Jak każda historia - i ta ma swój początek. Sięga on wiosny 1991 roku, gdy właśnie rozpocząłem przygotowywanie swojej IHLE-DKW do liczącego 8,5 tysiąca kilometrów rajdu z Amsterdamu do Moskwy i przez Wiedeń z powrotem do Amsterdamu. Liczne przygody opiszę przy okazji, ale chyba w marcu wraz z Markiem Paulem i Jego TATRĄ z 1928 roku już mieliśmy rozmontować nasze pojazdy, aby dokonać drobiazgowej inspekcji przez rajdem, gdy nagle zostaliśmy poproszeni przez PZMot, aby pokazać nasze stare auta jakiemuś VIP-owi z Niemiec, który wprawdzie przyjechał do Polski na rozmowy gospodarcze, ale bardzo interesuje się zabytkami motoryzacji.
Znacznie mniej szczęścia miałem już wkrótce w trakcie przejazdu rajdowego. Pierwszego dnia po starcie z Amsterdamu ledwie zdążyłem przekroczyć granicę, gdy usłyszałem trzask i silnik zamarł. Rajdowy serwis dociągnął mnie do bazy rajdu koło Bremen, a tam na polu zwanym campingiem, w czasie deszczu wyjąłem silnik i stwierdziłem, że pękł korbowód, a wychodząc bokiem zdemolował skrzynię biegów.
Do pierwszego spotkania doszło w salach bankietowych Hotelu Marriott, a okazało się że gość reprezentujący niemiecki small-business, nazywa się Helmut Becker i przy okazji promuje książkę o firmie i swoim ojcu.
Na przejażdżkę po Warszawie wsiadł do TATRY i już na Rondzie de Gaulle'a dał się namówić na rajdową degustację koniaku przezornie wożonego przez Marka w zakamarkach weterana. Porozumienie było więc łatwe i rzeczowe.
Zanim dojechaliśmy do celu dowiedzieliśmy się, że jest właścicielem największej firmy AUTO-BECKER sprzedającej w Niemczech luksusowe samochody, a na dodatek jest jednym ze sponsorów rajdu i zaprasza nas w odwiedziny do Dusseldorfu, gdy będziemy jechać na start do Amsterdamu.
Następnego dnia rajd pojechał dalej, a ja zostałem na polu sam z resztą mojej ukochanej IHLE-DKW. Zapasowego silnika i skrzyni biegów nie miałem i jak teraz oceniam, to był z kolei najgorszy dzień w czasie 10 lat moich weterańskich rajdów po Niemczech.
Po kilku dniach remontowania auta, dogoniłem rajd dopiero w Warszawie. Docierając naprawiony silnik, przez Moskwę, Kijów, Budapeszt i Wiedeń jechało mi się coraz lepiej dzięki obfitemu smarowaniu. Jednak kolejne kłopoty dopadły mnie znów w Niemczech. Na sławnym torze Nurburgring zamiast prowadzić rajdową defiladę 150 pojazdów wracających do Amsterdamu, z trudem wjeżdżałem na niewielkie wzniesienia. Powodem były zapchane tłumiki na skutek nadużywania oleju. Ostatni rajdowy postój przeznaczyłem wiec na naprawę układu wydechowego, a sposób w jaki się to odbywało został uhonorowany na okładce jednego z holenderskich pism motoryzacyjnych.
Już po powrocie do Polski miałem jeszcze nieco satysfakcji, gdy 19 sierpnia 1991 roku, prezentując auto w studio TVP-1 spędziłem tam kilka godzin "na wizji", gdyż właśnie wtedy z Moskwy dochodziły dramatyczne relacje o sławetnym puczu i nie było szansy przestrzegać planu audycji.
W maju '95 wybrałem się "garbatą" WARSZAWĄ z 1963 roku na wycieczkę po Europie i na Wyspy Brytyjskie, a pierwszym etapem był rajd i Konkurs Elegancji w Dusseldorfie. Wraz z klubowym FORDEM-T z 1924 roku i ESSEXEM SUPER SIX z 1926 roku walczyliśmy ze zmiennym szczęściem na Rajdzie Samochodów Marzeń. Wśród Ferrari i Rolls-Royce'ów miałem niewielkie szanse na sukces, gdyż "padła" mi pompa paliwa i na wąskiej drodze skutecznie zablokowałem rajdową kolumnę, ale moje wysiłki docenił V-ce Kanclerz Niemiec, wręczając mi nagrody za dojazd i strój z epoki "średniego Gomółki". Ten rajd po Niemczech zaliczam więc do udanych.
W 1996 roku miałem przyjemność poprowadzić do Niemiec ekipę z Polski w następującym składzie:
- IHLE-DKW z 1934 roku,
- BMW- 309 z 1934 roku,
- Polski FIAT-508 z 1936 roku,
- BMW-327 z 1938 roku,
- ZIS-115 z 1952 roku.
Pierwsze pokazy odbyły się już w Berlinie, ale główne zawody miały miejsce w Dusseldorfie, na które jeszcze dojechał z Warszawy klasyczny JAGUAR-E z 1962 roku.
Podobnie jak rok temu, pierwszego dnia odbył się przejazd wokół Zagłębia Ruhry. Tu szczególnie wykazały się dwie ekipy: FIAT-508, który "na skróty" ale jako jedyny dotarł na czas do półmetka rajdu gdzie załoga w nagrodę otrzymała obiad oraz pancerny ZIS, który najwięcej czasu poświęcił na drobne naprawy po drodze i dzięki temu nie dojechał do mety, a jeszcze przytrzymał "dla asekuracji" kilka polskich załóg.
Sukces Wincentego Tkacza oraz Józefa Grychtoła i zdobyte puchary świętowaliśmy wieczorem na wspaniałym balu wśród najpiękniejszych nowych i starych automobili stojących w samochodowym salonie firmy AUTO-BECKER.
Następnego dnia - tradycyjna parada na Konigsallee z udziałem szkockiej orkiestry, konnych dyliżansów pocztowych, wyścigów chartów, parowych lokomobili i niezliczonej ilości FERRARI oraz innych pojazdów marzeń. Niestety, deszczowa pogoda popsuła doskonałą zabawę, ale i tak wyróżniony zostałem dwoma pucharami. Nawet nie wiem za co. A więc kolejny udany występ w Niemczech.
Z Polski wystartowały trzy załogi: maleńkie BMW-DIXI z 1928 roku, odbudowane po wypadku na amerykańskiej ROUTE-66, OPEL 2,0 litra Cabrio z 1935 roku i moja WARSZAWA-201 z 1963 roku ciągnąca przyczepkę TRAMP z 1966 roku.
W dniu gdy rajd startował z Paryża, my pokazywaliśmy pojazdy w Berlinie jako zwiastun imprezy, która tu przyjedzie za tydzień.
W tradycyjnym rajdzie wokół Dusseldorfu wzięło udział około 100 automobili, ale na Konkurs Elegancji już dojechali ci wspaniali rajdowcy z Paryża. Na Konigsallee pojawiło się więc ponad 300 pojazdów. Niektóre miały zaraz wrócić do swoich garaży, a niektóre przejechać gigantyczną trasę. Tego dnia bawiliśmy się razem, choć niektóre rajdowe auta usuwały już rajdowe usterki. Pojazdy z Polski dostąpiły zaszczytu i zostały udekorowane oficjalnymi numerami startowymi i znakami rajdu Paryż-Pekin. Te znaki na karoseriach polskich pojazdów będą w przyszłości wzbudzać zdumienie na kolejnych weterańskich imprezach.
Następne dni - to wspólny przejazd 26 rajdowych samochodów kolejno do: Hannoweru, Berlina (z 2-dniowym postojem i prezentacją aut przy Bramie Brandenburskiej) i Poznania - gdzie byliśmy goszczeni przez Automobilklub Wielkopolski na "Torze Poznań".
W rejonie Warszawy rajd miał przez 3 dni bazę w Twierdzy Modlin. Rajdowcy zwiedzili stolicę i Muzeum Motoryzacji w Otrębusach oraz zaprezentowali swoje pojazdy na Placu Teatralnym.
Kolejny etap - to przejazd w rejon Siedlec. Tu ostatni wypoczynek w przepięknym dworku - "Reymontówce" i nocleg w wojskowych kwaterach w Białej Podlaskiej. W dniu 27 maja żegnam się z rajdowcami na przejściu granicznym w Terespolu. Zazdroszczę im Wielkiej Przygody na trasie do Pekinu. Jestem jednak szczęśliwy z tego częściowego udziału w legendarnym rajdzie na terenie Niemiec i Polski.
W 1998 roku mamy kolejne zaproszenie do Niemiec. Tym razem startuje z Polski MERCEDES-200 z 1933 roku i MOSKWICZ-407 z 1963 roku. W MOSKWICZU jestem pilotem Jurka Zawistowskiego i pierwszego dnia jedzie nam się doskonale, mimo niekiedy różnicy zdań o właściwym kierunku jazdy, który sugeruje nam mieszkający tu i od dawna współpracujący z AUTO-BECKEREM Wojtek Nawracała. Starym promem szczęśliwie przeprawiamy się przez Ren. Mamy puchar!!
Drugiego dnia - tradycyjny Konkurs Elegancji. Ozdobą imprezy jest rakietowy OPEL ze skrzydełkami z końca lat 20-tych, którym Fritz von Opel już po 6 sekundach uzyskiwał szybkość 230 km/godz. Do konkursu załoga z MERCEDESA przebiera się w gustowne garnitury - ale nie wszyscy są ubrani jak na paradę. Załoga MOSKWICZA zakłada więc stroje paradne wschodnich elegantów. Wzbudzamy dość duże zainteresowanie, a Jurek szczególnie u kobiet. Konkurs wygrywa HORCH typ 853 Sport Cabriolet z 1937 roku.
W roku 2000 do Dusseldorfu jedziemy z rewelacyjnym MERCEDESEM 10/20 "POSEN" z 1912 roku (najstarszym, zarejestrowanym autem w Polsce), z OPLEM-ADAMEM z 1924 roku (najstarszym zarejestrowanym OPLEM w Polsce) i z moją prototypową IHLE-DKW z 1934 roku.
Po raz pierwszy pokazany w Niemczech MERCEDES wzbudza nieprawdopodobne zainteresowanie. Na wstępnym pokazie przed ratuszem w Kolonii, otacza go wianuszek innych pojazdów, a burmistrz i VIP-owie nie chcą z niego wysiąść!
Następnego dnia - w czasie tradycyjnego przejazdu wokół Zagłębia Ruhry - wszystkie auta z Polski są dostrzegane jako bardzo wartościowe auta niemieckie zachowane w Polsce.
I wreszcie kolejnego dnia - na Konkursie Elegancji, "nasz" MERCEDES nie daje szans konkurentom. Doskonale ubrana załoga i unikalny pojazd to pewność zdobycia dwóch pucharów, choć startuje w konkursie prawie 300 aut, w tym również legendarny MERCEDES-540K w wersji roadster.
Nasz OPEL i IHLE-DKW też się podobały. Ale mniej.
Jesienią tego roku do Berlina pojechała więc z Polski ekipa 8 automobili: MERCEDESY-200 z 1933 i 1936 roku, OPLE z 1924 i 1935 roku, BMW z 1930 i 1934 roku, ADLER z 1933 roku i IHLE-DKW z 1934 roku. Mogło pojechać więcej automobili, gdyż nie było limitu zaproszeń z pokryciem wszelkich kosztów przez AAA-BERLIN i firmę AUTO-BECKER, jedynie zabrakło czasu na zorganizowanie wyjazdu innych aut. Odrębnym powodem jest fakt, że nie wszyscy właściciele ciekawych pojazdów w Polsce mają przygotowany transport, odpowiednie prawo jazdy do holowania przyczepy i dokumenty pozwalające na zagraniczny wyjazd.
3-dniowa impreza z udziałem około 150 pojazdów rozpoczęła się we wschodniej części Berlina przed hotelem Hilton, a potem kawalkada aut przejechała głównymi ulicami wokół najciekawszych zabytków i pomników, aż do terenów targowych w zachodniej części miasta.
Kolejnego dnia auta były eksponowane na targach, ustawione półkolem w letnich ogrodach, a stosowne Jury oceniało urodę oraz oryginalność pojazdów i załóg. Przy okazji mogliśmy zwiedzać targi, aspirujące do trzecich po Genewie i Frankfurcie wydarzeń motoryzacyjnych w Europie.
Na zakończenie - uznanie Jury i puchar otrzymał Staś Tabisz za swego OPLA z 1924 roku.
Mimo iż zaproszenie gwarantuje pokrycie wszelkich kosztów, to czasu na zorganizowanie wyprawy jak zwykle jest niewiele, a jak poprzednio - nie wszystkie ciekawe auta w Polsce są gotowe do zagranicznych występów.
Pojechaliśmy więc w 5 załóg: PLYMOUTH z 1933 roku, MERCEDES-200 z 1933 roku, IHLE-DKW z 1934 roku, OPEL-P4 z 1935 roku i FIAT-NSU-1100 z 1938 roku.
W czasie deszczowego rajdu i zwiedzania okolic Dusseldorfu jedzie nam się wesoło, ale powoli. Tak więc na półmetku i rajdowym obiedzie jesteśmy na końcu stawki, potem długo czekamy na promową przeprawę przez Ren, FIAT łapie gumę i wszyscy na niego czekamy, a na dodatek "miejscowy" Wojtek Nawracała ma wątpliwości jak dojechać do centrum miasta.
W rezultacie do mety etapu dojeżdżamy już po jej zamknięciu i nagród w tym dniu nie będzie.
Następnego dnia, jak zwykle pokaz i Konkurs Elegancji na Konigsallee. Teraz wszyscy dobrze się bawimy, a na wyróżnienie zasługuje załoga z PLYMOUTH'a udająca amerykańskich gangsterów, którzy nawet zachowują się po gangstersku pijąc szampana z butelki i strasząc uczestników wystającą zza marynarki lufą maszynowego pistoletu. Również "nasz" OPEL-P4 wzbudza zainteresowanie, gdyż załogę stanowią trzy urocze damy, a sam OPEL ma pełne turystyczne wyposażenie, z którym kilka lat temu samotnie przejechał trasę z Warszawy do Gibraltaru i z powrotem. Wzbudza to szczególną uwagę dyrektora Public-Relations firmy OPEL, gdyż rodzina Miłoszewskich chce nim w przyszłym roku samotnie pojechać na Nord-Cap.
W ogólnej wesołości i wymianie upominków, udaje mi się udekorować Burmistrza Dusseldorfu i Helmuta Beckera szalikami polskich kibiców piłkarskich, a z ciekawych samochodów dostrzec unikalnie karosowany przez dopiero powstającą firmę JAGUAR samochód AUSTIN-7 z około 1934 roku i drugi egzemplarz BUGATTI typ 41-ROYALE z karoserią Coupe Napoleon. Ten bliźniaczy egzemplarz stanowi teraz własność koncernu VW-AUDI, a pierwszy jaki widziałem jest ciągle ozdobą muzeum w alzackiej Miluzie.
Nie znam innego takiego Sponsora, który bardziej nam pomógł.
Wspomnienia spisał w dn. 5 stycznia 2002 Tomasz Skrzeliński