ZMOTORYZOWANA TRADYCJA W ŁAŃCUCIE
Pierwszą wycieczkę i osobisty kontakt z Łańcutem oraz przepięknym zespołem pałacowym miałem w... sierpniu 1968 roku. Byłem wtedy studentem i na obozie w rzeszowskim batalionie łączności przygotowywałem się do złożenia uroczystej przysięgi wojskowej. Tamte czasy nie były jednak wesołe, bo właśnie tzw. "kadra" awaryjnie wyjeżdżała na interwencję do Czechosłowacji a nam, studentom w polowych mundurach i po przysiędze, zaproponowano wojskową ciężarówką na szczęście tylko wycieczkę do Łańcuta.
Teraz, po latach pamiętam szok, jaki wtedy wywołał pierwszy widok parku i wnętrz pałacowych.
Nic więc dziwnego, że planując z CAAR-em dla zabytkowych pojazdów w 1993 roku trasę pierwszego Międzynarodowego Rajdu Dookoła Polski, jeden z etapów musiał mieć bazę w Łańcucie. Rajd miał bowiem pokazywać uczestnikom z kilku krajów najciekawsze zabytki i zakątki Polski.
Komandorzy imprezy, którzy rutynowo nawiązywali kontakty z lokalnymi władzami na trasie przejazdu raju, w Łańcucie zostali skierowani do prywatnej osoby z zapewnieniem, że nie ma tu lepszego entuzjasty motoryzacji i działacza kultywującego lokalną historię, a szczególnie tradycje stacjonującego przed wojną w Łańcucie 10 Pułku Strzelców Konnych.
Wskazaną osobą okazał się Paweł Fangor, a zawarta wtedy znajomość, przyjaźń i wspólne zainteresowania trwają do dziś.
Biorąc w 1993 roku po raz pierwszy na siebie obowiązki gospodarza na tym terenie, tak zainteresował miejscowe społeczeństwo przyjazdem kawalkady zabytkowych pojazdów, że jedyny raz na trasie rajd CAAR-u wjeżdżał do Łańcuta w liczącym kilka kilometrów szpalerze widzów.
Również pozostałych atrakcji w Łańcucie nie brakowało, ale najważniejszy był pokaz samochodów przybyłych z kilku krajów na dziedzińcu przed pałacem, no i oczywiście zwiedzanie siedziby rodu Potockich.
Prawdopodobnie przed wojną oprócz wspaniałych powozów które pozostały i są prezentowane w dawnej ujeżdżalni, przyjeżdżały tu takie właśnie automobile. Przeżyliśmy więc w Łańcucie pierwszą "powtórkę z historii".
Do Pawła, który w Łańcucie prowadził biuro turystyczne, zwróciła się Fabryka Opon z Dębicy, aby dla życzliwie zainteresowanych oponiarskimi sukcesami dziennikarzy motoryzacyjnych zorganizować tu ciekawą imprezę.
Mając zapewnionego tak Dobrego Sponsora - powstał wspólny pomysł zorganizowania dziennikarskiego biegu Św. Huberta, z wykorzystaniem zabytkowych samochodów.
Pokrywając wszelkie koszty transportu, do Łańcuta zostało wiec zaproszonych prawie dwadzieścia najlepszych przedwojennych pojazdów z całej Polski, a automobilowe załogi uzupełnili dziennikarze.
Po poczęstunku w sali balowej, z pałacowego dziedzińca nastąpił start do pogoni za lisem. "Lis" uciekał motocyklem z 1928 roku, zabytkowy policjant na SOKOLE z 1938 roku kierował ruchem, a dziennikarze mając do dyspozycji enigmatyczne notatki nawigacyjne dyktowali trasę przejazdu oddelegowanym szoferom.
Jechaliśmy naprawdę "w nieznane", zawiązując przy okazji nowe znajomości pomiędzy właścicielami antycznych pojazdów a kwiatem motoryzacyjnego dziennikarstwa w Polsce.
Taki bieg za lisem wzorowany był bowiem na dawnych tradycyjnych imprezach rozgrywanych jesienią w Polsce, właśnie z okazji myśliwskiego patrona Św. Huberta. Zamiast wierzchowców były teraz zabytkowe konie mechaniczne, a radości było tyle samo.
Trasa pościgu doprowadziła nas do położonej w całkowitej leśnej głuszy leśniczówki, w której w czasie II Wojny Światowej rezydował przedstawiciel Rządu Londyńskiego.
Rywalizację, lisa i puchar wygrała załoga CHRYSLERA z 1927 roku, kierowana przez dziennikarkę z I programu Polskiego Radia.
Kolejną rajdową niespodzianką przygotowaną przez Pawła i Sponsorów był bal w leśniczówce, a uczestnicy do dziś z rozrzewnieniem wspominają doskonale zaopatrzony bar z nielimitowaną ilością jadła i napojów. Taki rajd trudno będzie powtórzyć.
Jednak już w następnym roku 1997, niestrudzony Paweł zaprosił Klub Pojazdów Zabytkowych na kolejny bieg Św. Huberta. Zaproszenie objęło prawie 40 pojazdów, ale wyłącznie przedwojennych, gdyż kolejny Sponsor chciał zrobić taką niespodziankę swoim najlepszym pracownikom.
Przywieźliśmy więc z Polski do Łańcuta prawie wszystkie przedwojenne pojazdy, które mogły tej jesieni jeździć. Niektórzy nawet zaryzykowali jazdę "solo" - i nie dojechali (m.in. SOKÓŁ-1000 z koszem mający do pokonania prawie 500 km trasę z Wrocławia, zdefektował w Katowicach).
Takiego spotkania prawie wszystkich najstarszych pojazdów w Polsce chyba jeszcze w kraju nie było, a na pewno nigdy jeszcze nie spotkały się w Polsce dwa wyładowane zabytkami transportowe TIR-y, opłacone przez hojnego Sponsora.
Bieg Św. Huberta z elementami rajdowymi dla automobili tradycyjnie rozpoczął się koło łańcuckiego zamku i izby pamięci o żołnierzach generała Stanisława Maczka, a zakończył się we wspaniałej leśnej rezydencji rodziny Potockich. Tym razem nie zabrakło również koni "pod wierzch", wozów i bryczek, a potem tradycyjnych pieczonych baranów, myśliwskiego bigosu i miejscowych nalewek.
Kolejne spotkanie zabytkowej motoryzacji w Łańcucie odbyło się w Święto Niepodległości: 11 listopada 1999 roku.
Tym razem zadanie polegało na zaproszeniu do Łańcuta wszystkich zabytkowych pojazdów militarnych, na III Międzynarodowy Bieg Myśliwski Św. Huberta.
Klub Pojazdów Zabytkowych wystosował zaproszenia do coraz większej grupy posiadaczy takich pojazdów i coraz większej ilości członków zrzeszonych w Klubie.
W rezultacie do Łańcuta przyjechało około 30 starych samochodów militarnych, dwa trochę nowsze ale bardzo interesujące, dwa samochody "cywilne" i trzy motocykle.
Załadunek dziewięciu wojskowych samochodów z rejonu Warszawy odbył się w warsztacie gaźnikowym w Piasecznie, a lora z ładunkiem w kolorze khaki wzbudzała takie zainteresowanie na 350 km trasie przejazdu, że u przechodniów znajdowała zrozumienie zaimprowizowana informacja o naszej interwencji w Czeczenii.
Dopisali Sponsorzy: PKN-ORLEN i Thomson oraz miejscowi fundatorzy nagród, a wiec znów wszelkie własne koszty rajdu będą minimalne.
Program spotkania w Łańcucie był bardzo napięty i patriotyczny zarazem. Jeszcze przez świtem - pobudka, a potem msza polowa w intencji bohaterów i wybitnych dowódców związanych z tutejszym regionem. Symboliczny grób gen. bryg. Piotra Skuratowicza - dowódcy 10 Pułku Strzelców Konnych znajduje się na miejscowym cmentarzu. Ale na tej ziemi urodził się jeden z dowódców Powstania Warszawskiego gen. bryg. Antoni Chruściel "Monter", gen. bryg. Witold Nowina-Sawicki - dowódca walczącej pod Monte-Cassino 6 Brygady Strzelców Lwowskich, pułkownik Lis-Kula i poległy pod Monte-Cassino płk Wincenty Kurek. Trasa 80 km rajdu przebiegała wiec przez Ich rodzinne miejscowości, a w Zmysłówce (miejscu urodzenia gen. Nowiny-Sawickiego), nasz motocyklista w stroju amerykańskiego sierżanta wręczył dyrektorce zwiastun nadania miejscowej szkole imienia generała.
Na rajdzie o charakterze militarnym, rozgrywanym na dodatek w Święto Niepodległości, nie zabrakło takich konkurencji jak pokonywanie terenowych przeszkód, rzut granatem, strzelanie w pozycji leżącej, czy pogoń za lisem. Tę ostatnią konkurencję wygrali współcześni profesjonaliści - załoga Tarpana-Honkera z 21 Brygady Strzelców Podhalańskich wchodzących w skład jednostek AFOR. Dobrze radził sobie też Land-Rover z brytyjskiej armii stacjonującej w Niemczech.
Po rajdzie - w centrum Łańcuta odbył się pokaz sprzętu i najprawdziwsza defilada weteranów szos dla weteranów wojskowych. Na udekorowanej informacjami o sponsorach trybunie odbierali bowiem defiladę zarówno przedstawiciele miejscowych władz (poseł Zbigniew Rynasiewicz, starosta łańcucki Adam Krzysztoń, burmistrz Marek Sowa) jaki i weterani z 10 Pułku Strzelców Konnych.
Największe zainteresowanie wzbudzali uczestnicy jadący oryginalnymi WILLYSAMI-MB ubrani w mundury z czasów II Wojny Światowej, ale godna podziwu była pomagająca w organizacji grupka harcerzy, również ubrana w stroje militarne.
Wieczorem kilku z nas udało się jeszcze na nocny patrol po łańcuckich restauracjach i nawet tu zauważyliśmy ogromną życzliwość dla ludzi w mundurach, a najlepszym dowodem sympatii do Aliantów i do NATO był nasz "amerykański sierżant" - który był goszczony szczególnie serdecznie (a my wraz z nim).
Następnego dnia, na pożegnanie - tradycyjna wizyta w pałacu i parkowych alejkach. Niebawem wrócimy tu na jeszcze ciekawszą imprezę sumującą nasze dotychczasowe doświadczenia klubowe, rajdowe i militarne: rajd szlakiem wrześniowych walk 10 Pułku Strzelców Konnych.
Ta idea nie dawała nam bowiem od dawna spokoju: w 1937 roku na bazie 10 Pułku Strzelców Konnych z Łańcuta oraz 24 Pułku Ułanów z Kraśnika oraz kilku dywizjonów pancernych, rozpoznawczych i innych mniejszych jednostek, powstała 10 Brygada Kawalerii - pierwsza motorowa jednostka w Wojsku Polskim.
Ta 10 BK stacjonująca w rejonie Rzeszowa, dnia 26 sierpnia 1939 roku została dyslokowana w rejon Krakowa, a od 1 września toczyła walki jako odwód Armii Kraków. Dowodzona przez płk. dypl. Stanisława Maczka przeszła kampanie wrześniową nie tracąc siły bojowej i sztandaru, a po przejściu granicy węgierskiej i kilkumiesięcznym internowaniu - została odbudowana we Francji a potem w Wielkiej Brytanii jako I Dywizja Pancerna. Walczyła w Normandii, Belgii i Holandii, a zakończyła szlak bojowy w Willhelmshafen.
A gdyby tak odtworzyć szlak 10 BK z kampanii wrześniowej, mimo iż przebiegał on przez Lwów i wschodnie kresy??
Taki właśnie cel miał zorganizowany w dniach od 27 kwietnia do 7 maja 2001 roku "I Międzynarodowy Rajd Historycznych Pojazdów Wojskowych". Sponsorami był lokalny oddział PKN-ORLEN, miejscowe hurtownie dające żywność na drogę, fabryka STAR która udostępniła serwisowy samochód, kolekcjonerzy z Ukrainy pomagający z logistyce i wreszcie sam Paweł Fangor - który poświęcił wiele czasu i własnych pieniędzy na poprowadzenie imprezy.
Rajd rozpoczął się 26 kwietnia 2001 roku przyjazdem do miejscowości Wysoka (gmina Jordanów) gdzie 1 września kwaterował płk Maczek i gdzie odbyła się pierwsza walka 10 BK. Następnie szlakiem pierwszej zmotoryzowanej jednostki - przez Wiślicz i Radomyśl oraz po forsowaniu Dunajca, rajd w dniu 28 kwietnia przejechał do Łańcuta.
Tu bowiem od 1919 roku, tradycyjnie w dniu 29 kwietnia, w 10 PSK obchodzono święto pułkowe, a więc jest teraz szczególna okazja by je przypomnieć.
Tego dnia (niedziela, 29 kwietnia 2001 roku) dosłownie całe miasto wzięło udział w kilku uroczystościach połączonych z przejazdem naszych pojazdów militarnych.
Rano - msza święta w intencji 10 PSK z udziałem kompanii honorowej i orkiestry wojskowej. Następnie: wręczenie sztandaru i nadanie imienia 10 PSK szkole podstawowej nr 3 w Łańcucie, defilada kompanii honorowej, szwadronu kawalerzystów i pojazdów zabytkowych oraz przejazd do pobliskiej miejscowości Albigowa, gdzie nastąpiło odsłonięcie tablicy pamiątkowej w miejscu zaciętych i zwycięskich walk 10 BK w dniu 9 września.
Na koniec - odbyło się wspólne z przybyłymi na te uroczystości żołnierzami gen. Maczka zwiedzanie izby pamięci 10 BK.
Następnego dnia - przejazd kolumny pojazdów militarnych przez Przeworsk i Jarosław do przejścia granicznego w Korczowej, aby jadąc szlakiem walk 10 BK odwiedzić w Melechowie cmentarz żołnierzy 10 PSK, a w dniu 1 maja (w mundurach) zwiedzać Lwów i cmentarz Łyczakowski.
Potem jeszcze przejazd do Kołomyji, Przełęczy Tatarskiej w Karpatach Wschodnich i Worochty.
Zakończenie 1500 km rajdu odbyło się dokładnie tam, gdzie była kiedyś granica polsko-węgierska i gdzie w dniu 19 września 1939 roku około 1500 żołnierzy 10 BK złożyło broń.
Fenomen 10 BK i wchodzącego w jej skład, a związanego z Łańcutem 10 PSK, długo był w Polsce przemilczany i pomijany. Po raz pierwszy udało się nam nie tylko dokładnie poznać ten fragment polskiej historii, ale przemierzyć szlak wrześniowych walk podobnymi pojazdami militarnymi i często w historycznych mundurach wojskowych.
To już nie była jedynie radosna zabawa starymi pojazdami. Dzięki tym pojazdom sami mogliśmy przeżyć coś więcej oraz przyczynić się do poznania najpiękniejszych kart z historii i dziejów polskiego oręża.