Ta historia ma swój
początek jesienią 1994 roku, gdy po raz pierwszy Reprezentacja Polski spotkała
ekipę z Hiszpanii na rajdzie w Troyes (Szampania, Francja).
Zabytkowa motoryzacja przywieziona do Szampanii z Półwyspu Iberyjskiego była
dla nas tak samo egzotyczna jak polska motoryzacja (m.in. SOKÓŁ, WARSZAWA M-20,
SYRENA-100) dla kolekcjonerów z Hiszpanii. Potem dowiedzieliśmy się, że terytoria
Polski leżące daleko na północny-wschód są w Hiszpanii synonimem odrębności,
gdyż nawet mieszkańcy rejonu Katalonii (północno-wschodniej Hiszpanii) są nazywani
tam "Polakami".
Zaczęliśmy się więc uważnie wzajemnie przyglądać, a w rajdowej, szampańskiej
atmosferze zaczęły się rodzić wzajemne sympatie i plany.
Na kolejnych rajdach we Francji zapadło postanowienie: musimy się kiedyś wzajemnie
odwiedzić na jednej z imprez organizowanych w Polsce lub w Hiszpanii.
Jednak bardzo duża odległość (około 2500 km), koszty i kłopoty logistyczne spowodowały,
że do pierwszej polskiej "weterańskiej" wyprawy za Pireneje doszło
dopiero wiosną 1999 roku.
W Barcelonie (stolicy Katalonii), od ponad 40 lat organizowane są przez miejscowy
Antic Car Club de Cataluna międzynarodowe rajdy, do których dopuszczane są najwspanialsze
pojazdy wyprodukowane przed 1925 rokiem. Jeżeli auto pochodzi sprzed 1914 roku,
to dla zachęty przyjmowane jest na rajd bezpłatnie.
Poszukiwania odpowiednich aut w Polsce nie było trudne, bo wyprodukowane przed
Pierwszą Wojną Światową i dopuszczone do ruchu istnieją w Polsce "aż"
dwa.
Najstarszy - to MERCEDES typ 10/20
"POSEN" z 1912 roku, którego właścicielem jest Józef Kołoczek.
![]() |
![]() |
![]() |
Jeszcze
kilka lat temu długoletnim liderem najstarszych aut w Polsce był LORRAINE-DIETRICH
z 1913 roku, którego właścicielem jest Jan Peda.
Jako trzeci pojazd, zaproszony do tego doborowego towarzystwa został dokooptowany
ESSEX SUPER SIX Stanisława Tabisza,
który "w papierach" ma rok produkcji 1924, ale chyba jest o rok lub
dwa młodszy (w Polsce nie ma już innych tak starych i doskonale odrestaurowanych
automobili).
Hiszpanie ze zrozumieniem przyjęli taki skład, a na dodatek grzecznościowo zwolnili
nas z wszelkich kosztów wpisowego. To był pierwszy znaczący sukces organizacyjny.
Pozostały jednak znaczne koszty transportu zawodników i sprzętu, gdyż tak stare
i cenne auta powinny podróżować w zamkniętych kontenerach.
Będąc organizatorem tego pionierskiego wyjazdu, chcę się teraz pochwalić kolejnymi
sukcesami:
Na apel o pomoc ze zrozumieniem odpowiedział polski przedstawiciel Firmy MERCEDES-BENZ,
gdyż najstarsze auto w Polsce jest właśnie tej marki i to zobowiązuje, gdyż
pozostali automobilowi reprezentanci są już zamkniętą kartą światowej motoryzacji.
Pozyskana pomoc sponsorska dla Klubu Pojazdów Zabytkowych umożliwiała już oszczędny
dojazd do Barcelony i transport aut "po kosztach własnych".
Na dodatek - właścicielem najstarszego MERCEDESA jest szczęśliwym trafem właściciel
dużej firmy transportowej "KOLTRANS", a więc wszystkie trzy auta będą
dzięki temu przewiezione do Hiszpanii jedynie za kilka tysięcy DEM niezbędnych
na koszty własne: paliwa, płatne autostrady oraz amortyzację i ubezpieczenia
TIR-a. Starczy jeszcze na koszty podróży trzech załóg i drobne upominki.
Wszelkie sprawy formalne związane z odprawą celną najstarszych pojazdów były
już głupstwem, szczególnie po doświadczeniach z wielokrotnym wywozem takich
aut na zagraniczne rajdy i wypróbowanej współpracy ze służbami Konserwatora
Zabytków oraz Głównego Urzędu Ceł.
![]() |
![]() |
![]() |
Moja podróż
i przygoda rozpoczęła się w Warszawie w środę 3 marca 1999 roku o godzinie 3
rano. O godzinie 9 byłem już w Gostyniu, gdzie do furgonetki MERCEDES-VITO zapakowaliśmy
się w 4 osoby: Jan i Maciej Peda, Stanisław Tabisz i niżej podpisany. Po krótkim
zwiedzeniu najnowszych eksponatów
w prywatnym muzeum gospodarzy - skok do zaprzyjaźnionego kolekcjonera koło
Drezna. Ma on kilkadziesiąt starych pojazdów, gromadzonych jeszcze w czasach
i z terenu byłego NRD.
Po gościnnym obiedzie i szalonej jeździe non-stop dobrymi autostradami - o godzinie
3 w nocy jesteśmy już w Dijon, gdzie dołącza do nas mieszkający w Paryżu Tadeusz
hr. Raczyński. Będzie naszym przewodnikiem i tłumaczem we Francji.
Dalsza jazda bez zakłóceń - i w czwartek 4 marca o godzinie 14 mijamy Barcelonę,
a o godzinie 17 jesteśmy już w bazie imprezy w Sitges. Dojeżdża również Józef
Kołoczek z żoną i córką oraz TIR
z naszymi zabytkami motoryzacji. Mamy czas na długi odpoczynek.
Jesteśmy tu bowiem o dzień za wcześnie, ale sprawiamy tym radość Organizatorom,
którzy mogą nas teraz dłużej gościć. Sitges jest malowniczym kurortem położonym
nad morzem w odległości ok. 30 km na południe od Barcelony, a mieszka tu główny
komandor rajdu Miquel Matas - prezydent klubu "Foment del Turisme de Sitges",
wchodzącego w skład Reial Automóbil Club de Catalunya.
Cechą wyróżniającą Sitges jest poufna informacja, że miasteczko jest miejscem
spotkań a nawet nieformalną stolicą wszystkich hiszpańskich "kochających
inaczej ". To dla nas też ciekawe doświadczenie.
Następnego
dnia (piątek) przeznaczamy na wypakowanie aut, unikalną
sesję zdjęciową najstarszych polskich zabytków motoryzacji pod palmami i
zwiedzanie tego uroczego kurortu nad Morzem Śródziemnym. Jesteśmy ciągle goszczeni
przez Organizatorów, a jeden z nich - właściciel kilku nadmorskich hoteli, nie
odstępuje od nas, zapraszając do kolejnych swoich restauracji na degustacje
miejscowych przysmaków i win. W
sobotę 6 marca wreszcie mamy prawdziwie rajdowe zajęcia.Wraz z kilkoma autami
jedziemy piękną autostradą z bazy w Sitges do Barcelony, aby dołączyć do spotkania
stu rajdowych pojazdów na pokazie i koncercie przy reprezentacyjnym Pałacu Pedralbes.
Zaproszone na rajd automobile są wspaniałe, a zgromadzone na dziedzińcu królewskiego
pałacu tworzą niezapomnianą scenerię.
Niektóre marki i modele widzimy po raz pierwszy - jak CLEMENT
z 1903 roku
,
CADICALL z 1905, CHENARD-WALKER z 1908, LE-ZEBRE i ROCKET-SCHNEIDER z 1909,
PHILOS i MAXWELL z 1912, ELIZALDE i HUPMOBIL z 1914.
Odwiedza nas Konsul RP w Barcelonie i z dumą pozuje przy biało-czerwonej fladze
i polskich pojazdach.
Dziś nie obowiązują stroje z epoki automobili, więc jesteśmy ubrani w kurtki
Sponsora (Mercedesa). Ale Staś Tabisz tradycyjnie założył swój staroświecki
czarny garnitur i cylinder - więc wzbudza duże zainteresowanie szczególnie młodych
uczestniczek rajdu.
Po
południu - kawalkada pojazdów prowadzona przez zamykającą ruch drogowy policję
paraduje przez najpiękniejsze ulice i place Barcelony. Dojeżdżamy
do Muzeum Morskiego, gdzie do wieczora
mamy czas na prezentowanie swoich aut, zwiedzanie muzeum i posiłek.
Na noc wstawiamy wszystkie rajdowe pojazdy do najstarszych garaży w mieście.
Do polskiej ekipy dołącza mieszkająca w Hiszpanii Anna Gaszyńska, która będzie
naszym miejscowym przewodnikiem.
![]() |
![]() |
![]() |
W niedzielę
7 marca - wielka parada, a wszystkie
załogi są ubrane w stroje z epoki budowy pojazdów.
MERCEDESEM jedzie ubrany w elegancki frak Józef
Kołoczek, w towarzystwie żony Joanny i córki Jadwigi.
Załoga LORRAINE-DIETRICH - to dwaj
tajni agenci (Jan i Maciej Peda) wiozący podoficera (starszego posterunkowego)
Polskiej Policji Państwowej w galowym mundurze z medalami i z polską flagą.
Moja szarża jest zresztą zupełnie niezrozumiała dla zagranicznych uczestników
rajdu, więc na wszelki wypadek zwracają się do mnie "admirale" .
![]() |
![]() |
![]() |
Załogę ESSEXA stanowili dwaj "gangsterzy" (Stanisław Tabisz i Tadeusz
Raczyński) w eleganckich białych garniturach oraz dama
(p. Anna) w stroju podróżnym z lat 20-tych.
Po prezentacji wszystkich załóg na Placu Sant Jaume, doborowe międzynarodowe
towarzystwo z Andory, Francji, Holandii, Niemiec, Polski i kilku regionów Hiszpanii
- zostało zaproszone do gotyckiej galerii ratusza na tradycyjną hiszpańską czekoladę.
Dochodziło do wspaniałych spotkań "przebierańców" - a był to już nieoficjalny
początek Konkursu Elegancji załóg, klasyfikowanych bez pojazdów którymi się
poruszali.
O godzinie 11 - kawalkada pojazdów znów paradując ulicami Barcelony, wyjechała
na drogę prowadzącą do Sitges.
Ale
dziś ta górska droga jest zamknięta
dla normalnego ruchu, a przepięknie położona i wykuta w skałach nad brzegiem
morza jest do wyłącznej dyspozycji automobilistów.
Z tej jedynej okazji skwapliwie skorzystali wiozący mnie agenci. Pozwoliwszy
nieco uciec rajdowej kolumnie - kierujący Maciej Peda pokazał, na co jeszcze
stać 40-konny silnik LORRAINE, wyposażony w lotniczy system zapłonu z dwoma
świecami w każdym cylindrze.
Jechaliśmy pełną "chyżością" wyprzedzając na krętej drodze połowę
rajdowych samochodów, zdumionych naszą witalnością. Tak chyba jeździł tym autem
w 1913 roku jego pierwszy właściciel - baron Goetz (właściciel browaru OKOCIM),
a potem w 1986 roku Jan Peda na rajdzie przez Alpy z okazji 100-lecia światowej
motoryzacji.
![]() |
![]() |
![]() |
Do mety
w centrum Sitges dojechaliśmy jednak z pewnymi kłopotami, bo na
ulicach było około 130 tysięcy widzów. Aby utorować drogę i zobaczyć jezdnię
przez pojazdem zastosowałem nowatorskie rozwiązanie: znaczącym gestem na prawo
i lewo rzucałem w tłum garście "krówek" - cukierków z Milanówka. Pozwalało
to moim agentom bezpiecznie przejechać kolejne kilkadziesiąt
metrów wśród wiwatującej publiczności, wśród której były miejscowe
miss-piękności udekorowane stosownymi szarfami.
Po odstawieniu automobili na parking - załogi oficjalnie zaprezentowały się
Komisji Konkursu Elegancji.
Na pytanie, czy mój policyjny ekwipunek jest w pełni oryginalny - z udawanym
oburzeniem wyciągnąłem z kabury Naganta i po sprawdzeniu że mam jeszcze jeden
pełny nabój, zaproponowałem Komisji "rosyjską ruletkę". Widząc jeszcze
niedowierzanie - wyjąłem polski bagnet (wojskowy "Radom") i sugerowałem
popełnienie seppuku.
Komisja nie miała już więcej wątpliwości, bo stojący ze mną "tajni agenci"
też mieli przekonujące, smutne miny. Jakież było moje zdziwienie i radość, gdy
przy uroczystym wręczaniu nagród - nasza
policyjna załoga została wyróżniona piątą lokatą w Konkursie Elegancji.
Po
chwili również załoga MERCEDESA zdobyła drugie miejsce w klasie aut od 1909
do 1914 roku za doskonałość rekonstrukcji auta, a generalną klasyfikację i pierwsze
miejsce w swojej klasie wygrał rewelacyjny
miejscowy MORS z 1911 roku.
Po takim sukcesie dwóch polskich ekip, spotkała mnie jeszcze większa niespodzianka:
Józef Kołoczek uradowany wyróżnieniem, oświadczył że rezygnuje ze zwrotu oczekiwanych
kosztów własnych firmy KOLTRANS - i pragnie być sponsorem Klubu, jeżeli uzyskujemy
takie międzynarodowe sukcesy.
Zaoszczędzone
pieniądze możemy przeznaczyć na inne zagraniczne wyjazdy (i tak się stało -
jeszcze w lipcu tego roku cztery załogi z Klubu Pojazdów Zabytkowych wzięły
dzięki temu udział w pokazie prawie tysiąca pojazdów w szwedzkim mieście Bastad).
Następnego dnia konkurencje rajdowe nie były już obowiązkowe, ale za to bardzo
interesujące.
Odbyła się turystyczna wycieczka po okolicznych miasteczkach, w której wzięło
udział około 50 zabytkowych pojazdów.
Atrakcją były przejazdy po malowniczych drogach i okolicach, gdzie Pireneje
schodzą do morza oraz wizyta w hacjendzie produkującej wina i szampany (m.in.
znany w Polsce CODORNIU).
Wejście
do piwnic i korytarzy z leżakującymi
od wielu lat butelkami i beczkami, podziemne zwiedzanie tej fabryki i wyjście
o kilometr dalej, świadczy o ilości trunków tu zgromadzonych.
Nic dziwnego, że Organizator nie skąpił nam poczęstunków na kończącym rajd spotkaniu.
Z pewnym trudem i żalem załadowaliśmy więc wieczorem nasze auta do TIR-a na
drogę powrotną. Jeszcze ostatnie rajdowe, międzynarodowe rozmowy prowadziliśmy
długo w nocy w hotelowej restauracji. O świcie we wtorek 9 marca żegnamy Sitges,
ale nie kończymy jeszcze automobilowej przygody.
Jedziemy do okolic Lyonu, gdzie jest kolebka francuskiej motoryzacji.
Tego dnia zwiedzamy prywatną kolekcję około 50 pojazdów, w całości przeznaczoną
na sprzedaż. Są tam auta bardzo ciekawe i odremontowane, ale i średniej marki
i przeznaczone do odbudowy. Właściciel jest ekscentrykiem, nie pozwala robić
zdjęć i upiera się by kupujący wziął wszystko.
Ponieważ nie jesteśmy chwilowo przygotowani na taki zakup - następnego dnia
(środę 10 marca) jedziemy zwiedzać jedno z ciekawszych muzeów motoryzacji we
Francji - Muzeum Henri Malartr'a .
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
W komnatach XV-wiecznego pałacu nad rzeką Sommą jest eksponowane ponad 300 pojazdów:
motocykli, automobili, a nawet
bicykli i rowerów.
Z kolekcjonerskich rodzynków,
które zapamiętałem, to NOEL BENET z 1900 roku
- z pierwszym napędem na przednie
koła, komnata z pojazdami delegowanymi przez
Muzeum
na światowej rangi rajdy Londyn-Brighton, sala z osiągnięciami Firmy Gordini,
samochód CITROEN BL-11, który
jeżdżąc non-stop przez rok "wykręcił" 400.000 km, reprezentacyjny
Grosse-Mercedes 740K z opancerzonym nadwoziem
z 1942 roku, czy kolekcja mikrosamochodów.
Na dworze stoi kilka parowozów i lokomobili, które fascynują Jana i Macieja.
W tej kolebce francuskiej motoryzacyjnej myśli technicznej są informacje o wielu,
nieistniejących już firmach samochodowych powstałych kiedyś w tym rejonie -
jak np. BERLIET. Teraz już pora do domu.
Załoga MERCEDESA jedzie jeszcze oglądać ciekawe stare i najnowsze auta na salonie
w Genewie, a my mamy jeszcze długą drogę. Tadeusz zdąża na noc do Paryża, ale
do Gostynia dojeżdżamy w czwartek 11 marca. Koniec hiszpańskiej przygody w 1999
roku. W kolejnych latach byliśmy zapraszani, by ponownie wystartować w Barcelonie.
Jednak aby zorganizować taki wyjazd oraz pokazać kolejne najstarsze auta z Polski
- trzeba je po prostu w Polsce mieć.
Może w najbliższych latach pojawią się takie pojazdy, które wprawiają w zachwyt
Sponsorów i Organizatorów. Klub czeka więc na ukończenie rekonstrukcji REO z
1909 roku oraz inne auta sprzed I Wojny Światowej - które są "w ciemno"
zapraszane na najciekawsze imprezy w Europie.
Również pojazdy z wczesnych lat 20-tych, a będące w doskonałej kondycji, są
przepustką na najciekawsze imprezy. Ale to jest już automobilowy wyczyn. Zapraszam
do takiego wyczynu, do Klubu i do takich przeżyć.
Wspomnienia
w dniu 25.12.2001 spisał: Tomasz Skrzeliński