Między największą w Polsce uczelnią techniczną jaką jest Politechnika Warszawska, a Muzeum Techniki NOT w Warszawie istnieje dystans około 8 km, ale wręcz przepaść technologiczna. Jednak obydwie te Instytucje mają wiele wspólnego, a idea publicznego zademonstrowania wspólnych związków pojawiła się przy okazji inauguracji nowego roku akademickiego 1996-97.
Prowadząc warsztat specjalizujący się w diagnostyce silników i układach zasilania, współpracowałem wtedy z prowadzącym Katedrę Silników na Wydziale Samochodów i Maszyn Roboczych PW - doktorem Feliksem Rawskim.
Po tym sukcesie - chciałem w kolejnym 1999 roku zorganizować jeszcze większy rajd tylko polskich pojazdów zabytkowych. Zamierzenia były bardzo ambitne, rajd miał być kilkudniowy z zakwaterowaniem w luksusowym pensjonacie w Konstancinie i z przejazdem zabytkową piaseczyńską kolejką wąskotorową. Niestety, prawie dogadani Sponsorzy nieco zacisnęli sakiewkę z finansową pomocą - i musiałem zrezygnować z ambitnych planów.
W październiku 2000 roku odbył się kolejny rajd pomiędzy Muzeum Techniki a Politechniką, zorganizowany jak rok temu przez Dyrekcję Muzeum i Wydział SiMR. Przyjechało jak poprzednio kilkanaście zabytkowych pojazdów, w tym kilka po raz pierwszy.
W następnych latach te symboliczne rajdy były kontynuowane, ale już bez mojego udziału. Wynikło to z osłabienia współpracy z Muzeum i Politechniką, oraz moimi zainteresowaniami kolejnymi nowatorskimi imprezami o dużej międzynarodowej skali.
W czasie luźnej rozmowy przyszła nam myśl, by nowym studentom dużego technicznego i motoryzacyjnego wydziału Politechniki na ulicy Narbutta zademonstrować coś, nad czym pracowały pokolenia polskich inżynierów i co obecnych Beanów czeka gdy ukończą studia.
Postanowiliśmy więc w dniu rozpoczęcia roku akademickiego zorganizować na parkingu przed Wydziałem SiMR małą wystawę motoryzacyjną, pokazującą starą a szczególnie polską motoryzację.
Na ciasny podjazd - parking przed budynkiem Wydziału przyjechało za pierwszym razem kilka pojazdów, a tym świeżo odrestaurowany SOKÓŁ-600 z koszem, używany przed wojną przez Polską Policję Państwową, Pocztę Polską i prywatnych właścicieli.
Ponieważ byłem tuż po międzynarodowych sukcesach które odniosłem we wrześniu we Francji z tym SOKOŁEM i w historycznym mundurze Starszego Posterunkowego - więc na pokaz przyjechałem w pełnej gali.
Terenowym, amerykańskim INTERNATIONALEM przyjechał w kowbojskim kapeluszu Marek Rabecki, a jeszcze trzema starymi pojazdami przybyli pozostali członkowie Klubu, lecz już bez żadnych dodatkowych strojów.
Wystawa bardzo się podobała dziekanowi, pracownikom naukowym i studentom, bo ożywiła nieco rutynowy pierwszy dzień akademickich zajęć, a uczestnicy pokazu zostali gościnnie zaproszeni do sali Rady Wydziału na gościnną herbatkę.
Rok później, mini-wystawa odbyła się w podobny sposób przed Gmachem Wydziału SiMR, ale pojazdów przyjechało więcej - i powstał pomysł, by je w przyszłości zademonstrować nie tylko przed Wydziałem na ulicy Narbutta, ale przed Gmachem Głównym Politechniki, gdzie odbywają się centralne uroczystości inauguracji roku akademickiego i to nie tylko dla Uczelni, ale często jako inauguracja krajowa.
Wtedy pomysł prezentacji mobilnych zabytków rozszerzył się o Muzeum Techniki, bo tam po latach znajdują schronienie konstrukcje, wynalazki i prace wykonane przez Ludzkość, a w tym osiągnięcia dokonane przez inżynierów wykształconych kiedyś na Politechnice Warszawskiej.
W 1998 roku powstała więc "dorosła" koncepcja rajdu z itinererem, tablicami rajdowymi, punktem kontroli przejazdu, ekipą Sponsorów i nagrodami wręczanymi na uroczystym zakończeniu imprezy.
Największym problemem było jednak ustalenie nazwy rajdu: czy raczej z Muzeum Techniki (bo tu - w dawnych zakładach Norblina miał się odbyć start) do Politechniki, czy też bardziej uwzględniając przesłanie historyczne: z Politechniki do Muzeum Techniki (bo tak się dzieje z automobilami po wielu, wielu latach). Ostatecznie tablice rajdowe przygotowane w 1998 roku mówiły o rajdzie pojazdów zabytkowych od Politechniki do Muzeum Techniki, mimo że jechaliśmy odwrotnie.
Jako Komandor imprezy - na rajd zaprosiłem polskie pojazdy, które zbudował polski inżynier i robotnik w polskich fabrykach.
I ku mojemu ogromnemu zadowoleniu - przyjechały wyłącznie polskie - i to jak wspaniałe!!
Przedwojenną polską motoryzację reprezentował SOKÓŁ-1000 z Warszawy, MOJ z Lublina i SHL-Villiers z Poznania.
Natomiast najciekawsze powojenne polskie pojazdy biorące udział w rajdzie to fabryczna ekipa FSO z rekordowym Polskim Fiatem 125-P, którym kilku najlepszych kierowców z Sobiesławem Zasadą ustanowiło trzy międzynarodowe rekordy szybkości i przedprototyp SYRENY-100 z brezentowym dachem. Dojechały prywatne "garbate" WARSZAWY (jedna z nich ciągnęła polską przyczepkę kempingową TRAMP z 1965 roku), SYRENY, MIKRUS, BESKID, JUNAKI, WFM-ki, motorower ŻAK i inne pojazdy nawet z Bielska i Białegostoku, ale największą sensację wywołał traktor URSUS C-45 z 1954 roku.
Wzbudziło to zachwyt wszystkich uczestników rajdu, bo nieczęsto na imprezach, a szczególnie na warszawskich ulicach można zobaczyć taki pojazd.
Przed startem z terenu gościnnej Fabryki Norblina na ulicy Żelaznej (filii Muzeum Techniki) odegraliśmy kilka historycznych scenek, z których najciekawszy był popis Krzysia Szayi przebranego za ORMO-wca na WFM-ce.
Krzyś tak zręcznie wymachiwał służbową pałeczką, że wzbudzał prawdziwy strach obsługi traktora. Tak podobno było w latach 50-tych, gdy kułacy nie chcieli oddawać Państwu kontyngentów. A teraz rolnicy sami wychodząc na blokadę dróg mają pretensje, że policja nadużywa "przymusu bezpośredniego". Niech popatrzą lepiej na załączone fotografie oraz pomyślą jaka była i jaka jest teraz demokracja!!!
Traktor i pozostałe pojazdy wzbudziły również uznanie naszych Sponsorów: Fabryki URSUS, MOTOROLI i STOMILU-OLSZTYN. Ten rajd był bowiem w tym roku wyjątkowo dobrze dofinansowany.
O ściśle oznaczonej godzinie, rajdowa kolumna wyjechała z Muzeum Techniki, a pierwszy, 4-kilometrowy etap zakończył się przed Gmachem Głównym Politechniki Warszawskiej, gdzie odbywała się oficjalna uroczystość rozpoczęcia roku akademickiego z udziałem Ministra i przedstawicieli Korpusu Dyplomatycznego.
Zrobiliśmy tam tak duże zamieszanie, że trzeba było unieruchomić silniki, również wygasić dudniący oraz ziejący ogniem i olejem ciągnik URSUS, aby nie zakłócać trwającej wewnątrz uroczystości. W tym czasie była okazja na pamiątkowe fotografie naszych pojazdów na tle pięknego Gmachu Głównego PW, a po zakończeniu -zdążyliśmy jeszcze zademonstrować pojazdy Jego Magnificencji Rektorowi.
Drugi 4-kilometrowy etap wiódł od Gmachu Głównego do Wydziału SiMR. Ale najpierw należało uruchomić pojazdy, w tym URSUS-a. To było naprawdę fascynujące, jak po kwadransie grzania na dwie benzynowe lut-lampy i po fachowym zakręceniu wyjętą kierownicą włożoną w koło zamachowe - traktor przemówił.
Szczęśliwie dojechaliśmy na ulicę Narbutta, wzbudzając po drodze zrozumiałą sensację warszawskich kierowców.
Przed gmachem SiMR-u powitał nas Dziekan - prof. Włodzimierz Kurnik, który specjalny puchar wręczył właścicielowi URSUS-a - Piotrowi Dziewulskiemu.
Potem wszyscy zwiedziliśmy gmach Wydziału Samochodów i Maszyn Roboczych oraz pracownie - gdzie na hamowni podwoziowej był testowany najnowszy model URSUS-a.
Uroczyste zakończenie rajdu odbyło się po powrocie, na terenie Muzeum Techniki. Dzięki hojności Sponsorów - upominków i poczęstunków starczyło dla wszystkich, a szczególne wyróżnienie zdobyła para amazonek, jadąca w rajdzie garbatą Warszawą.
W 1999 roku pokazowy rajd się jednak odbył wzorem ubiegłorocznego. Zmienił jednak orientację (od Muzeum Techniki do Politechniki) i Komandora. Dowodził imprezą dr Rawski, a honorowym starterem z terenu Muzeum był dyr. Jerzy Jasiuk.
Rajd zgromadził kilkanaście nie tylko polskich pojazdów, a ja nieco zasmucony niepowodzeniem swoich planów zademonstrowałem przewoźne muzeum polskich konstrukcji.
Do polskiej garbatej Warszawy przyczepiłem polską przyczepę z Niewiadowa, a na nią załadowałem cztery polskie motocykle (WFM, WSK, SHL z 1950 roku i SHL-Villiers z 1939 roku) oraz MIKRUSA.
Z takim zestawem siedmiu polskich pojazdów pojechałem z rajdem pod Gmach Główny PW, a potem pod Wydział SiMR.
Tam doszło do ciekawej konfrontacji pomiędzy uznawanym już za zabytek BESKIDEM, a najnowszym MERCEDESEM A-140. Proszę porównać nowatorskie kształty jednobryłowych karoserii, bo nie widać między nimi różnicy 20 lat!!
Ja - kultywując założenia imprezy - podjechałem na start do Norblina polskim autobusem JELCZ-RTO z 1960 roku.
Niestety, mój pojazd był tak duży, że nie zostałem dopuszczony do udziału w rajdzie, gdyż mogłem się nie zmieścić na parkingu przed Politechniką. Jest to rzeczywiście problem, ale przecież takie autobusy w wersji miejskiej przez kilkanaście lat były podstawą taboru warszawskiej komunikacji zbiorowej.
Po zrobieniu kilku pamiątkowych fotografii m.in. przy podobnym JELCZ-u stojącym w Norblinie - pojechałem do domu.
Jednak idea pokazania dorobku polskich inżynierów z okazji rozpoczęcia kolejnego roku akademickiego jest tak szlachetna, że zapraszam wszystkich kolekcjonerów polskiej motoryzacji do brania udziału w kolejnych takich imprezach.