Międzynarodowe spotkania najlepszych muzeów europejskich oraz najciekawszych zabytkowych pojazdów we francuskiej Miluzie (Mulhouse) na stałe weszły do kalendarza imprez automobilowych na Starym Kontynencie. Odbywają się tradycyjnie w drugi weekend lipca, a więc w roku 2004 były to gorące dni od 8 do 11 lipca.
Impreza jest znakomita z kilku powodów: miasto Mulhouse ma ambicje kulturotwórcze, gdyż jest siedzibą kilkunastu wspaniałych muzeów. Natomiast najsławniejsze z nich – to największe na świecie Narodowe Muzeum Motoryzacji - czyli słynna Kolekcja Braci Schlumpf. Miasto jest więc zainteresowane utrzymaniem tej wiodącej pozycji i aby to podtrzymać – corocznie zaprasza najwspanialsze europejskie muzea motoryzacyjne na prezentacje i przegląd swoich osiągnięć. Ale każde muzeum może zaprezentować tylko po dwa pojazdy: jeden w konkursie samochodów klasycznych, a drugi w kategorii samochodów sportowych.
Oczywiście konkurs muzeów jest tylko jedną z wielu imprez wchodzących w skład prawie tygodniowego Festiwalu Automobilowego w Miluzie. Przyjeżdżają tu bowiem indywidualni kolekcjonerzy i kluby samochodowe z Europy, bo samo wzięcie udziału w Festiwalu to najznakomitsza nobilitacja dla pojazdu i jego właściciela. Ale i selekcja uczestników prowadzona przez Merostwo jest ostra – dopuszczane są tylko najpiękniejsze i najciekawsze automobile oraz kilkanaście motocykli.
W tym roku miasto ograniczyło liczbę uczestników, ponieważ na wielu ulicach trwa zakładanie sieci tramwajowej i poruszanie się po mieście było bardzo utrudnione. Z tego powodu w imprezie startowało łącznie „tylko” 550 starych pojazdów. No – ale jeszcze z 600 stało w Muzeum (w tym około 150 BUGATTI).
Z Polski zaproszonych było 13 wehikułów z Klubu Pojazdów Zabytkowych Fundacji Ochrony Zabytków Militarnych, ale ostatecznie dojechało 9:
- dwa motocykle:
- siedem samochodów:
Warto dodać, że udział ekip z Polski był całkowicie bezpłatny z zapewnieniem udziału w imprezie, zakwaterowaniem, częściowym wyżywieniem i pełną ochroną naszych pojazdów na hotelowym parkingu, a na dodatek Miasto Mulhouse wyasygnowało znaczną sumę na pokrycie naszych kosztów dojazdu i transportu zabytków.
Natomiast zaproszone muzea „wystawiły” następujące samochody odpowiednio w kategorii CLASSIC i SPORT:
| Narodowe Muzeum Motoryzacji w Miluzie – Kolekcja Schlumpf (Francja): |
|
MERCEDES 600-S Berline z 1967 roku
|
|
GORDINI typ Biplace-Sport z 1939 roku
|
| Muzeum Automobilowe Lamborghini SpA – Sant' Agata z Bolonii (Włochy): |
|
LAMBORGHINI JALPA z 1988 roku
|
|
LAMBORGHINI COUNTACH z 1990 roku
|
| Muzeum Ruchu w Spa-Francorchamps (Belgia): |
|
HENRY model „J” z 1963 roku
|
|
LOTUS-23 z 1963 roku
|
| Międzynarodowe Muzeum Automobilowe z Genewy (Szwajcaria): |
|
AUSTIN-HEALEY MK-3000 z 1966 roku
|
|
AC BRISTOL Aceca Coupe-Sport z 1958 roku
|
| Muzeum Automobilowe Henri Malartre'a z La Rocheteillee (Francja): |
|
SALMSON typ S4E Cabrio z 1950 roku
|
|
MASERATI typ A6G-2000 Cabrio Frua z 1958 roku
|
| Fabryczne Muzeum Mercedesa ze Stuttgartu (Niemcy): |
|
MERCEDES-BENZ typ 220-SEb z 1963 roku
|
|
MERCEDES-BENZ typ 300 SEL-6,3 z 1968 roku
|
W piątek 9 lipca – te reprezentacyjne pojazdy były przez kilka godzin skrupulatnie oceniane przez międzynarodowe Jury., któremu przewodniczył ekspert FIVA i prezydent Narodowego Klubu ze Szwajcarii – p. Ernest Schmid, któremu towarzyszył szwajcarski sekretarz generalny FIVA – Georges Cots i naczelny redaktor szwajcarskiego Przeglądu Automobilowego – Roger Gloor.
Jurorami z Francji byli: Dominigue Dubarry – prezydent stowarzyszenia muzeów automobilowych we Francji, Pierre Dinier – prezydent zrzeszenia miłośników zabytkowej lokomocji oraz Jean-Claude Accio – dyrektor muzeum w Poids Lourd.
Ekspertem belgijskim był Jacques Deneef – sekretarz generalny sekcji historycznej Królewskiego Automobilklubu Belgijskiego.
W czasie obrad Jury – pozostali uczestnicy Festiwalu mieli do wyboru kilka imprez: m.in. turystyczno-sportowy rajd po przełęczach, zamkach i restauracjach Alzacji, ale Reprezentacja Polski wybrała zwiedzanie Narodowego Muzeum Motoryzacji.
Pojechaliśmy tam więc całą ekipą, odprowadzając dwóch naszych reprezentantów na muzealny konkurs, a reszta na dziedzińcu Muzeum zrobiła małą wystawę zabytków z Polski.
Towarzyszyła nam zresztą ekipa telewizji TVN, a relacje o naszych poszczególnych pojazdach eksponowanych na terenie największego na świecie muzeum motoryzacji ukazały się potem w AUTOMANIAKU i TVN-TURBO.
Ponieważ przegląd konkursowych pojazdów trwał kilka godzin – mieliśmy czas by dokładnie zwiedzić to muzeum łącznie z zapleczem: magazynami, warsztatami naprawczymi i pustymi halami które kiedyś stanowiły ogromną fabrykę włókienniczą braci Schlumpf.
Werdykt Międzynarodowego Jury był tajny aż do wieczora, kiedy to w centrum miasta na Placu Reunion, wszystkie pojazdy zostały zaprezentowane publiczności wjeżdżając na ogromny podest wyłożony zielonym dywanem.
Pojazdy były prezentowane w świetle reflektorów, z fachowym komentarzem i pokazywaniem ich detali na ogromnych telebimach oraz przy dźwiękach orkiestry grającej muzykę z epoki danego auta i z zespołami tanecznymi też dostosowanymi do wieku pojazdów.
Pokaz trwał do późna wieczór, a na koniec było ogłoszenie werdyktu międzynarodowego Jury i oficjalna prezentacja zwycięzców:
W kategorii CLASSIC zwyciężył FIAT-1500 z 1939 roku z Włoch, ale drugie miejsce zajął nasz REO z 1908 roku kierowany przez Macieja Pedę z Gostynia. Trzecie miejsce przypadło Muzeum Lamborghini.
W kategorii SPORT zwyciężyło również Muzeum Luigi Bonfanti z ALFA-ROMEO 6C 1750 GS Zagato, drugie miejsce zajął parowy STANLEY z Belgii, a trzecie – LAMBORGHINI.
W oficjalnym uzasadnieniu werdyktu usłyszeliśmy, że włoskie auta są po prostu absolutnie oryginalne, ale też że ekipa z Polski przyprowadza do Miluzy coraz ciekawsze pojazdy. Warto bowiem wiedzieć, że reprezentacyjne auta corocznie wystawiane przez muzea do tego konkursu nie mogą się powtarzać.
To był więc duży sukces polskich automobilistów zrzeszonych w międzynarodowej federacji FIVA, potwierdzony następnego dnia przychylnymi relacjami prasowymi i telewizyjnymi. A takich sukcesów nie mamy dużo, bo bardzo rzadko Reprezentacja Polski startuje w imprezach takiej rangi.
W sobotę – reprezentacyjne pojazdy z każdego z muzeów zajęły miejsce w przepięknej scenerii Parku Salvador.
Każda ekipa dysponowała powierzchnią wystawową z namiotem i mogła wśród kwiatów prezentować zarówno konkursowe auta jak i swoją działalność muzealną. Była to też doskonała okazja by nawiązać robocze międzynarodowe kontakty automobilowe i wymienić się wzajemnymi zaproszeniami na imprezy. A są one w Europie coraz ciekawsze – bo na przykład belgijskie Muzeum Autoworld corocznie organizuje w Brukseli rajdy najstarszych omnibusów i machin parowych na odcinku prawie 100 km. Biorą więc tam udział pojazdy nawet z połowy XIX wieku, a więc jeszcze sprzed epoki automobili. Takie zaproszenie do wzięcia udziału w takim rajdzie należy przyjąć z szacunkiem, mimo iż w Polsce nie ma ani jednego tak starego i sprawnego pojazdu.
Ale jest o czym marzyć, a marzenia czasem się spełniają.
Podczas gdy dwa nasze reprezentacyjne i muzealne pojazdy prezentowały się w Parku Salvador – pozostali uczestnicy jeździli po wąskich uliczkach Miluzy, by wreszcie zaparkować w centrum miasta w pobliżu wczorajszego podium z zielonym dywanem.
Mogliśmy tu jednocześnie nieco odpocząć przy kawie i zimnym piwie, ale również prezentować nasze pozostałe pojazdy tłumom turystów i koneserom zabytkowej motoryzacji.
Natomiast kolejny wieczór i noc – to następne imprezy.
W zaułkach starówki ustawiło się kilkaset pojazdów, a przy nich kilkanaście zespołów muzycznych i od godziny 22 do 1 w nocy odbyła się przepiękna „Noc z Automobilami”. Doskonała muzyka, iluminacje, tysiące zwiedzających, gwar, zabytkowe uliczki i stare pojazdy – dały niezapomniane wrażenia. Ale do tego jest potrzebna atmosfera Miluzy i unoszący się tu duch najstarszych i najpiękniejszych automobili na świecie.
Zresztą niektóre z nich tańczyły wraz z właścicielami – czego dowodem była ekipa z Polski a szczególnie Zbyszek Nowakowski i Jego BMW-DIXI. Była to również niepowtarzalna okazja do podejmowania życiowych decyzji i to niekoniecznie automobilowych. Tak zrobił Maciej Peda oświadczając się Swojej Pilotce.
Oświadczyny zostały przyjęte.
Następny dzień – niedziela, był przeznaczony na Wielką Paradę wszystkich uczestników.
Poprzednie zbiórki prawie 800 uczestniczących pojazdów odbywały się na zielonych błoniach miasteczka akademickiego, ale w tym roku ze względu na rozkopane główne ulice miasta – Organizatorzy upakowali te „tylko” 550 zabytków na największym wolnym parkingu, wokół którego można było poprowadzić pokaz poszczególnych grup pojazdów w ruchu. Taka właśnie jest idea „Wielkiej Parady” – by tysiące widzów zgromadzonych za ochronnymi barierami na trasie pokazu – mogło zobaczyć te wspaniałe i unikalne pojazdy w czasie jazdy.
A więc kolejnymi grupami (według marek, kolorów, wieku lub narodowości) jeździliśmy te około 5 km prezentując się widzom. Jednak oprócz rozkopanego miasta – bardzo nam tego dnia przeszkadzała pogoda, bo prezentacja odkrytych automobili lub motocykli w deszczu nie należy do przyjemności. Tak więc sporo czasu spędziliśmy też pod gościnnymi namiotami, pod którymi Organizatorzy wydali wspólny obiad dla około 1200 osób, a potem zorganizowali aperitif i rozdawanie pamiątek rajdowych oraz zaproszeń na kolejną edycję Festiwalu w Mulhouse w dniach 7-10 lipca 2005 roku.
Zakończenie tegorocznej imprezy w niedzielę było około godziny 18, ale polska ekipa po załadowaniu pojazdów na lawety, tradycyjnie odwiedziła jeszcze Marylę - naszą opiekunkę i tłumaczkę mieszkającą w Miluzie.
W poniedziałek rano – większość załóg wystartowała w drogę powrotną, przy czym ja holując CITROENA z 1925 roku i RUDGE'a z 1937 roku – odwiedziłem jeszcze po drodze muzeum w Sinsheim. To była bowiem rzadka okazja by stare pojazdy z Polski stanęły obok najciekawszych niemieckich zabytków techniki, łącznie z muzealnym CONCORDE i TU-144.
Dojazd do Warszawy to już formalność, chociaż cała taka podróż powrotna trwa zwykle 30 godzin jazdy plus kilka godzin na awaryjne drzemanie na samochodowym fotelu.
Ale taka jest cena sukcesu.
Tomasz Skrzeliński