaplinek, Dziwnów, Darłowo, Łebę. Wdzydze, Wenecję, by po dwóch tygodniach powrócić do Warszawy.
Zgłoszonych do rajdu zostało 56 załóg oraz pojazdy serwisowe, a Sponsorami byli m.in.: PZU-S.A., MOTOROLA, ZAP-PIASTÓW, ŻYWIEC, SECURITAS.
We wrześniu 2000 roku już jako prezes Klubu Pojazdów Zabytkowych Fundacji Ochrony Zabytków Militarnych, poprowadziłem kolejną grupę polskich automobilistów do Francji, a w czasie mojej nieobecności w Polsce nowy Klub na prośbę władz miasta zorganizował udany rajd-pokaz z okazji 600-lecia Płońska.
Ja natomiast po powrocie z zagranicy, za rozegraną imprezę w Płońsku, spotkałem się z kolejnym wnioskiem „życzliwego kolegi” poparty uchwałą Zarządu CAAR czyli z zarzutem wyjątkowo destrukcyjnego działania dla społeczności CAAR-u i zostałem przykładnie jako pierwszy w historii Klubu CAAR-PL karnie wykluczony z jego szeregów. Zarząd CAAR-PL dał mi wprawdzie możliwość odwołania się od swojej decyzji – ale nie skorzystałem z tej szansy. Moja praca dla polskiego CAAR-u została ostatecznie zakończona – choć pozostały osobiste przyjaźnie z polskimi i zagranicznymi kolegami mającymi podobne wyobrażenie o zabytkowej motoryzacji.
Natomiast Klub CAAR-PL skupia teraz tylko część dawnych entuzjastów i założycieli, a praktycznie działa głównie w rejonie Warszawy. Jednak pozostaje w pamięci Osób i Instytucji jako przykład inicjatywy entuzjastów zabytkowej motoryzacji, by stworzyć i przeżyć coś nowego ze swoimi starymi pojazdami. Zdobyte doświadczenia automobilowe i międzynarodowe kontakty zaowocowały w 1999 roku powstaniem ogólnopolskiej gazety „AUTOMOBILISTA” redagowanej przez aktywnych działaczy CAAR. Miałem wprawdzie zaproszenie do współredagowania tego pisma – ale mając dość „życzliwych kolegów” i wyżej ceniąc osobistą godność niż weterańskie pasje – wolałem poczekać aż miną emocje lub „życzliwi” zrezygnują ze swej działalności.
Niestety – niechęć do współpracy jest nadal wzajemna, czego dowodem jest wewnętrzny zakaz publikowania w „Automobiliście” mojego nazwiska a nawet typowych informacji prasowych o krajowych i międzynarodowych sukcesach polskich zawodników współpracujących ze mną.
Tak więc zakończenie mojej pracy przy tworzeniu i członkostwie w CAAR-PL niesie skutki w całym polskim środowisku weterańskim i międzynarodowych kontaktach polskich automobilistów.
Nie takie ideały były celem założenia klubu CAAR w Polsce i nie czuję się winnym obecnej sytuacji.