PASSA

      SIŁACZ W DIXI

      Są na całym świecie ludzie owładnięci pasją motoryzacyjną. Różnie to się jednak wyraża. Jedni fascynują się najnowszymi osiągnięciami techniki i elektronicznymi rozwiązaniami pod maską, innych natomiast pociąga piękno i prostota rozwiązań starych samochodów.
      Człowiekiem należącym do tej drugiej grupy jest bez wątpienia inż. Tomasz Skrzelinski, prowadzący na co dzień specjalistyczną stację obsługi pojazdów na ul. Geodetów 39 w Piasecznie.
      - Pierwszy samochód zakupiłem, wraz z przyjaciółmi, w 1967 roku - mówi pan Tomasz - był to BMW Dixi, którym odbyliśmy wspaniałe studenckie wakacje. Nad morze, jechaliśmy z Warszawy dwa dni. Powrót był o dwa dni dłuższy. We Władysławowie padły dwa przednie resory, a na przejeździe kolejowym w Nidzicy, dwa tylne. Kowal dorobił nam pióro resoru z kultywatora. Muszę dodać, że samochód w zasadzie był dwuosobowy plus spory bagażnik. Nasza grupa składała się z kierowcy, mechanika, pilota i siłacza. Ja byłem siłaczem. Chodzi o to, że podczas napraw, ja jako najsilniejszy, unosiłem odpowiedni bok samochodu. Aby podłożyć kołek umożliwiający zanurkowanie pod pojazd.
      W 1969 roku kupiłem, bez wspólników, samochód. Był nim DKW o silniku 690 cm3 i wyglądzie sportowego BMW.
      - W 1970 roku objechał pan Polskę...
      - Tak. Przebyłem nim 2500 km. Natomiast w 1991 przejechałem trasę Amsterdam Moskwa i z powrotem (8500 km). W 1993 Amerykę Północną w poprzek.
      - Słyszałem, że pojechał pan też „Warszawą" do Anglii.
      - To był typ M 201 o „garbatym" nadwoziu. Przed pokazem w Birmingham w 1995 roku organizatorzy ogłaszali w prasie, że z Polski przyjedzie samochód jakiego nikt w Anglii nie widział.
      - To nie jedyna pańska wyprawa do Anglii.
      - Najbardziej prestiżowy rajd samochodów „Veteran Car Run" w Zjednoczonym Królestwie istniejący od 1927 grupuje na starcie pojazdy wyprodukowane do 1904 roku. Wziąłem w nim udział, a pilotem był redaktor Andrzej Martynkin.
      - Jak do tego doszło?
      - W 1897 pojawił się w Warszawie pierwszy samochód. Prasa odnotowała fakt samodzielnego podjechania tego pojazdu marki „Peugeot" pod ul. Tamka.
      Właściciel jego odbył nim trasę do Paryża w 17 dni.
      Postanowiliśmy z kolegą na 100-lecie motoryzacji polskiej wykonać jeżdżącą replikę tego samochodu. Pewien Australijczyk posiadający oryginał tego „Peugota" przesłał nam dane techniczne i biało czerwony pojazd stoi do dziś w Muzeum Techniki.
      We wspomnianym rajdzie z Londynu do Brighton biorą udział jedynie oryginalne pojazdy. Australijczyk znając naszą pasję i wykonaną replikę „Peugeota" zgłosił do rajdu swój oryginalny samochód i naszą załogę.
      - Jest pan prezesem Klubu Pojazdów Zabytkowych i równocześnie Komandorem Reprezentacji Polski.
      - Reprezentacji Polski, która przygotowuje się do udziału w dniach 26 - 28 lipca, na zaproszenie władz miasta Miluza (Mulhouse) we Francuskiej Alzacji, w największym w Europie rajdzie zabytkowych pojazdów. Głównie chcemy zaprezentować polskie konstrukcje. Produkowane na przestrzeni lat 1935-1971. Pojedzie też prototyp „Beskida" z 1983 roku, „Lorraine-Dietrich" z 1913, unikat francuski zachowany tylko w naszym kraju, a także BMW Isetta z 1960 roku kierowany przez Tadeusza hr. Raczyńskiego, mieszkającego w Paryżu wnuka pierwszego polskiego automobilisty.

Jacek Chudzik