BESKID przed Gmachem Głównym Politechniki Warszawskiej

     RAJDY - SYMBOLE: od Politechniki do Muzeum Techniki i odwrotnie

      Między największą w Polsce uczelnią techniczną jaką jest Politechnika Warszawska, a Muzeum Techniki NOT w Warszawie istnieje dystans około 8 km, ale wręcz przepaść technologiczna. Jednak obydwie te Instytucje mają wiele wspólnego, a idea publicznego zademonstrowania wspólnych związków pojawiła się przy okazji inauguracji nowego roku akademickiego 1996-97.

      Prowadząc warsztat specjalizujący się w diagnostyce silników i układach zasilania, współpracowałem wtedy z prowadzącym Katedrę Silników na Wydziale Samochodów i Maszyn Roboczych PW - doktorem Feliksem Rawskim.
      W czasie luźnej rozmowy przyszła nam myśl, by nowym studentom dużego technicznego i motoryzacyjnego wydziału Politechniki na ulicy Narbutta zademonstrować coś, nad czym pracowały pokolenia polskich inżynierów i co obecnych Beanów czeka gdy ukończą studia.
      Postanowiliśmy więc w dniu rozpoczęcia roku akademickiego zorganizować na parkingu przed Wydziałem SiMR małą wystawę motoryzacyjną, pokazującą starą a szczególnie polską motoryzację.
      Na ciasny podjazd - parking przed budynkiem Wydziału przyjechało za pierwszym razem kilka pojazdów, a tym świeżo odrestaurowany SOKÓŁ-600 z koszem, używany przed wojną przez Polską Policję Państwową, Pocztę Polską i prywatnych właścicieli. Ponieważ byłem tuż po międzynarodowych sukcesach które odniosłem we wrześniu we Francji z tym SOKOŁEM i w historycznym mundurze Starszego Posterunkowego - więc na pokaz przyjechałem w pełnej gali.
      Terenowym, amerykańskim INTERNATIONALEM przyjechał w kowbojskim kapeluszu Marek Rabecki, a jeszcze trzema starymi pojazdami przybyli pozostali członkowie Klubu, lecz już bez żadnych dodatkowych strojów.
      Wystawa bardzo się podobała dziekanowi, pracownikom naukowym i studentom, bo ożywiła nieco rutynowy pierwszy dzień akademickich zajęć, a uczestnicy pokazu zostali gościnnie zaproszeni do sali Rady Wydziału na gościnną herbatkę.

Pełna gala przed startem: SOKÓŁ-600 z koszem i Starszy Posterunkowy Polskiej Policji Państwowej Z Markiem Rabeckim w sali Rady Wydziału SiMR Tomasz Skrzeliński i Juliusz Siudziński w sali Rady Wydziału SiMR
      Pomysł z pokazaniem w dniu rozpoczęcia roku akademickiego, przed drzwiami Wydziału, dawnych inżynierskich i motoryzacyjnych dokonań, okazał się doskonały i wszyscy obiecaliśmy sobie powtórkę przy kolejnej okazji.
      Rok później, mini-wystawa odbyła się w podobny sposób przed Gmachem Wydziału SiMR, ale pojazdów przyjechało więcej - i powstał pomysł, by je w przyszłości zademonstrować nie tylko przed Wydziałem na ulicy Narbutta, ale przed Gmachem Głównym Politechniki, gdzie odbywają się centralne uroczystości inauguracji roku akademickiego i to nie tylko dla Uczelni, ale często jako inauguracja krajowa.
      Wtedy pomysł prezentacji mobilnych zabytków rozszerzył się o Muzeum Techniki, bo tam po latach znajdują schronienie konstrukcje, wynalazki i prace wykonane przez Ludzkość, a w tym osiągnięcia dokonane przez inżynierów wykształconych kiedyś na Politechnice Warszawskiej.
      W 1998 roku powstała więc "dorosła" koncepcja rajdu z itinererem, tablicami rajdowymi, punktem kontroli przejazdu, ekipą Sponsorów i nagrodami wręczanymi na uroczystym zakończeniu imprezy.
Tablica rajdowa       Największym problemem było jednak ustalenie nazwy rajdu: czy raczej z Muzeum Techniki (bo tu - w dawnych zakładach Norblina miał się odbyć start) do Politechniki, czy też bardziej uwzględniając przesłanie historyczne: z Politechniki do Muzeum Techniki (bo tak się dzieje z automobilami po wielu, wielu latach). Ostatecznie tablice rajdowe przygotowane w 1998 roku mówiły o rajdzie pojazdów zabytkowych od Politechniki do Muzeum Techniki, mimo że jechaliśmy odwrotnie.
      Jako Komandor imprezy - na rajd zaprosiłem polskie pojazdy, które zbudował polski inżynier i robotnik w polskich fabrykach.
      I ku mojemu ogromnemu zadowoleniu - przyjechały wyłącznie polskie - i to jak wspaniałe!!
      Przedwojenną polską motoryzację reprezentował SOKÓŁ-1000 z Warszawy, MOJ z Lublina i SHL-Villiers z Poznania.
      Natomiast najciekawsze powojenne polskie pojazdy biorące udział w rajdzie to fabryczna ekipa FSO z rekordowym Polskim Fiatem 125-P, którym kilku najlepszych kierowców z Sobiesławem Zasadą ustanowiło trzy międzynarodowe rekordy szybkości i przedprototyp SYRENY-100 z brezentowym dachem. Dojechały prywatne "garbate" WARSZAWY (jedna z nich ciągnęła polską przyczepkę kempingową TRAMP z 1965 roku), SYRENY, MIKRUS, BESKID, JUNAKI, WFM-ki, motorower ŻAK i inne pojazdy nawet z Bielska i Białegostoku, ale największą sensację wywołał traktor URSUS C-45 z 1954 roku.
SOKÓŁ-1000 Andrzeja Godlewskiego z Warszawy MOJ Janka Milczka z Lublina SHL-Villiers z Poznania. Prowadzi Tadeusz hr. Raczyński z Paryża
TRAMP ciągnięty przez WARSZAWĘ 201 MIKRUS z 1959 roku Z bramy Muzeum Techniki wyjeżdża URSUS C-45 z 1954 roku
      Wzbudziło to zachwyt wszystkich uczestników rajdu, bo nieczęsto na imprezach, a szczególnie na warszawskich ulicach można zobaczyć taki pojazd.
      Przed startem z terenu gościnnej Fabryki Norblina na ulicy Żelaznej (filii Muzeum Techniki) odegraliśmy kilka historycznych scenek, z których najciekawszy był popis Krzysia Szayi przebranego za ORMO-wca na WFM-ce.
Krzyś Szaya Szaykowski jako ORMO ORMO czuwa Rolniku - oddaj kontyngent
      Krzyś tak zręcznie wymachiwał służbową pałeczką, że wzbudzał prawdziwy strach obsługi traktora. Tak podobno było w latach 50-tych, gdy kułacy nie chcieli oddawać Państwu kontyngentów. A teraz rolnicy sami wychodząc na blokadę dróg mają pretensje, że policja nadużywa "przymusu bezpośredniego". Niech popatrzą lepiej na załączone fotografie oraz pomyślą jaka była i jaka jest teraz demokracja!!!
      Traktor i pozostałe pojazdy wzbudziły również uznanie naszych Sponsorów: Fabryki URSUS, MOTOROLI i STOMILU-OLSZTYN. Ten rajd był bowiem w tym roku wyjątkowo dobrze dofinansowany.
      O ściśle oznaczonej godzinie, rajdowa kolumna wyjechała z Muzeum Techniki, a pierwszy, 4-kilometrowy etap zakończył się przed Gmachem Głównym Politechniki Warszawskiej, gdzie odbywała się oficjalna uroczystość rozpoczęcia roku akademickiego z udziałem Ministra i przedstawicieli Korpusu Dyplomatycznego.
      Zrobiliśmy tam tak duże zamieszanie, że trzeba było unieruchomić silniki, również wygasić dudniący oraz ziejący ogniem i olejem ciągnik URSUS, aby nie zakłócać trwającej wewnątrz uroczystości. W tym czasie była okazja na pamiątkowe fotografie naszych pojazdów na tle pięknego Gmachu Głównego PW, a po zakończeniu -zdążyliśmy jeszcze zademonstrować pojazdy Jego Magnificencji Rektorowi.
      Drugi 4-kilometrowy etap wiódł od Gmachu Głównego do Wydziału SiMR. Ale najpierw należało uruchomić pojazdy, w tym URSUS-a. To było naprawdę fascynujące, jak po kwadransie grzania na dwie benzynowe lut-lampy i po fachowym zakręceniu wyjętą kierownicą włożoną w koło zamachowe - traktor przemówił.
BESKID przed Gmachem Głównym Politechniki Warszawskiej Pamiątkowa fotografia Komandora Rajdu przed Gmachem Głównym Gmach Główny PW
Dziekan - prof. W. Kurnik wręcza puchar właścicielowi URSUSA Pracownia Wydziału SiMR Załoga jednej z WARSZAW
      Szczęśliwie dojechaliśmy na ulicę Narbutta, wzbudzając po drodze zrozumiałą sensację warszawskich kierowców.
      Przed gmachem SiMR-u powitał nas Dziekan - prof. Włodzimierz Kurnik, który specjalny puchar wręczył właścicielowi URSUS-a - Piotrowi Dziewulskiemu.
      Potem wszyscy zwiedziliśmy gmach Wydziału Samochodów i Maszyn Roboczych oraz pracownie - gdzie na hamowni podwoziowej był testowany najnowszy model URSUS-a.
      Uroczyste zakończenie rajdu odbyło się po powrocie, na terenie Muzeum Techniki. Dzięki hojności Sponsorów - upominków i poczęstunków starczyło dla wszystkich, a szczególne wyróżnienie zdobyła para amazonek, jadąca w rajdzie garbatą Warszawą.

      Po tym sukcesie - chciałem w kolejnym 1999 roku zorganizować jeszcze większy rajd tylko polskich pojazdów zabytkowych. Zamierzenia były bardzo ambitne, rajd miał być kilkudniowy z zakwaterowaniem w luksusowym pensjonacie w Konstancinie i z przejazdem zabytkową piaseczyńską kolejką wąskotorową. Niestety, prawie dogadani Sponsorzy nieco zacisnęli sakiewkę z finansową pomocą - i musiałem zrezygnować z ambitnych planów.
Nowy kierunek rajdu       W 1999 roku pokazowy rajd się jednak odbył wzorem ubiegłorocznego. Zmienił jednak orientację (od Muzeum Techniki do Politechniki) i Komandora. Dowodził imprezą dr Rawski, a honorowym starterem z terenu Muzeum był dyr. Jerzy Jasiuk.
      Rajd zgromadził kilkanaście nie tylko polskich pojazdów, a ja nieco zasmucony niepowodzeniem swoich planów zademonstrowałem przewoźne muzeum polskich konstrukcji.
      Do polskiej garbatej Warszawy przyczepiłem polską przyczepę z Niewiadowa, a na nią załadowałem cztery polskie motocykle (WFM, WSK, SHL z 1950 roku i SHL-Villiers z 1939 roku) oraz MIKRUSA.
      Z takim zestawem siedmiu polskich pojazdów pojechałem z rajdem pod Gmach Główny PW, a potem pod Wydział SiMR.
      Tam doszło do ciekawej konfrontacji pomiędzy uznawanym już za zabytek BESKIDEM, a najnowszym MERCEDESEM A-140. Proszę porównać nowatorskie kształty jednobryłowych karoserii, bo nie widać między nimi różnicy 20 lat!!

Takimi Citroenami BL-11 jeździło polskie UB Przewoźne muzeum polskiej motoryzacji Siedem polskich pojazdów i jeden kierowca
Tu studiowałem Jednobryłowy BESKID z 1982 roku i MERCEDES A z 1999 roku Nowatorskie, jednobryłowe kształty aut

      W październiku 2000 roku odbył się kolejny rajd pomiędzy Muzeum Techniki a Politechniką, zorganizowany jak rok temu przez Dyrekcję Muzeum i Wydział SiMR. Przyjechało jak poprzednio kilkanaście zabytkowych pojazdów, w tym kilka po raz pierwszy.
      Ja - kultywując założenia imprezy - podjechałem na start do Norblina polskim autobusem JELCZ-RTO z 1960 roku.
      Niestety, mój pojazd był tak duży, że nie zostałem dopuszczony do udziału w rajdzie, gdyż mogłem się nie zmieścić na parkingu przed Politechniką. Jest to rzeczywiście problem, ale przecież takie autobusy w wersji miejskiej przez kilkanaście lat były podstawą taboru warszawskiej komunikacji zbiorowej.
      Po zrobieniu kilku pamiątkowych fotografii m.in. przy podobnym JELCZ-u stojącym w Norblinie - pojechałem do domu.

Ten MIKRUS - pierwszy raz na rajdzie W oczekiwaniu na tablice rajdowe i start Przy podobnym JELCZU w Norblinie

      W następnych latach te symboliczne rajdy były kontynuowane, ale już bez mojego udziału. Wynikło to z osłabienia współpracy z Muzeum i Politechniką, oraz moimi zainteresowaniami kolejnymi nowatorskimi imprezami o dużej międzynarodowej skali.
      Jednak idea pokazania dorobku polskich inżynierów z okazji rozpoczęcia kolejnego roku akademickiego jest tak szlachetna, że zapraszam wszystkich kolekcjonerów polskiej motoryzacji do brania udziału w kolejnych takich imprezach.

Tomasz Skrzeliński