"W pięć dni dookoła Skierniewic"

Odwiecznym marzeniem ludzkości było poruszać się sprawniej i w różnych środowiskach. Tajemnicze konie mechaniczne pomogły te marzenia zrealizować.
Marzeniem organizatorów tego rajdu było zintegrować entuzjastów zabytkowej techniki poruszanej siłą mechanicznych koni.

(motto z Książki Rajdowej)


Poniższe wspomnienia są mi bliskie z kilku powodów: w dzieciństwie fascynowały mnie książki Juliusza Verne'a, a teraz moim hobby jest zabytkowa motoryzacja. Mój serdeczny przyjaciel z dziecięcych lat Andrzej Paszke pasjonuje się obecnie starymi pociągami, a obaj wychowani w leżącym na pierwszym polskim szlaku kolejowym Milanówku, często marzyliśmy o wspólnej imprezie blisko naszych rodzinnych stron z udziałem fascynujących nas zabytków techniki. Tak powstał pomysł zorganizowania Pierwszego Ogólnopolskiego Rajdu Zabytków Techniki.
Założenia rajdu były następujące: uruchomić wszelkie możliwe środki transportu, którymi poruszali się ludzie w ostatnim stuleciu, ale zrobić to w Polsce, w czasie jednej imprezy. Podobną przygodę przeżył bohater powieści Verne'a pan Filaes Fogg w czasie swojej podróży w 1872 roku, ale my nie mieliśmy do dyspozycji 80 dni i ambicji by objechać cały świat. Musiał nam wystarczyć długi weekend w majowe dni 1996 roku, natomiast teren województwa skierniewickiego idealnie zaspokajał nasze potrzeby techniczne.
Do realizacji pomysłu zaprosiliśmy jeszcze kolegę z klubu CAAR - Jurka Kossowskiego, który ma doskonałe, zawodowe koneksje lotnicze, a sam oprócz posiadania starego auta, reprezentuje rodzinne tradycje cyklistów. Jego dziadek był pierwszym Polakiem, który w 1910 roku na motocyklu przejechał Ural.
W pewnym momencie dołączył do nas jeszcze Maciej Zembaty - znany satyryk i mistrz czarnego humoru, który podjął się opieki medialnej i artystycznej całej imprezy.

CITROEN BL-11 w unikalnej karoserii przyjechał " na kołach" z SzampaniiTak więc w czwórkę podjęliśmy się zorganizować imprezę, w której oprócz 65 pojazdów z Polski udział zgłosili zawodnicy z Niemiec, Holandii, Francji i Wielkiej Brytanii. Podkreślam, że rajd spontanicznie organizowało czterech nawiedzonych dżentelmenów, którzy musieli zorganizować wszystko sami, by spełnić jeszcze jedno karkołomne założenie: impreza ma być maksymalnie tania dla uczestników, ale wszystkim ma dać możliwie dużo niezapomnianych wrażeń. Tylko ci, którzy kiedykolwiek sami próbowali zorganizować duży rajd samochodowy lub inną imprezę, mogą potwierdzić, że było to duże wyzwanie dla czwórki komandorów.

Do sukcesu w takiej pracy potrzeba jest pomoc sponsorów, których najpierw należy znaleźć. Tu dopisało nam szczęście, bo oprócz wpłat finansowych, uzyskaliśmy dużą pomoc rzeczową od instytucji i władz terenowych, a nawet od Fundacji Ochrony Zabytków Militarnych z Londynu, działającej pod patronatem byłego prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego.
Udało się też zorganizować Komitet Honorowy Rajdu, na czele którego stał Minister Transportu i Gospodarki Morskiej - dr hab. Bogusław Liberadzki, a w skład którego weszły osoby z ogromnym autorytetem dla regionu województwa skierniewickiego i dla wszelkich rodzajów zabytkowego transportu.

Wystawa - zwiastun rajdu przed Domem Dziennikarza na ulicy Foksal w WarszawieZwiastunem rajdu była konferencja prasowa zorganizowana w Domu Dziennikarza na ulicy Foksal w Warszawie w dniu 21 kwietnia. Pod uroczy pałacyk przyjechało kilka zabytkowych samochodów, jako przykład tego co będzie brało w rajdzie. Owocem tej konferencji i zaproszenia dziennikarzy na trasę rajdu będzie potem około trzydzieści artykułów prasowych i liczne wzmianki w radio i TV (nawet w telewizji szwajcarskiej). Właściwe rajdowe dni rozpoczęły się we wtorek 30 kwietnia 1996 roku, gdy do bazy rajdu na campingu w Kamionie zaczęli przyjeżdżać pierwsi zawodnicy. Wyjątkiem były dwie załogi angielskie, które przyleciały do Polski już kilka dni wcześniej i pomogły mi w ostatnich przygotowaniach: kompletowaniu książki rajdowej i ostatecznym objechaniu trasy.

W środę l maja, długa na dwa kilometry kolumna pojazdów przyjechała pod ratusz w Skierniewicach. Kolumną kierowała para zabytkowych milicjantów na MZ-ce z koszem. Jak donosiły potem gazety, tego dnia w mieście nie było ani pierwszomajowego pochodu, ani kontr-pochodu, bo większość mieszkańców powitała nas przed Urzędem Wojewódzkim i Radą Miejską w Skierniewicach. Stosowne przemówienia wygłosił Prezydent i Wojewoda Skierniewicki, a z naszej strony "dał głos" znany gawędziarz samochodowy Krzysztof "Szaya" Szaykowski i mieszkający tu komandor d/s kolejowych - Andrzej Paszke.
Towarzyski rajd zabytkowych pojazdów to połączenie pokazów naszych pojazdów dla zainteresowanej publiczności oraz możliwość poznania miejscowych atrakcji przez uczestników imprezy. Pierwszy etap w Skierniewicach kończył się przy pałacu - rezydencji prymasów elekcyjnych, gdzie jako ostatni mieszkał i tworzył Ignacy Krasicki. Teraz mieści się tu Instytut Warzywnictwa.
Kolejny postój to zabytkowa parowozownia na trasie Warszawsko-Wiedeńskiej Drogi Żelaznej, pierwszej linii kolejowej w Polsce, otwartej w 1845 roku.
Współorganizatorem rajdu było bowiem Polskie Stowarzyszenie Miłośników Kolei, które opiekuje się terenem zabytkowej parowozowni w Skierniewicach, a mając doskonale rozeznanie w starym taborze kolejowym - gromadzi tu ciekawe eksponaty z nadzieją że wszystkie będą kiedyś całkowicie odrestaurowane. Niektóre z nich są już odnowione.

Bicykliści, bracia bliźniacy z Warszawskiego Towarzystwa CyklistówPożarniczy FEDERAL z 1925 roku przyjechał "na kołach" z MysłowicDo tej pory w rajdzie brały udział jedynie "kołowate" pojazdy mogące się poruszać po tradycyjnych drogach. Jechały więc samochody osobowe, stare motocykle, bojowe wozy strażackie z początku lat dwudziestych, był najstarszy polski autobus: Polski Fiat 621 i angielski piętrowy Bristol z 1950 roku. Dwoma bicyklami z 1887 roku jechali dwaj bracia-bliźniacy z Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów.
W parowozowni dołączyły do rajdu nieco inne pojazdy. W gotowości do odjazdu czekał rajdowy normalnotorowy pociąg oraz można było poznać światowy unikat - akumulatorowy zestaw marki Wittfeid z 1913 roku i kilka zabytkowych wagonów towarowych w tym cysternę z 1910 roku, a dla zaspokojenia sportowych ambicji czekała ręczna drezyna typu "moja-twoja" z 1940 roku. Nad lokomotywownią wznosił się gotowy do odfrunięcia rajdowy balon na rozgrzane powietrze.WITTFELD - unikalny w skali światowej zestaw akumulatorowy z 1913 roku
Kilka silnych, męskich ekip zmierzyło się w walce o największą prędkość na ręcznej drezynie. Uzyskane szybkości nie przekraczały 35 km/godz, ale walkę należało przerwać, gdyż jednej z załóg udało się wykoleić drezynę. Dwaj dzielni chłopcy zamiast tytułu demonów szybkości żelaznego szlaku, uzyskali mniej zaszczytny tytuł wykolejeńców. Dzięki uprzejmości kolejarzy i operatywności Andrzeja, przesiedliśmy się następnie do specjalnego pociągu ciągniętego przez starą; dieslowską lokomotywę serii SM-42 z 1965 roku, by przejechać odcinek przez Bolimowski Park Krajobrazowy.

Wyścigi ręczną drezyną typu "moja - twoja" z 1940 rokuJedziemy najstarszym szlakiem kolejowym w Polsce, obchodzącym niedawno uroczystości 150 lat istnienia, a z głośników słychać informację o mijanych krajobrazach i historii tej drogi żelaznej.
Dojeżdżamy tak do Puszczy Mariańskiej, gdzie wita nas Wójt, kapela i wojskowy poczęstunek przy dworcu. Po powrocie do Skierniewic mamy w programie jeszcze zwiedzanie starej lokomotywowni ze zbiorami parowozów i wagonów gromadzonych przez Polskie Stowarzyszenie Miłośników Kolei i mieszkającego tu Andrzeja.
Pierwszy dzień kończymy przejeżdżając przez Puszczę Bolimowską tym razem naszymi "kołowatymi" szosowymi pojazdami, a potem już czas na wieczorne ognisko i sponsorskie piwo oraz jeszcze jedną atrakcja: samochodowe kino w amerykańskim stylu z lat pięćdziesiątych. Na parkingu wokół ekranu stojącego na wolnym powietrzu półkolem ustawiają się samochody z załogami w środku, a ze starego projektora puszczamy filmy wygrzebane z archiwów Filmoteki Polskiej.

Polski parowóz typu LAS z 1949 roku i BMW-DIXI z 1928 roku odbudowane przez Stanisława Tabisza po wypadku na ROUTE-66Kolejny dzień rajdowy zaczyna się przejazdem kolumny pojazdów do Rogowa i zwiedzaniem Leśnego Zakładu Doświadczalnego Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego - Akademii Rolniczej i szczególnie piękne okazy roślin w alboretum oraz alpinarium w parku dendrologicznym.
Następnie przestawiamy nasze pojazdy na teren końcowej stacji kolejki wąskotorowej w Rogowie, gdzie czeka na nas kolejny zabytek mobilnej techniki: pociąg wąskotorowy prowadzony przez parowóz typu "LAS" wyprodukowany w Polsce w 1949 roku, a ściągnięty tu specjalnie z Ełku dzięki uprzejmości Dyrekcji Polskich Kolei Państwowych.CHEVROLET z 1924 roku Warszawskiej Straży Ogniowej

JAGUAR-E Większość samochodów bierze udział w sesji zdjęciowej na tle "samowarka", a potem jazda w smudze parowozowego dymu przez Jeżów do Głuchowa. Dalej do Rawy Mazowieckiej ciągnie nas wąskotorowa lokomotywa spalinowa serii Lxd2 z 1956 roku, bo w parowozie brakuje już pary. Po godzinnym spacerze po sennym miasteczku wracamy, zatrzymując nasz pociąg przy zabytku klasy zerowej - modrzewiowym kościółku w Boguszycach, zbudowanym w 1550 roku.
Prawie w komplecie wracamy do samochodów i przez Brzeziny jedziemy do Lipiec Reymontowskich. Niestety na rajdowy pociąg w Rawie Mazowieckiej spóźnił się kierujący Spitfire'em po ROUTE-66 Witek Tkacz, który zresztą zawsze ma jakieś przygody z wąskotorowymi pojazdami. Tym razem po uzyskaniu informacji, że najbliższy pociąg będzie za ...3 dni, wrócił prosto do bazy rajdu, ale taksówką.

Tymczasem w Lipcach czekają na nas kolejne atrakcje. Ta niewielka wieś upamiętniona powieścią nagrodzoną Noblem, może pochwalić się własnym muzeum regionalnym pamięci Stanisława Reymonta, Domem Kultury z zespołem folklorystycznym oraz Muzeum Czynu Zbrojnego społecznie zorganizowanym i prowadzonym przez pułkownika Murgrabiego. Właśnie płk Murgrabia witał nas przed wjazdem do Lipiec na opancerzonym wozie bojowym, zwiększając w ten sposób rodzaj pojazdów biorących udział w Rajdzie.
Amatoski zespół pieśni i tańca "Wesele Boryny" z Lipiec ReymontowskichW remizie i Domu Kultury jesteśmy zaproszeni na występ zespołu pieśni i tańca "Wesele Boryny". Mimo amatorskiego statutu, poziom artystyczny jest w pełni profesjonalny, bo zespół istnieje od 65 lat i jest wizytówką mieszkańców Lipiec Reymontowskich, a nestorka zespołu Jagustynka śpiewała jeszcze samemu Reymontowi. Urok zespołu, a szczególnie dziewcząt ubranych w piękne łowickie stroje najbardziej docenił szef ekipy francuskiej, komandor najbardziej prestiżowych rajdów europejskich rozgrywanych co dwa lata w Szampanii, co zaowocowało zaproszeniem weterańskiej reprezentacji Polski na kolejną edycję tego rajdu do Francji. Wspólnym fotografiom prawie nie było końca, więc tego dnia spóźniliśmy się na tradycyjne, wieczorne, rajdowe ognisko. W piątek 3 maja opuszczamy bazę w Kamionie koło Skierniewic i tym razem z naszymi pojazdami drogowymi znów odwiedzamy Puszczę Mariańską, a następnie przez Mszczonów, Radziejowice i Jaktorów, dojeżdżamy do Żyrardowa.
Władze miasta znanego z zakładów lniarskich przygotowały dla nas dobry obiad, więc my na kilka godzin parkujemy nasze pojazdy w centrum miasta, by mieszkańcy Żyrardowa mogli je dobrze poznać.

Święto Pułku Rozpoznania Lotniczego: BRISTOL i dwa MIGIPo południu przejeżdżając przez Guzów - rezydencją rodziny Sobańskich i pierwszą cukrownię w Polsce, jedziemy na lotnisko koło Sochaczewa, na Święto Pułku Rozpoznania Lotniczego. Naszymi pojazdami uświetnimy tutejsze pułkowe uroczystości, a dla nas obcowanie z techniką lotniczą jest kolejną atrakcją rajdową. Jurek Kossowski w randze podpułkownika wojsk lotniczych przejmuje teraz dowodzenie rajdem i ustawia nas obok odświętnie przygotowanych samolotów i sprzętu lotniczego.

Dwupłatowiec CSS-13 z 1953 roku, z Wyższej Szkoły Oficerskiej w Dęblinie Na pasie startowym można oglądać zarówno współczesne samoloty bojowe jak i starsze samoloty. Głównym zainteresowaniem cieszy się najstarszy, latający pojazd rajdowy - dwupłatowiec CSS-13 zbudowany w 1953 roku. Areoplan należący do Wyższej Szkoły Oficerskiej w Dęblinie, jest w doskonałej kondycji i zabiera na pokład chętnych rajdowców, którzy ustawiają się tu w długiej kolejce. To duża frajda zasiąść w otwartej gondoli samolotu, być smaganym przez pęd powietrza od śmigła i przy szybkości 70 km/godz unieść się w powietrze. Nie może tego zrozumieć Krzysztof "Szaya" Szaykowski, bo po pierwsze ważąc około 140 kg był pewien, że areoplan, z tego powodu nie oderwie się z nim od pasa startowego tym bardziej, że długo jeżdżąc swoją ukochaną dekawką z szybkością przekraczającą nawet 85 km/godz, nie zdarzyło mu się nigdy oderwać od ziemi choćby jednego koła.

Rocznik 1961: SYRENA-101 i AN-2Na lotnisku dochodzi do ciekawych konfrontacji: sam wjazd krążowników szos z czasów późnego Eisenhowera na teren jednostki wojskowej z epoki wczesnego Gomułki oraz sytuacje gdy bicykle z XIX wieku jeżdżą wśród stojących na pasie odrzutowców lub gdy poczciwa SYRENA-101 z 1961 roku parkuje pod skrzydłami swego rówieśnika AN-2.
Kolejną, wieczorną atrakcją rajdową szczególnie dla przedpoborowych był nocleg w izbach żołnierskich, a osoby bardziej wrażliwe na niedogodności w wojsku spały w gościnnych izolatkach dla połamanych, psychicznych, zatrutych, bezzębnych i rozgorączkowanych.Muzeum Kolei Waskotorowej w SochaczewieW sobotę, 4 maja jedziemy do Sochaczewa, by pokazać nasze auta na miejskim stadionie, a sami w tym czasie zwiedzamy największe chyba w Europie Muzeum Kolei Wąskotorowej. Na ekspozycji jest ponad 200 parowozów, wagoników i unikalnych pojazdów roboczych. Koledzy z zagranicy nie mogą się nacieszyć widokiem sprzętu i doczekać kolejnej podróży zabytkowym pociągiem. Specjalnie dla rajdu, wąskotorowy parowóz serii Px29-1704 zbudowany w 1929 roku, przez godzinę powiezie nasz pociąg trasą 18 km do Wilcz Tułowskich, już w obrębie Puszczy Kampinowskiej.Komandor rajdu Tomasz Skrzeliński uczepiony wąskotorowego parowozu serii Px29-1704 z 1929 roku
Po nostalgicznej podróży owiani dymem z paleniska, wsiadamy do gościnne udostępnionych nam z wojska autokarów i jedziemy nad Wisłę do Wyszogrodu. Mieliśmy tu zaokrętować się na statek, by osobiście "zaliczyć" wodną przygodę. Niestety, tych rajdowych zamierzeń nie udało się zrealizować, ale mamy za to kolejną atrakcję: pieszą wędrówkę przez najdłuższy w Europie drewniany most. To nic, że przez dziury w jezdni widać rzekę. Są to bowiem ostatnie miesiące gdy ten most jeszcze jest czynny. Na prawym brzegu Wisły czekają upominki dla pierwszych wędrowców.
Po długim spacerze kolej na atrakcje duchowe - więc jedziemy do Żelazowej Woli na koncert chopinowski i spacer po parku.
Piesza wycieczka po najdłuższym w Europie, już rozebranym, drewnianym moście w WyszogrodziePo południu dosiadamy wreszcie nasze pojazdy zdeponowane na miejskim stadionie w Sochaczewie i w itinererze rajdowym mamy teraz zwiedzanie Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i pole bitwy nad Bzurą, przejazd przez Arkadię i Nieborów z poznaniem ich zabytków, by spotkać się z całym rajdem na rynku w Łowiczu. Załamuje się niestety pogoda, więc niektóre załogi jadą bezpośrednio do Łowicza, gdzie władze miasta przygotowały dla nas powitanie i pokaz dla mieszkańców. W dużym tłumie popisują się bicykliści z Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów, bo tylko oni w takim tłoku mogą wystartować i zejść z pojazdu.
Po godzinie pokazów startujemy do ostatniego etapu, którego metą jest rezydencja w Walewicach z 2 połowy XVIII wieku. Po drodze rajd zwiedza jeszcze jeden drogowy zabytek klasy zerowej: pierwszy na świecie spawany most konstrukcji profesora Stefana Bryły, leżący obok międzynarodowej trasy Warszawa-Poznań. Potem przez miejscowość Sobota (a tego dnia jest sobota właśnie) dojeżdżamy wreszcie do finału.

W Walewicach pani Maria Walewska przyjmowała Napoleona Bonaparte i zostało to odnotowane na kartach historii. Teraz, pełniąc honory komandora rajdu, ja mam zaszczyt przyjąć i ugościć prawie 150 uczestników imprezy. Minę mam jednak trochę niewyraźną, bo przyjęcie w salach zamkowych wprawdzie wydaje się okazałe, ale na deser ma być koncert piosenek komunikacyjnych przygotowany przez Macieja Zembatego i Jego Przyjaciół. Nocny koncert miał się odbyć na tarasie pałacu, od strony parku, a nasze pojazdy miały kolejno wjeżdżać na scenę w zależności od treści piosenek. Całość miała być nagrywana przez profesjonalną ekipę telewizyjną. Niestety, ze względu na bardzo złą pogodę trwa właśnie gorączkowe przenoszenie sceny do największego pomieszczenia w Walewicach: ujeżdżalni koni. W Walewicach znajduje się bowiem znakomita stadnina anglo-arabskich koni. Stadnina wyposażona jest również w inne urządzenia awaryjne z których korzystamy dzięki uprzejmości Dyrekcji: właśnie wichura zerwała zasilanie elektryczne i musimy korzystać z agregatów prądotwórczych.
Z pewnym opóźnieniem i niepokojem zapraszam więc uczestników rajdu na koncert finałowy, gdzie w scenerii niepalnych pojazdów (sań, bryczek, bicykli) oraz tańczących koni, Maciej Zembaty rozpoczyna koncert.

Gdy na zaimprowizowaną scenę wchodzą kolejno: Ewa Błaszczyk, Elżbieta Jodłowska i Krzysztof Daukszewicz - wiem, że będzie to wspaniałe zakończenie rajdu. Piosenki są związane z pojazdami: Elżbieta Jodłowska brawurowo śpiewa piosenkę "Na traktorze", a potem romans o woźnicy (jamszczyku). Ewa Błaszczyk - odtwórczyni głównej roli w serialu o taksówkarzach, śpiewa o toczącym się kole fortuny, a Krzysztof Daukszewicz ballady o kierowcach, ich samochodach i easy-riderze. Maciej nuci balladę o frontowej drodze, czerwonym autobusie i zamszowej bluzeczce pięknej dziewczyny ze starego automobilu.
Trochę mnie niepokoi przygasające niekiedy światło, ale kamerzyści nie przerywają jakoś nagrania. Zresztą podgrzewamy się sponsorskim piwem, więc troska o szczegóły schodzi na dalszy plan. Wszyscy są zadowoleni.
Po koncercie wypada rozdać nagrody. Rajd był towarzyski, ale mamy jedno bardzo ciekawe wyróżnienie dla najlepszej załogi: 9-cio dniowy pobyt w Londynie z pokryciem wszelkich kosztów. Decyzją Międzynarodowego Jury otrzymuje ją Daniel Doroszewski jadący militarnym Dodge'm. W tym rajdzie nie było walki, ale Daniel dwa lata wcześniej walczył ze swoim Dodge'm gdy jechał reprezentować Polskę w czasie uroczystości 50-cio lecia lądowania Aliantów w Normandii.
Resztę nagród rozdaję tak, jak mi dyktuje serce i fantazja komandora. Staram się uhonorować najstarsze pojazdy w rajdzie: strażackie wozy bojowe z lat dwudziestych z Muzeum w Mysłowicach i z Warszawy. Na szczególne wyróżnienia zasługują załogi, które na rajd przyjechały "na kołach" z najdalszych odległości: dwie załogi z Francji, jedna z Wielkiej Brytanii, cztery z Niemiec i dwie z Holandii.

Rajd miał integrować różne środowiska - więc upominki dostaje załoga ciągnąca samochodem kolejowy wagonik (przyczepę campingową) oraz załoga w składzie samochodowo-kolejowym. Dodatkowe nagrody są dla polskiej myśli technicznej: tu wyróżnienie otrzymują koledzy kolejarze za pięknie utrzymany polski parowóz LAS, za polski autobus z 1938 roku i osobowy Polski FIAT 508 z 1935 roku. Kilka nagród jest dla zawodników-lotników, w tym jeden "biały kruk" - oryginalna encyklopedia lotnicza (podręcznik) z czasów II Wojny Światowej. Dla klubowej biblioteki otrzymuj e ją załoga z Dęblina.
Tego wieczora nie mieliśmy wskazanego miejsca do spania dla 150 osób, więc w itinererze była informacja, że świt następnego dnia jest około 4.00 i do tego czasu powinno starczyć muzyki i piwa. Jeżeli ktoś chce się zdrzemnąć, to miejsc na słomianych belach w ujeżdżalni nie zabraknie.

Następnego dnia do listy pojazdów biorących udział rajdzie dołożyliśmy na zakończenie jeszcze przejazd konnymi bryczkami ze stajni w Walewicach i pokaz najpiękniejszych koni z tutejszej stadniny.
Koszt udziałów rajdzie dla każdego uczestnika wynosił 100 złotych (słownie: sto złotych), a w tym zawierało się oprócz wyżej wymienionych atrakcji, jeszcze dziesięć posiłków i koszty pięciu noclegów. Myślę więc, że udało się zorganizować tanią imprezę oraz spełnić początkowe i trudne założenia
Teraz, po latach porównuję pojazdy które brały udział w rajdzie z wehikułami które wiozły dookoła świata pana Fogg'a w fantastyczno-naukowej powieści Juliusza Vern'a. Pan Fogg kilkanaście razy przesiadał się z parostatków do kolejowych wagonów, choć podróżował też na słoniu i lądową żaglówką. Tylko że książka jest literacką fantazją, a nam w Polsce udało się tę fantazję zrealizować z nawiązką. Uruchomiliśmy 17 rodzajów środków transportu !!. Odwiedziliśmy z rajdem wszystkie miasta byłego województwa skierniewickiego i wszędzie zauważaliśmy duże zainteresowanie naszymi pojazdami oraz chęć pokazania lokalnych "małych ojczyzn" przez tutejszych mieszkańców.

Pragnę więc podziękowań Gospodarzom Miast i organizacjom nam pomagającym oraz Sponsorom: PZU-SA, MOTOROLI, DAEWOO-FSO i Browarowi ŻYWIEC.

Wzajemne gratulacje trzech komandorów: Andrzeja Paszke, Jurka Kossowskiego i Tomasza Skrzelińskiego Osobiście pragnę podziękować moim zastępcom za wielodniowe prace przygotowawcze wykonywane kosztem własnego czasu. Satysfakcją organizatora jest zadowolenie uczestników rajdu okazywane jako życzliwy uśmiech i podziękowanie po imprezie.

Miałem tę satysfakcję.

Tomasz Skrzeliński