Kolejna wyprawa do Miluzy

i kolejny sukces polskiej ekipy

Festiwal Automobilizmu Mulhouse 2007

dzień pierwszy

Michał Nejbauer, fot. Tomasz Skrzeliński

Jest takie miasto w Alzacji, nieduże, raptem 110 tysięcy mieszkańców. Jego nazwa pochodzi z niemieckiego od młynów, a brzmi w oryginale Mulhouse - w języku polskim jest to Miluza. Czym to niepozorne francuskie miasto zasłużyło na naszą uwagę? Są dwie przyczyny, powiązane ze sobą, zacznijmy od pierwszej.

Urodzeni we Włoszech dwaj bracia, Hans i Fritz Schlumpf, działali na tym terenie w przemyśle włókienniczym. Fritz był poza tym wielkim miłośnikiem samochodów i kupował ich wiele, w tym te najpiękniejsze i najbardziej unikatowe. Kolekcja rozrastała się, więc w 1964 roku zgromadził swoje zbiory w budynku należącej do niego przędzalni w Miluzie. Przez lata kolekcja rozrosła się do ponad 400 eksponatów, które Fritz ukrywał przed światem, a i załoga, zatrudniona do renowacji i opieki nad kolekcją, pracowała w sekrecie. Jednak w latach 70. przemysł tekstylny przeżywał poważny kryzys, co doprowadziło do ucieczki braci Schlumpf do Szwajcarii w 1976 roku. Kolekcja pozostała jednak w budynku przędzalni w Miluzie, a odkryto ją dopiero w marcu następnego roku. W 1978 roku kolekcja została uznana za francuski pomnik historyczny, a w 1981 roku została sprzedana stowarzyszeniu Narodowe Muzeum Automobilizmu. Rok później kolekcję udostępniono zwiedzającym. Tak powstało jedno z największych muzeów samochodów na świecie, gromadzące wspaniałe i unikatowe okazy światowej motoryzacji, a największą jej część stanowi zbiór samochodów Bugatti, w tym Bugatti Royale i Bugatti Royale Coupé Napoléon.

A teraz powód drugi naszego zainteresowania Miluzą. Tradycją jest organizowany przez miasto doroczny Festiwal Automobilizmu, goszczący w ciągu 3 dni na ulicach Miluzy niemal 1000 zabytkowych samochodów i motocykli, pochodzących ze zbiorów muzeów i kolekcji prywatnych. Tradycją jest już też udział w tym festiwalu ekipy z Polski, dzięki uporowi i konsekwencji Tomasza Skrzelińskiego, niestrudzonego organizatora wypraw do Miluzy. W tym roku zebrał ekipę 12 samochodów i 1 motocykla, samochodów w polskich rękach, ale niestety nie naszej produkcji. Jedynie motocykl to sprzęt produkcji polskiej, na dodatek przedwojenny: Podkowa 98 z 1939 roku, należący do Katarzyny Kuligowskiej. Co ciekawe, Podkowa jeździ nadal na oryginalnych oponach z dumnym napisem "POLSKA OPONA STOMIL"! Kiedyś brzmiało to dumnie, czy wrócą jeszcze takie czasy..?

Samochody polskich kolekcjonerów w kolejności roku produkcji:

Franklin z 1919 roku Piotra Kamińskiego

Essex Super Six z 1927 roku Ryszarda Piotrowskiego

Dodge Standard Six z 1928 roku Piotra Markowskiego

Ihle DKW z 1933 roku Tomasza Skrzelińskiego

BMW 303 z 1934 roku Marka Lekkiego

DKW F-5 z 1935 roku Grzegorza Ziółkowskiego

MG-TA z 1938 roku Dariusza Filimowicza

MG-WA z 1939 roku z Muzeum Jana Pedy

Mercedes 190 SL z 1958 roku Mirosława Olesińskiego

Triumph TR-3A z 1961 roku Zbysława Szwaja

Maserati 3500 GT z 1964 roku z Muzeum Jana Pedy

Citroen DS20 z 1965 roku Tadeusza Vorbrodta

Tomkowi Skrzelińskiemu z nieznaczną pomocą przyszła Polska Organizacja Turystyczna oraz Exxon Mobil Poland, a patronat nad wyprawą objęła Rada Naczelna Stowarzyszenia Rzeczoznawców Techniki Samochodowej i Ruchu Drogowego. Z największą jednak pomocą pospieszył... sam organizator festiwalu, czyli miasto Miluza, pokrywając koszty transportu i zakwaterowania polskiej ekipy. Po raz kolejny więc okazuje się, że prywatne osoby i obce władze są bardziej zainteresowane promocją naszego kraju w Europie i na świecie niż nasze własne, polskie instytucje...

Piątek 6 lipca to pierwszy dzień Festiwalu Automobilizmu, ale na atrakcje trzeba czekać do wieczora. Dzień ten, za namową Tomka Skrzelińskiego, spędzamy więc w muzeach. Na pierwszy ogień idzie - a jakże - Muzeum Narodowe Automobilizmu Kolekcja Schlumpf. Już sam budynek wzbudza podziw, a wchodzi się do niego przez most nad maleńką rzeczką. Z daleka widoczna fasada starej przędzalni przyozdobiona jest symbolicznymi atrapami samochodów sportowych, niektóre z nich wiszą przed szklaną elewacją, a niektóre przez nią przenikają. Wewnątrz zaś czeka zwiedzających zasada suspensu: niepozorny hall kasowy, a za bramkami korytarz, nie zdradzający jeszcze bogactwa kolekcji. Na ścianach zdjęcia i filmy z historii motoryzacji i już za chwilę widoczny jest początek zbiorów, ale tylko tak dla wzmocnienia apetytu. W dole dostrzec można silniki i Bugatti w częściach, niemal jak na taśmie montażowej.

Ale okazuje się, że to końcówka trasy zwiedzania, bo na początek prezentowana jest gablota ze statuetkami wszelkiej maści, montowanymi kiedyś na korkach od chłodnicy. A potem jest już iście królewskie Bugatti Royale Esders Roadster Type 41 z 1930 roku, ale zrekonstruowany w 1990 roku: na oryginalnych wzornikach zbudowano nowe nadwozie. Samochód wyposażony jest w 8-cylindrowy silnik o pojemności 12.760 ccm i mocy aż 300 KM, co pozwalało osiągać prędkość 200 km/h! Teraz nie robi to specjalnego wrażenia, ale w latach 30-tych... Są też francuskie początki motoryzacji, czyli Panhard-Levassor Phaeton Tonneau z roku 1894. Za chwilę kameralna, ciepło oświetlona sala z kilkoma samochodami, w tym oczywiście Bugatti. Na dodatek nie "byle jakie", bo Bugatti Phaeton Biplace* z roku 1931, choć wygląda jak z końca XIX wieku, bowiem jest to pojazd skonstruowany przez Ettore Bugattiego na własne potrzeby, do poruszania się po terenie zakładów i posiadłości w Moisheim. Jest tu też słynne Bugatti Typ 35, a także dwa Bugatti Typ 52, czyli Typ 35 w miniaturze, zbudowane w 1927 roku przez Ettore dla syna Rolanda. Tuż obok szwajcarski Dufaux z 1904 roku, z potężnym silnikiem 8-cylidrowym o pojemności niemal 13 litrów, a rozwijającym moc 120 KM i rozpędzającym ten dwuosobowy samochód do 140 km/h. Opuszczamy tę salę i przechodzimy do hali głównej...

...gdzie widok zapiera dech w piersiach. W ośmiu długich rzędach ustawiono tu bowiem lwią część kolekcji, wygląda to jak parking przed supermarketem w weekend, ale każdy z tych pojazdów to okaz kolekcjonerski. Nie sposób opisać wszystkich, zrobiłby się z tego katalog wielkości książki telefonicznej**. Jest tu i Mathis Biplace sport Type Hermes z 1904 roku, przy budowie którego uczestniczył jako młody jeszcze mechanik sam Ettore Bugatti. Wyposażony w 4-cylindrowy silnik o pojemności 12 litrów (1 cylinder to 3 litry pojemności!) i mocy 92 KM Hermes osiągał prędkość 135 km/h. Niemal tuż obok stoi o 2 lata młodszy Mercedes Biplace sport 37/70 z 6-cylindrowym silnikiem o pojemności 9,5 litra i mocy 70 KM, osiągający 90 km/h. Jest też kilka Benzów, jak np. Vis-a-vis*** Type Victoria z 1893 roku z 1-cylidrowym silnikiem 1785 ccm o mocy 4,5 KM, rozpędzający się do 20 km/h. Ale jest też Barré Vis-a-vis z 1897 roku z jednocylindrowym silnikiem o pojemności zaledwie 498 ccm i mocy 4,5 KM, pozwalającym pędzić z zawrotną wtedy prędkością 40 km/h. A obok stoją...

Ale dość, nie ma tu miejsca na opisanie wszystkich eksponatów, jest tu i Standard Swallow z 1934 roku (późniejszy Jaguar), wyjątkowej urody i wizjonerski kabriolet Arzens "la baleine" z 1938 roku, a nawet poczciwy Trabant w sąsiedztwie Citroena 2CV z 1954 roku i Renault 4CV z 1956 roku. W mniejszej, kameralnej i nastrojowej sali zgromadzono przedwojenne limuzyny wyższych sfer, czyli pokaźna kolekcja Bugatti, Rolls-Royce'ów, Maybachów, jest Voisine Berline C28 z 1936 roku, w półmroku wyglądający jak żywcem wyjęty z Gotham City. A piękna, wiśniowa Isotta-Fraschini Berline Type 8A to ulubiony model Rudolfa Valentino, a sama zagrała w "Bulwarze Zachodzącego Słońca" Billy Wildera.

Jest i sala wyścigowa, czyli przekrój samochodów, które walczyły o palmę pierwszeństwa na torach świata, od pierwszych lat powojennych do całkiem współczesnych bolidów Formuły 1. Ale są i te wcześniejsze wyścigówki, w śnieżnobiałej sali, zdominowane przez kolekcję kilkunastu Bugatti, oczywiście błękitnych. Muzeum Kolekcja Schlumpf to niezwykła wycieczka w historię motoryzacji, punkt obowiązkowy dla każdego miłośnika samochodów, bo historię trzeba znać, by być świadomym teraźniejszości. Ponad 400 eksponatów, a wszystkie w świetnej kondycji, zresztą wiele z tych samochodów wyjeżdża czasem na różne imprezy, jak choćby właśnie Festiwal Automobilizmu w Miluzie.

Opuszczamy Kolekcję Schlumpf z uczuciem niedosytu, bo można tu spędzić tydzień, by dokładnie przyjrzeć się wszystkim samochodom. A po Miluzie poruszamy się oczywiście kolumną naszych zabytków, wzbudzającą zainteresowanie i przychylność mieszkańców miasta. Kierujemy się do kolejnego muzeum, już nie motoryzacyjnego, ale też transportu: Muzeum Kolejnictwa. Świetnie zorganizowane, potrafi zainteresować nie tylko miłośników kolei żelaznej.

Późnym wieczorem wracamy do Muzeum Kolekcji Schlumpf, tym razem nie wchodzimy jednak do budynku dawnej przędzalni, ale kierujemy się na boisko piłkarskie na terenie Muzeum. Tu właśnie rozgrywa się konkurs samochodów muzealnych, a startują w nim dwa eksponaty z Muzeum Jana Pedy: Maserati 3500GT oraz MG-WA. Maserati obywa się niestety smakiem w kategorii samochodów sportowych, wygrywa Fiat 1500 GC Berlinetta z 1937 roku, wyprzedzając Lotusa 23 B z 1963 roku i AC Bristol Ace z 1962 roku.

Ale MG-WA wygrywa w kategorii samochodów klasycznych konkurs na najlepiej odrestaurowane auto, pokonując Avions Voisin Aérodyne z 1935 roku oraz Rosengarta LR 44 z 1931 roku. Dla Jana Pedy i jego syna Maćka ta nagroda to zwieńczenie 8 lat pracy nad odbudową MG-WA z 1939 roku, którego wskrzesili niemal jak Feniksa z popiołów: z ledwie rozpoznawalnej kupy złomu odbudowali przepiękną limuzynę, jeden z nielicznych, jeśli nie jedyny w tej chwili egzemplarz tego samochodu na świecie w takiej kondycji. W wygranej niebagatelną zasługę miał Maciek Peda, który z wielkim uporem i cierpliwością zadbał o najdrobniejsze detale brytyjskiej piękności, a to właśnie przesądziło o przyznaniu pierwszej nagrody w tym konkursie.

Po rozdaniu nagród i prezentacji zwycięzców, organizatorzy przygotowali wieczór filmowy. Na dużym ekranie publiczność oglądała fragmenty wybranych filmów, w których samochody grały istotne role, a na podjeździe poniżej mogła podziwiać takie same (bądź bardzo podobne) samochody jak na ekranie. Przegląd rozpoczął film "The Love Bug" ("Kochany Chrabąszcz") Roberta Stevensona z 1968 roku, w którym główną rolę grał VW Garbus, słynny Herbie z numerem 53. Potem kolej na kultowy pościg w filmie "Bullit" Petera Yatesa z 1968 roku, w którym Steve McQueen ściga zielonym Fordem Mustangiem fastbackiem czarnego Dodge'a Chargera R/T. A na podjeździe też Mustang, tyle że czerwony i młodszy, a za nim fioletowy Charger. I kolejne wspomnienia, czyli James Dean i jego Porsche 550 Spyder z numerem 130, w którym zginął. Jeszcze kilka francuskich filmów, jak "As nad asy" Gerarda Oury z Jean-Paul Belmondo, na ekranie pojawili się też Jean Gabin, Brigitte Bardot czy Jean Reno, który w "Wielkim błękicie" wcisnął się do Fiata 500, Jaguar XK 150 prezentował zaś popularny niegdyś u nas serial brytyjski "Rewolwer i melonik", wszystko okraszone oczywiście odpowiednimi samochodami. Wieczór zmienia się już w noc, na finał wszystkie prezentowane samochody w konkursie i przeglądzie filmowym wykonują kilka rund przed publicznością, pierwszy dzień Festiwalu dobiega końca... 

Ciąg dalszy, czyli dzień drugi Festiwalu w Miluzie >>>

* - Biplace to po prostu określenie samochodu dwumiejscowego.

** - tu słowa wyjaśnienia dla młodych czytelników: książka telefoniczna to nie spis numerów w telefonie komórkowym ani lista kontaktów w komunikatorze internetowym, to gruba, ciężka, a przede wszystkim  papierowa księga zawierająca numery telefonów stacjonarnych abonentów danego miasta.

*** - Vis-a-vis to określenie nadwozia, w którym dwie kanapy zwrócone są przodem do siebie.