PASMO

      Od dekawki do trolejbusu

      Najpierw był znany jako świetny fachowiec od oszczędnego ustawiania gaźników, ale zawsze byłsympatykiem samochodowych staroci. Obecnie to znany w kraju kolekcjoner pojazdów zabytkowych. Od innych odróżnia się tym, że nie ogranicza się do aut, ale interesują go motocykle, traktory, autobusy, trolejbusy. Właściwie wszystko co porusza się na kołach.
      Człowiekiem, który ma takie hobby jest mieszkaniec Ursynowa Tomasz Skrzeliński. Nie tylko zbieraczem motoryzacyjnych zabytków, także działaczem, organizatorem i uczestnikiem imprez z udziałem pojazdów zabytkowych. Nie tylko w kraju lecz i za granicą. Jedyny Polak, który wziął udział w najsłynniejszym rajdzie weteranów szos Londyn-Brighton. Że z piszącym te słowa, to czysty przypadek.
      - Nie przypuszczałem, że w środowisku udział w tym rajdzie jest tak wysoko oceniany - mówi Tomasz Skrzeliński. - W jakim kraju bym nie był wspomnienie kolekcjonerom, że uczestniczyłem w tej imprezie, natychmiast otwiera wszystkie drzwi i dusze. Od razu jest się traktowanym jako swój, zapraszany, częstowany.

      Zaczęło się od DKW

      Motocykl model SB z 1934r. o pojemności 350 cm3. Kupił w 1967 r. będąc studentem Wydziału Elektroniki Politechniki Warszawskiej. Na nic lepszego, zwłaszcza na samochód nie było go stać.
      - To były czasy, że każdy pojazd, nawet motocykl, był marzeniem młodego mężczyzny. Samochody otrzymywało się na przydział, na to wyróżnienie należało zasłużyć pracą albo działalnością polityczna lub społeczną. Nikt z uczących się, nie mający pieniędzy nie mógł o ówczesnych nowych samochodach realnie myśleć. To były tylko marzenia - nawiązuje do tamtych czasów Tomasz Skrzeliński. Dwa lata później miał już własne, wymarzone cztery kółka. DKW Ihle F4.
      - Auto z 1934 r. z piękną, przynajmniej dla mnie - karoserią typu roadster. Mam go do dziś. - To ten samochód - wskazuje na dwuosobowy z długą maską silnika, w beżowym kolorze.
      - I dodaje: tym samochodem wygrałem w 1970 r. Rajd Dookoła Polski pojazdów zabytkowych. Sukces nie lada. W ciągu 5 dni uczestnicy, w tym wielu z zagranicy, na młodszych i silniejszych pojazdach, musieli przejechać aż 2500 km.
      - To był punkt zwrotny w moim życiorysie. Jeszcze byłem studentem, "Polibudę" ukończyłem w 1972 r., ale od tego zwycięstwa zaczęła się moja przygoda z motoryzacją - dodaje Tomasz Skrzeliński.
      Obecnie w jego kolekcji znajdują się, oprócz wspomnianej DKW: Fiat 1800, "garbata" Warszawa 201 pokazywana m.in. w Londynie, Triumph-Spitfire, Fiat Topolino, pierwsza polska przyczepka kempingowa Tramp z Niewiadowa, Mikrus z 1959 r., Cadillac z 1960 r., motocykle: Rudge Sports Specjal z 1937r., SHL z 1950r., DKW SB, Triumph z 1928r., Indian z 1942, kolekcja Simsonów. Poza tym: trzy autobusy piętrowe, Jelcz z 1960r. (pierwsza seria), wóz strażacki, jeden z pierwszych traktorów Ursus, trzy trolejbusy. Renowacji wymagają: McLaughlin z 1920r., samochód kanadyjski z firmy produkującej bryczki i sanie, Dodge z 1927r., Reo z 1909r.

      Zabytkiem w świat

      W minionej dekadzie w Polsce ogromnie wzrosło zainteresowanie pojazdami zabytkowymi. Dawniej traktowane, podobnie jak ich właściciele, z przymrużeniem oka, obecnie uważane są za część narodowej kultury materialnej. Odrestaurowane z pietyzmem, wyglądają jak oryginalne i mają wysoką cenę. Wzrasta liczba kolekcjonerów i liczba różnorodnych imprez. Organizowane są długodystansowe rajdy, konkursy elegancji, próby sprawnościowe itp. Wiele polskich imprez przeprowadzonych zostało z inicjatywy Tomasza Skrzelińskiego. Założył polski CAAR ( Klub Antycznych Automobili i Rajdów) i przez 5 lat piastował funkcję prezesa. I były to najlepsze lata tej organizacji. Swoimi "weteranami" przemierzył Europę i Stany Zjednoczone.
      - Nie ukrywam, że "dekawka" jest moim ulubionym pojazdem. Na niej startowałem w pierwszej mojej zagranicznej imprezie w Finlandii, w rajdzie Amsterdam-Moskwa. Powrót przez Kijów, Budapeszt, Wiedeń do Holandii. Wśród 140 załóg, Polskę reprezentowały dwie. Przez miesiąc przejechaliśmy ponad 8500 km. W 1993r. przemierzyłem na DKW całą Amerykę od Baltimore i Waszyngtonu na wschodzie do Chicago, a dalej do Kalifornii słynną ROUTE-66, którą podążali pionierzy na "Dziki zachód", przez Texas, Arizonę, Nevadę do Santa Monica i Los Angeles. Brałem także w wielu krajowych imprezach, wszystkie trudno wymienić - kontynuuje wspomnienia Tomasz Skrzeliński.
      Którą z nich wspominam najmilej? Każda ma inny charakter. Ale najważniejsza, to bez wątpienia nasz wspólny Rajd Londyn-Brighton w 1997 r. Pamiętasz kulisy? Obchody 100-lecia polskiej motoryzacji i budowa repliki pierwszego automobilu w Polsce: Peugeota z 1896 r. A potem zabiegi na czym wystartować z Londynu do Brighton? I pomysł: oryginalny Peugeot Vis-aVis z 1896 roku, bliźniak tego pierwszego w Polsce, własność Australijczyka, przechowywany w brytyjskim muzeum w Coventry. Najpierw za wypożyczenie ogromna suma, po wymianie wielu faxów coraz niższa, aż wreszcie przystępna. I sensacja na starcie. Po raz pierwszy Polacy! I to stujednoletnim pojazdem. Mamy nr 7, przed nami tylko sześć starszych, a za nami 450 innych. Najmłodszy z 1904 r. Wspólne zdjęcia z polskim konsulem, trudności spikera z wymówieniem naszych nazwisk i oklaski tysięcy widzów. Na starcie, trasie i mecie. Jako jedyni jechaliśmy z narodową flagą. Kłopoty w drodze, remont chłodnicy i walka z czasem czy zdążymy na metę w wyznaczonym limicie. A Peugeot osiągał maksimum 15 km/h, pod liczne wzniesienia pomagałeś pchając przez setki metrów, bo nie starczało mocy. Zdążyliśmy na 7 minut przed zamknięciem mety. To niezapomniane wspomnienia.
      Niedawno w Australii miałem okazję poznać bliskich i przyjaciół właściciela "naszego" Peugeota, Rodney'a Andersona. Przyjęli mnie z typową polską gościnnością, a po Perth wozili automobilami z początku XX wieku.

      Niespokojny duch

      Skrzeliński lubi działać. Zorganizował wiele ciekawych imprez w kraju, m. in. pierwszy rajd wszelkich polskich zabytków techniki po woj. skierniewickim w 1996 roku. Inicjował i z powodzeniem szukał sponsorów na wyjazdy zagraniczne polskich kolekcjonerów. Zawsze coś mu chodzi po głowie. Od kilku lat prezesuje Klubowi Pojazdów Zabytkowych Fundacji Ochrony Zabytków Militarnych, którego był jednym z założycieli, działającego pod auspicjami Polskiego Towarzystwa Historycznego w Wielkiej Brytanii. W tym roku współorganizował rajd szlakiem walk 10 pułku strzelców konnych płk. Stanisława Maczka w 1939 r. w Polsce i na terenie dzisiejszej Ukrainy. Wzięły w nim udział 23 pojazdy militarne, a jego uczestnicy ubrani byli w polskie przedwojenne mundury i wojenne brytyjskie.
      W lipcu pod wodzą Skrzelińskiego osiem zabytkowych aut z Polski uczestniczyło w imprezie organizowanej we Francji przez miasto i słynne muzeum starych samochodów w Miluzie (500 eksponatów w tym 150 aut Bugatti!). Wzięło w niej udział ponad 700 zabytkowych pojazdów z dziesięciu najbardziej znanych muzeów motoryzacji i kolekcjonerów prywatnych. Skrzeliński i jego DKW-Ihle reprezentowali Muzeum Techniki w Warszawie. Polacy pokazali cztery Mercedesy, w tym najstarszy zarejestrowany w kraju samochód, a jest nim Mercedes 10/20 Posen z 1912 r., poza tym Dixi-BMW z 1934 roku, NSU-Fiat z 1938, Citroen SM z 1973. Pojazdy zabytkowe z Polski wzbudziły duże zainteresowanie. W 2002 roku Francuzi zapraszają na swój koszt polskich kolekcjonerów, którzy mają zaprezentować wyłącznie polskie pojazdy, tam zupełnie nieznane.
      Mając takie doświadczenia jest czynnym rzeczoznawcą techniki samochodowej i ruchu drogowego. Opracowuje ekspertyzy dla Oddziału Warszawskiego i Rady Naczelnej "Stowarzyszenia - Rzeczoznawcy Samochodowi", organizacji należącej do Międzynarodowej Federacji Ekspertów Samochodowych.
      O kilku oryginalnych pomysłach Tomasza Skrzelińskiego, których nie chce na razie zdradzić, wkrótce usłyszymy.

Andrzej Martynkin