Zwiastun rajdu

     Po roku - marzenia się spełniają

      Gdy rok temu po raz pierwszy żegnaliśmy się z organizatorami i uczestnikami Wielkiej Parady w Mulhouse (Miluzie) - obiecywałem sobie, że jeszcze tu wrócę, a na dodatek z możliwie dużą grupą pojazdów reprezentujących polską motoryzację. I po roku udało mi się marzenia zrealizować.

      Na kolejne międzynarodowe spotkanie w Miluzie - a właściwie zbiór imprez, rajdów i pokazów - uparłem się dowieźć wszelkie pojazdy wyprodukowane w Polsce lub dokumentujące polski wkład w rozwój światowej motoryzacji.
      Nie wszystkie zamierzenia udało się w pełni zrealizować, bo przepięknie odbudowany wojskowy Polski FIAT-508 "Łazik" nie zdążył w Poznaniu sprostać papierkowej dokumentacji, a WARSZAWA-223 z 1972 roku i BESKID z 1983 roku okazały się za młode w opinii Francuskich Gospodarzy. Również eksponowane w warszawskim Muzeum Techniki NOT polskie prototypy WARS i OGAR nie były zdolne do jazdy, a biorące już udział w krajowych i zagranicznych rajdach najciekawsze SYRENY: typ "100" z 1955 roku i "110" z 1969 roku były tak tajemniczo zepsute, że według opinii przedstawicieli DAEWOO-FSO i Dyrekcji Muzeum Techniki - nie było potrzeby ich naprawiać!!?

WARSZAWA 223 kombi z 1972 roku Prototyp WARS Prototyp SYRENY-100 z 1955 roku

      Również stojący na ekspozycji rekordowy Polski FIAT-125P nie mógł dokumentować międzynarodowych sukcesów polskiego przemysłu motoryzacyjnego (wraz z mistrzem Sobiesławem Zasadą, który kierował rekordowym zespołem i teraz deklarował chęć uczestniczenia w wyprawie do Francji) - bo mimo iż ten egzemplarz powstał za Żeraniu i ciągle jest własnością DAEWOO-FSO, to teraz jest groźnym konkurentem nosząc drugie imię: FIAT.
      Po kilkunastu "podejściach", poleconych listach i telefonach dałem sobie spokój z warszawskimi eksponatami.
      Ale na największej tego typu europejskiej imprezie odbywa się również przegląd (Trophee) motoryzacyjnych muzeów - więc zwróciłem się do nowego, jeszcze małego krakowskiego Muzeum Inżynierii Miejskiej z propozycją wspólnej wyprawy do Francji.
Tym FIATEM ustanowiono w 1973 roku trzy rekordy: na 25.000 km, na 25.000 mil i na 50.000 km WARSZAWA M20 z 1956 roku 'Podwiatrowa' SYRENA 101 z 1962 roku

      Tu spotkałem pełne zrozumienie korzyści jakie wynikną z takiego pokazu: będzie muzeum z Polski eksponujące swoje zbiory i region Krakowa, będzie polska motoryzacja pochodząca zarówno z muzealnych eksponatów jak i pojazdów indywidualnych kolekcjonerów oraz będą unikalne auta wzbudzające zachwyt szczególnie u Francuzów: mamy bowiem w Polsce samochód LORRAINE-DIETRICH z 1913 roku, który zachował się tylko dzięki staraniom Jana Pedy z Gostynia. Tego modelu auta wyprodukowanego w Lotaryngii koło Miluzy Francuzi nie mają!! Janek Peda jeszcze "pociągnął" ze swojej stajni niezmiernie rzadki egzemplarz roadstera BMW-315/1 SPORT.
      Niestety, w ostatniej chwili z przyczyn zdrowotnych właścicieli nie dojechała WARSZAWA-M20 z 1956 roku i SYRENA-101 z 1962 roku, ale i tak Reprezentacja Polski pokazała następujące pojazdy:
LORRAINE-DIETRICH z 1913 roku, jedyny egzemplarz, zachowany tylko w Polsce - LORRAINE-DIETRICH z 1913 roku
BMW 315/1 Sport z 1934 roku - BMW 315/1 SPORT z 1934 roku
Polski motocykl SOKÓŁ 1000 z 1935 roku, eksponat Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie - motocykl CWS-SOKÓŁ-1000 z wózkiem z 1935 roku z Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie
POLSKI FIAT 508 Junak z 1936 roku - samochód POLSKI FIAT 508 "JUNAK" z 1936 roku Mieczysława Fajkisa
MIKRUS z 1959 roku - mikrosamochód MIKRUS z 1959 roku Jacka Rawskiego
Furgonetka WARSZAWA 204P z 1966 roku, eksponat Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie - furgonetkę WARSZAWA-204P z 1966 roku z Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie
Prototyp mikrosamochodu SMYK z 1960 roku, eksponat Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie - prototyp mikrosamochodu SMYK z 1960 roku z Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie
Pierwsza powojenna SHL-M04 z 1950 roku - motocykl SHL M04 z 1950 roku Tomasz Skrzelińskiego

      Rangę naszego wyjazdu jako Reprezentacji Polski podniósł jeszcze honorowy patronat V-ce Premiera i Ministra Infrastruktury Marka Pola i życzenia międzynarodowych sukcesów od V-ce Minister Kultury i Generalnego Konserwatora Zabytków - Aleksandry Jakubowskiej.

Taki był transport polskich pojazdów       Aby na czas dojechać prawie 1500 km do Miluzy, należało zacząć podróżować już w środę 24 lipca. Każda ekipa jechała swoja trasą i swoim tempem. Zabytkowe pojazdy były oczywiście wiezione na lawetach, a wtedy trzeba jechać dostojnie i uważnie. Przy przekraczaniu kilku przejść granicznych (Polska-Czechy, Czechy-Niemcy) też zwykle traci się sporo cennego czasu - więc praktycznie moja podróż trwała 36 godzin z niewielką przerwą na wymuszoną drzemkę. Na miejscu w Miluzie byłem wieczorem w czwartek 25 lipca i po rozładowaniu lawet oraz zakwaterowaniu pozostałych uczestników sukcesywnie dojeżdżających z Polski można było wreszcie pójść spać.

      Właściwe imprezy rajdowe trwają trzy dni: od piątku do niedzieli.
Pierwszego dnia imprezy (w piątek) kilkudziesięciu uczestników na stosunkowo młodych i silnych samochodach sportowych i turystycznych wystartowało do jazdy okrężnej wokół Miluzy. Trasa wiodła przez wysokie przełęcze ale i przez malownicze wioski, goszczące zawodników swoimi atrakcjami: zabytkami i restauracjami.
      Jednak cała polska grupa odprowadziła swoich reprezentantów: LORRAINE-DIETRICH i BMW do największego muzeum automobili na świecie - Narodowego Muzeum Automobili czyli Kolekcji Schlumpf. Tam do specjalnej sali każde z 11 europejskich muzeów stających do konkursu o jedyne rajdowe trofeum, przyprowadziło po 2 lub 3 eksponaty.
      Pojazdy były oceniane bardzo dokładnie, wręcz drobiazgowo przez międzynarodową komisję ekspertów z kilku krajów. Wszystkie były wspaniałe i niepowtarzalne. Naszym faworytem był oczywiście LORRAINE-DIETRICH, gdyż jest to pojazd naprawdę rzadko spotykanej marki, a na dodatek marki bliskiej Gospodarzom, gdyż te auta produkował baron Dietrich w pobliskiej Lotaryngii. A takiego egzemplarza Francuzi od dawna nie widzieli, gdyż ostatnio pokazywaliśmy auto we Francji w 1994 roku i to w Szampanii. Natomiast drugi taki samochód nigdzie na świecie się nie zachował.
      W czasie gdy komisja precyzyjnie sprawdzała wszystkie pojazdy zgłoszone do konkursu - na muzealnym dziedzińcu postawiliśmy reprezentację polskiej motoryzacji (FIATA-508, MIKRUSA i SHL), a sami z zainteresowaniem rozpoczęliśmy kolejny raz zwiedzanie ekspozycji muzealnej.
      Od poprzedniego roku zauważyliśmy kilka zmian, z których najciekawsza - to samodzielna ekspozycja czeskiej motoryzacji. W dwóch salach pachnących jeszcze świeżym lakierem wystawione zostały chyba wszystkie konstrukcje zarówno przed jak i powojenne. A więc Laurin&Klement, Tatra, Aero, Skoda, Nesselsdorfer, Praga, Start, Wikov, a nawet Velorex.

Ekspozycja polskich pojazdów na dziedzińcu największego muzeum automobili Czeska ekspozycja: TATRA Czeska ekspozycja: VELOREX

      W największym tego typu muzeum na świecie tradycyjnie wspaniałe są sale z najdroższymi, luksusowymi pojazdami z lat 20-tych i 30-tych, sale z pojazdami z pierwszych lat motoryzacji, unikalna kolekcja wszelkich typów Bugatti oraz oddzielna sala bolidów sportowych eksponowana tak, jakby za chwilę miał wystartować wielki wyścig tych historycznych maszyn.
Muzeum w Miluzie - dział automobili z XIX w. Najsłynniejsze BUGATTI typ 35 Rekordowe pojazdy gotowe do ponownego wyścigu

Ekipa z Polski przyjmowana w muzealnej restauracji dla VIPów       W tym muzeum prawdziwy entuzjasta automobili mógłby spędzać godziny i tygodnie na podziwianiu tylu wspaniałych konstrukcji - ale po proszonym obiedzie w muzealnej restauracji dla VIP-ów, wróciliśmy na konkursową salę podglądać naszych reprezentantów i ich groźnych konkurentów.
      A było w czym wybierać, bo np. włoskie muzum w Viacenza wystawiło Isottę-Fraschini z 1923 roku i Maserati z 1956 roku. Fabryczne muzeum Peugeot'a wystawiło rekordowego Diesla 404 z 1956 roku i model 401 "Eclipse" z 1935 roku z całkowicie chowanym metalowym dachem. Gospodarz: Kolekcja Schlumpf pokazała Audi-Torpedo z 1928 roku, i Rolls Royce'a Silver-Ghost z 1924 roku. Bardzo ciekawe pojazdy wystawiło francuskie muzeum Auto-Moto-Velo: laboratoryjny Voisin C6 z 1923 roku, Amilcar CGS z 1925 roku i "Monoroue" z 1949 roku, który to pojazd był raczej motocyklem, gdzie kierowca siedział wewnątrz pojedynczego koła o średnicy ponad 2 merty.
Rekordowy PEUGEOT diesel typ 404 Laboratoryjny VOISIN C6 z 1923 roku, na pierwszym planie jest tył pojazdu Autor wewnątrz diabelskiego wynalazku

      Fabryczne muzeum Mercedesa ze Stuttgartu pokazało tym razem dwie słynne "300" z 1952 i 61 roku, a inne niemiecki muzeum w Sinsheim: Doppelphaeton-Ranault z 1912 roku i legendarnego Jaguara SS-100 z 1938 roku. Ale największe uznanie komisji i jedyne oficjalne wyróżnienie zdobył Adolphe Clement AG z 1902 roku reprezentujące Międzynarodowe Muzeum Motoryzacji w Genewie.
      Wieczorem - wszyscy uczestnicy międzynarodowego konkursu muzeów zostali wspaniale przedstawieni licznej publiczności na centralnym placu Miluzy. Do tej pory odbywał się tam pokaz historycznych Citroenów i całego dorobku tej francuskiej firmy, wśród których najciekawszymi eksponatami był egzemplarz na podwoziu gąsienicowym, zbudowany specjalnie do podróży przez Saharę oraz pierwszy egzemplarz 2CV jeszcze z jednym reflektorem i korbą.
Nocna prezentacja jednego z fabrycznych MERCEDESÓW serii 300 Zdobywca jedynego wyróżnienia ADOLPHE CLEMENT z 1902 roku z muzeum w Genewie Ten egzemplarz przejechał Saharę

      Teraz, po zmierzchu, przed katedrą na centralnym miejscu Placu de la Reunion, ustawiono specjalne podium z czerwonym dywanem, na które kolejno wjeżdżali przedstawiciele 11 europejskich muzeów. Aby kilkutysięczna publiczność mogła zobaczyć wszelkie szczegóły pojazdów - na dwa olbrzymie telebimy kamery transmitowały obraz auta, jego detali no i oczywiście jego załogę. Każdy pojazd był dokładnie prezentowany i komentowane jego zalety.
Prototyp CITROENA 2CV 'Nasz' BMW 315 z Janem Pedą na nocnej prezentacji LORRAINE-DIETRICH w czasie prezentacji dla kilkutysięcznej publiczności

      "Nasz" Lorraine-Dietrich wzbudził wręcz aplauz publiczności, bo przygotowaliśmy do prezentacji własną opowieść o sportowych sukcesach tego auta na licznych rajdach weteranów w Polsce i zagranicą.
      Pokazy zakończyły się późno wieczorem.
      Następnego dnia (w sobotę) przedstawiciele muzeów startujących we wczorajszym konkursie prezentowali swoje instytucje na terenie przepięknego "Parku Salvator" w imprezie nazwanej: "Międzynarodowy Salon Muzeów".
      Pod namiotami wręczano zwiedzającym muzealne wizytówki, foldery i plakaty, a obok stały konkursowe pojazdy.
      Polska ekipa uzupełniła ekspozycję Muzeum Inżynierii Miejskiej z Krakowa o SMYKA, WARSZAWĘ i SOKOŁA, a jeszcze w odwiedziny przyjechał MIKRUS. Dyrekcja Muzeum dowiozła plakaty o Krakowie i foldery o Muzeum, a nad stoiskiem powiewała polska flaga.
Wejście do parku - dziś międzynarodowego salonu muzeów automobilowych Stoisko polskiego Muzeum Inżynierii Miejskiej z Krakowa Prezentacja POLSKIEGO FIATA 508 i właścicieli: Ireny i Mieczysława Fajkisów

      Całość wypadła doskonale, o czym świadczyły liczne wizyty zwiedzających i grzecznościowe odwiedziny przedstawicieli innych muzeów oraz szefów Międzynarodowej Federacji Automobilowej FIVA.
Pokaz w parku trwał do wieczora, ale już po południu rozpoczęła się kolejna impreza: pokaz klubów biorących udział w spotkaniu.
      Na to samo podium z czerwonym dywanem wjechały więc i zostały zaprezentowane pozostałe pojazdy z polskiego Klubu Pojazdów Zabytkowych, a po dalszej prezentacji na uliczkach Miluzy - wszystkie pojazdy z Polski ustawiły się do kolejnej imprezy: "Nocy z Automobilami".
      Na wąskich uliczkach Starego Miasta stanęło kilkaset samochodów, ale stały one w grupach, przy których grało "na żywo" kilkanaście zespołów muzycznych. I tak przy autach amerykańskich grał zespół country, przy Citroenach - Jazz-Time, przy autach ze Szwajcarii - kwintet klasyczny, przy klubie Mathisów - oryginalne katarynki.
      Przy polskiej ekspozycji grała orkiestra cygańska.
MIKRUS z załogą bikiniarzy z końca lat 50-tych Oryginalne katarynki Nocna iluminacja wszystkich eksponowanych pojazdów

      Natomiast wszystkie pojazdy były wspaniale oświetlone, a taka iluminacja kilkuset aut i muzyka dobiegająca z każdego zaułka powodowały, że wędrując do północy starymi uliczkami Miluzy odbierało się nieprawdopodobne wrażenia z wielkiego automobilowego festynu przebiegającego w nocnej scenerii zabytkowych pojazdów i zabytkowych budowli.
      Ostatni dzień imprezy (niedziela) to największe spotkanie ponad 600 pojazdów na "Wielkiej Paradzie".
      Podobnie jak przed rokiem - od rana automobile przyjeżdżały na błonia przy ośrodku akademickim i zajmowały miejsca zgodnie z wyznaczonym sektorem i numerem. Poszczególne grupy miały wspólne cechy: Był sektor pojazdów najstarszych - jeszcze sprzed Pierwszej Wojny Światowej, sektor amerykańskich krążowników, sektory znanych marek francuskich, grupy aut niemieckich, oddzielne sektory klubowe FIATA-500, Mathisa, VW, Morgana.
Zabytkowa trąbka na zabytkowym samochodzie Sektor pojazdów z początków XX w., w głębi LORRAINE-DIETRICH Stoisko polskiej motoryzacji

      W oddzielnej grupie stały wszystkie pojazdy polskiej konstrukcji - i było to dla nas dużym wyróżnieniem, bo nad stoiskiem powiewała polska flaga.
      Mimo doskonałej organizacji - dojazd i ustawienie wszystkich pojazdów trwał do południa, a właściwie do wspólnego obiadu dla jak sądzę 1500 osób.
      Po obiedzie poszczególne grupy pojazdów zostały wypuszczone na defiladę wśród kilkudziesięciu tysięcy widzów ustawionych za barierkami. Automobile z poszczególnych sektorów wyjeżdżały na trasę parady i były tak prowadzone przez organizatorów, że prawie o każdym wehikule słychać było wielokrotnie informacje podawane przez głośniki na liczącej kilka kilometrów Wielkiej Paradzie.
Proszony obiad dla 150 osób reprezentantom Polski też smakował Przejazd w szpalerze 50.000 widzów

      Po powrocie poszczególnych grup - Organizator zezwolił jeszcze ponownie wyjechać na trasę wszystkim chętnym. Pamiętając jednak zeszłoroczny "zabytkowy korek" polskie pojazdy wolały pozostać na swoich miejscach. Wyjątkiem była rącza sportowa BMW-315/1 wraz z właścicielem, którym brakowało rajdowych emocji.
      Na zakończenie tego dnia i Wielkiej Parady odbył się jeszcze pożegnalny poczęstunek z francuskimi ciasteczkami i winem oraz wręczanie honorowych dyplomów uczestnictwa w tym spotkaniu.
      Każdy z ponad 600 właścicieli pojazdów dostał dyplom z wypisanym imieniem i nazwiskiem oraz datą i miejscem imprezy. Było to jedyne honorowe wyróżnienie dla wiekszości uczestników przybyłych tu bezpłatnie z Francji, Szwajcarii, Niemiec, Włoch. Dla ekipy z Polski, Organizator zobowiązał się dodatkowo zwrócić koszty dojazdu i pokryć koszty naszego czterodniowego zakwaterowania dla łącznie 22 osób (wraz z ekipą TVP-SA).
      W rewanżu, w imieniu Klubu Pojazdów Zabytkowych i kolekcjonerów z Polski obiecałem, że za rok pokażemy w Miluzie coś specjalnego: grupę reprezentacyjnych pojazdów wraz z opancerzonymi limuzynami używanymi przez dostojników komunistycznych, wśród których najciekawszy jest ważący 5 ton ZIS-115, od 1951 roku czekający w Polsce na wizytę Józefa Stalina i innych wodzów. Pancerne szyby tej limuzyny są grubsze niż najdłuższy bok paczki papierosów, a do ich podnoszenia służą hydrauliczne lewarki.
ZIS 115 z Polski pojedzie do Miluzy za rok O grubości pancernej szyby ZISa 115 z 1951 roku niech świadczy paczka papierosów

      Propozycja została przyjęta z ogromnym zainteresowaniem, a wiem że gdy w Niemczech lub w Szwajcarii potrzeba pokazać taki samochód po Stalinie, to jest on sprowadzany aż z muzeum w Rydze. Tymczasem taki egzemplarz jest w Polsce wraz z innymi ZIM'ami, ZIŁ'ami, ZIS'ami, i CZAJKAMI.
      Powrót do domu zajął nam kolejne dwa dni i odbył się bez żadnych niespodzianek. Informację Prasową o naszej wyprawie wysłałem do kilkunastu czasopism i w kilku mediach już ukazały się reportaże. Państwowa telewizja nakręciła kilka godzin materiału i będzie sukcesywnie go wykorzystywać w programach motoryzacyjnych i oświatowych. Pierwsze odcinki już widziałem w sobotnich audycjach "Moto-Świat" (TVP3 WOT).

      A więc za rok znów spotkanie w Miluzie? Tylko czy starczy mi jeszcze sił i entuzjazmu, bo gdy we Francji machaliśmy polską flagą przy polskiej motoryzacji - "życzliwi" w kraju skupieni przy redakcji "Automobilisty" pisemnie dowodzili, że reprezentować Polskę na imprezach zagranicznych może tylko oficjalna reprezentacja wystawiona przez PZMot, lub afiliowane kluby bądź sekcje weteranów.
      Natomiast wyprawa naszej grupy entuzjastów motoryzacji nie powinna mieć takiej rangi.
      A więc czekam na tę oficjalną zorganizowaną grupę, ale dopóki jej nie ma (i chyba długo nie będzie) - to proszę mi nie przeszkadzać (bo o pomaganiu nawet nie myślę) w nawiązywaniu międzynarodowych kontaktów kolekcjonerskich, szczególnie w czasie naszego dążenia do Europy wszystkimi możliwymi sposobami. Automobilowymi też.

Tomasz Skrzeliński