Siódma wyprawa do Szampanii

SIÓDMA WYPRAWA DO SZAMPANII

      Międzynarodowe spotkania najlepszych zabytkowych pojazdów we francuskiej Szampanii są zaszczytem dostępnym tylko zaproszonym wehikułom, rekomendowanym z poszczególnych krajów, a zweryfikowanym przez organizatorów imprezy. Nic jednak dziwnego, bo poziom rajdu-pokazu jest wyznaczony na wyjątkowo wysokim pułapie, by spełniać kryteria Międzynarodowej Federacji Pojazdów Zabytkowych (F.I.V.A.) do której od 1999 roku należy również Polska, reprezentowana przez Polski Związek Motorowy.

      Impreza w Szampanii ma też szczególną pozycję w świecie miłośników zabytków, gdyż jest organizowana z wyjątkowym rozmachem, ale nie co roku lecz co dwa lata, ze względu na rangę i wysiłek organizacyjny. Natomiast jej wyjątkowość polega też na funkcji Głównego Sponsora, którym jest CHASSENAY d’ARCE - producent jednego z najlepszych francuskich szampanów z rejonu miasta Troyes (historycznej stolicy Szampanii), którego zadaniem jest dostarczyć wszystkim uczestnikom imprezy szampańskich wrażeń łącznie z nieustającą degustacją bąbelkowego napoju.
      Z ciągłego podpijania wytrawnych trunków nie są zwolnieni żadni uczestnicy imprezy, nawiązując do starej tradycji, gdy przepisy o absolutnej trzeźwości kierowców nie były jeszcze znane, a ewentualne drogowe nieszczęście „pod wpływem” było traktowane jako okoliczność łagodząca, gdyż „sprawca nie wiedział wtedy co czyni”.
      Jednak nie po swobodną jazdę na rauszu zorganizowałem siódmą już wyprawę polskich automobilistów, ale by zaprezentować kolejne najlepsze zabytkowe pojazdy z Polski wśród prawie 500 im podobnych z 12 krajów. Udział bowiem w imprezie takiej rangi jest swoistą międzynarodową nobilitacją dla każdego uczestnika. Na dodatek każdy pojazd z Polski był w Szampanii prezentowany po raz pierwszy, a uczestnictwo często wiązało się z doskonałym wynikiem uzyskanym w krajowej rywalizacji weteranów szos w ramach imprez o mistrzostwo Polski organizowanych na zlecenie PZMot-u, lub ze specjalnym, pierwszym pokazem auta po rekonstrukcji.
      Po długich zabiegach logistycznych by znaleźć zainteresowanych właścicieli mających czas i chęci na taką wyprawę, wybrać odpowiednie pojazdy których jeszcze w Troyes nie było, uzyskać ich fotografie, przesłać do Organizatora, uzyskać francuską akceptację, dopasować możliwości przetransportowania pojazdów do posiadanych praw jazdy i dysponowanych zestawów holowników, poszukać dodatkowego profesjonalnego międzynarodowego przewoźnika, uzyskać zgodę nadopiekuńczej Służby Ochrony Zabytków na czasowy wywóz pojazdów, a głównie pozyskać krajowego Sponsora gotowego nam pomóc – udało się przygotować bardzo silną ekipę, bo najliczniejszą w historii naszych weterańskich wypraw do Francji.

      Ostatecznie z Polski pojechało 10 zabytkowych samochodów i 3 motocykle w kolejności wiekowej:

samochody:
FORD-T z marca 1915 roku nad francuską autostradą FORD model „T” z 1915 roku Tomasza Skrzelińskiego z Warszawy
CITROEN C-3 z 1925 roku usuwający awarię CITROEN C-3 z 1925 roku Tadeusza Vorbrodta z Warszawy
ESSEX SUPER SIX z 1927 roku na dziedzińcu żeńskiego klasztoru ESSEX Super Six z 1927 roku Bianki Naciążek z Legionowa
DODGE z 1928 roku DODGE model Standard 140-SIX z 1928 roku Piotra Markowskiego z Łodzi
OLDSMOBILE z 1932 roku z mafijną rejestracją OLDSMOBILE F-32 SIX z 1932 roku Ryszarda Dziewy z Jastkowa (Lubelskie)
MG-TA z 1938 roku MG-TA z 1938 roku Dariusza Filipowicza z Lublina
BMW-327 z 1938 roku przed Konkursem Elegancji BMW model 327 z 1938 roku Elżbiety Nowakowskiej ze Szczecina
MG-WA  z 1939 roku w trakcie konkursowego przeglądu MG-WA z 1939 roku Jana Pedy z Gostynia Wielkopolskiego
TRIUMPH TR-3A z 1961 roku i najmłodsza pilotka z Polski TRIUMPH TR-3A z 1961 roku Zbysława Szwaja z Mielca
AUSTIN HEALEY 3000 MK-1 z 1962 roku AUSTIN-HEALEY 3000 MK1 z 1962 roku Włodzimierza Sadowskiego z Raszyna koło Warszawy

motocykle:
MOTOSACOCHE -500 z koszem z 1930 roku MOTOSACOCHE + kosz z 1930 roku Bogdana Strzeleckiego z Dąbrowy Górniczej
BSA-350 z 1932 roku na lawecie BSA-350 z 1932 roku Aleksandra Turela z Białegostoku
JAWA-250 Perak z 1954 roku na trasie pierwszego etapu JAWA-250 z 1954 roku Jerzego Zawistowskiego z Warszawy

      Reprezentacja Polski pojechała dzięki materialnej pomocy Głównego Sponsora – firmie telekomunikacyjnej GTS ENERGIS, a była też wspierana materiałami o Polsce przez Departament Promocji MSZ i Polską Organizację Turystyczną oraz ubrana w jednolite stroje motoryzacyjne przez Firmę EXXON-MOBIL-POLAND.

      Dodatkowo byliśmy zaopatrzeni w 50 kilogramów wyśmienitych bo rozpływających się w ustach świeżych cukierków „krówek” z mojego rodzinnego Milanówka, a transport dodatkowego bagażu czyli rajdowych gadżetów musiałem rozłożyć w kilka skrzyń i upakować w kilku autach.

Logo Głównego Sponsora ekipy z Polski na pojazdach rajdowych Flaga MOBIL-a okrywająca najstarszy samochód z Polski Krówki były z nami cały czas Zestaw: Chevrolet, Niewiadów, Jawa i Ford na postoju

      Właściwa impreza o nazwie ”48 godzin antycznych automobili w Troyes” trwa od piątkowego popołudnia do niedzieli wieczór, ale ekipa z Polski też tradycyjnie przyjeżdża w czwartek wieczorem a wraca od poniedziałku rano. Aby jednak przejechać w jedną stronę średnio 1700 km – należy wyjechać z Polski odpowiednio wcześnie i jechać non-stop lub z noclegiem. Każda ekipa jedzie wtedy zwykle własnym tempem – i wraz z powrotną drogą to jest chyba największy wysiłek towarzyszący temu rajdowi. Bo taka impreza w Szampanii jest naprawdę Wielką Przyjemnością, szczególnie że Organizatorzy zapraszają i pokrywają wszelkie koszty udziału i zakwaterowania przez 4 noce, a z dotacji naszego Sponsora – każda samochodowa ekipa na odprawie dostała w gotówce po 100 Euro na bieżące wydatki oraz mnóstwo praktycznych, słodkich lub patriotycznych gadżetów.

      Ale wracając do naszej podroży – zestaw: holownik (Chevrolet-Corsica) i laweta Niewiadów z FORDem-T oraz Jawą wystartował z Warszawy już w środę rano 6 września. W aucie jechało trzech dżentelmenów: mój pilot Piotr Lepiarski z Kanady, właściciel JAWY – Jurek Zawistowski, no i niżej podpisany.

      Jak to w warunkach rajdowych bywa z niesprawdzonymi pojazdami – już koło Częstochowy rozpadł się podnóżek w Jawie i o mało nie zgubiliśmy części ładunku. Konieczny był postój i spawanie. Również mój sprawdzony w wielu wyjazdach holownik – tym razem zaczął się buntować i po każdym wyłączeniu silnika wypluwał kilka litrów płynu chłodzącego. Groziło to poważną awarią silnika Chevroleta, więc już w nocy na polsko-niemieckiej granicy zaczęliśmy modyfikować jego system chłodzenia za pomocą dwóch grubych kabli elektrycznych udostępnionych na przypadkowym placu budowy, przeciągając je do kabiny samochodu i uruchamiając wentylator chłodnicy ręcznym zwieraniem drutów. System się sprawdził, bo następnego dnia był i upał i dość strome podjazdy, a holownik był mocno przeciążony ale wytrzymał.

Zbysław Szwaj, właściciel Triumpha i producent sportowych aut Końcówka remontu TRIUMPHA Sportowy samochód LEOPARD konstrukcji p. Zbysława Szwaja

      Podobne kłopoty w podróży do Francji mógł mieć każdy, ale największym ryzykantem był właściciel TRIUMPHA-TR-3A p. Zbysław Szwaj. Jako jedyny postanowił jechać do Szampanii na kołach - i by nie było w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że remont kapitalny TRIUMPH’a został zakończony dzień przed wyjazdem, a właściciel liczy sobie 75 lat. Na dodatek pilotem była 19-letnia studentka, która nie bardzo miała pojęcie o technice samochodowej. Jednak na wszelki wypadek ta ekipa z Mielca rozpoczęła podróż w poniedziałek i na spokojnie dojechała w czwartek do celu, docierając jednocześnie wspaniale odrestaurowany pojazd. Ale kierujący autem p. Zbysław jest najlepszym w Polsce samochodziarzem, wręcz geniuszem motoryzacyjnym, bo jedynym prywatnym producentem sportowych samochodów LEOPARD - więc mógł podjąć takie ryzyko.

      Nasza ekipa jadąc po Niemczech non-stop (Jurek zamieniał się ze mną przy kierownicy pozwalając na krótkie drzemki) około godziny 10 w czwartek 7.IX. znalazła się w okolicach widocznego z autostrady A-6 największego muzeum techniki w Sinsheim. Oczywiście była to okazja do nowych weterańskich doznań, chociaż byliśmy tu z Piotrem dwa lata temu. Jednak możliwość pospacerowania wśród wspaniałych pojazdów i innych zabytków techniki, a szczególnie zwiedzenie wnętrza ponaddźwiękowych samolotów TU-144 i CONCORDE stanowi wyjątkowy magnes. Tym bardziej że jako kolekcjonerzy z branży i ze swoimi eksponatami na haku, wjeżdżamy zawsze na centralny dziedziniec Muzeum, nie płacąc też za bilety wstępu.

Naddźwiękowy TU-144 był szybszy od CONCORDE Nad nami CONCORDE Może mam głowę w chmurach, ale w cieniu CONCORDE
Nasz zestaw na dziedzińcu muzeum w Sinsheim. W górze: TU-144 Kabina pilotów CONCORDE Przeciwlotnicze reflektory z czasów II wojny światowej

      Jednak na zwiedzenie wszystkich wystawionych zabytków mieliśmy zaledwie dwie godziny, a można się tu nimi delektować przez kilka dni!! Potem trzeba jechać dalej, by na wieczór dotrzeć do historycznej stolicy Szampanii – Troyes.

      I tak jak przy dwóch poprzednich rajdach, wszystkie polskie ekipy spotkały się w czwartek wieczorem w naszej bazie – zabytkowym klasztornym (żeńskim) kompleksie w centrum Troyes, częściowo przerobionym na surowy hotel. Okazało się że wraz z załogami oraz kierowcami transportu, gośćmi i miejscowymi opiekunami (tu jak zwykle nieoceniona była pomoc mieszkającego w Troyes Andrzeja Ligockiego) jest nas 29 osób. Na wieczornej odprawie każdy z nas został ubrany w sponsorski polar i koszulkę, wyposażony z dowolną ilość polskich czapeczek i chorągiewek oraz miał zabrać tyle krówek ile zdoła. Większość gadżetów miała na sobie to samo logo promujące Polskę, które wykorzystuje na bill-bordach w kraju i Europie polski hydraulik i pielęgniarka.

Peugeot z roku 1894, za dwa lata będzie to pierwszy pojazd w Polsce Niezastąpiony Andrzej Ligocki - Polak mieszkający w Troyes To Logo promujące Polskę używał też polski hydraulik i pielęgniarka

      Następnego dnia miał być już prawdziwy rajdowy dzień.

      W piątek rano 8 września zaraz po śniadaniu kolumna 13 naszych zabytkowych pojazdów plus wozy towarzyszące miała dojechać do odległego o 30 km miasteczka Aix-en-Othe, by spotkać się z reprezentacją Holandii i Czech. Ale już na rogatkach Troyes nasza kolumna się pogubiła, a po kolejnych 20 km stanęła na dobre z powodu awarii CITROENA z 1925 roku, który już do celu nie dojechał i zakończył rajd. Na dodatek po drodze niegroźnie zderzyły się ze sobą dwa nasze motocykle: BSA i MOTOSACOCHE – więc chyba z nadwyżką wykonaliśmy plan nieszczęść na tegorocznej imprezie.

Parkujemy przed ratuszem w Aix-en-Othe Chwila zadumy w opuszczonej katedrze Ekipa z Polski w ogrodzie Polonusa

      W uroczym miasteczku Aix-en-Othe zaparkowaliśmy pojazdy przed ratuszem w towarzystwie pozostałych dwóch zagranicznych ekip, ale wraz z tutejszym Polonusem zwiedziliśmy jeszcze kilka ciekawych miejsc jak opuszczona katedra, zabytkowy budynek targowy czy wąskie uliczki i posesję naszego przewodnika. Bo rajd miał się dopiero rozpocząć od oficjalnego przemówienia Mera, podsyconego pierwszą degustacją szampana. Potem oficjalny obiad, niewielki wypoczynek na ukwieconych placykach wokół merostwa i 30-kilometrowy powrót do Troyes, by na parkingu wokół dużego centrum handlowego spotkać się z pozostałymi zagranicznymi automobilami przybyłymi gwiaździście z trzech innych okolicznych miasteczek.

Pierwsza degustacja szampana wywołuje mieszane uczucia Oficjalny obiad z francuskimi specjałami Wypoczynek wśród kwiatów
30-kilometrowy powrót do Troyes malowniczymi drogami Szampanii Oficjalny aperitiff i oficjalne automobilowe krawaty u zawodników z Holandii i Polski Nieograniczone ilości szampana do degustacji

      Do kolejnego zadania jakim był oficjalny aperitiff i balowy wieczór musieliśmy już odstawić nasze pojazdy do polskiej bazy w żeńskim klasztorze, a dla bezpieczeństwa całe towarzystwo od tej pory było do końca dnia wożone taksówkami na koszt Organizatora.

Uprzejmi plantatorzy szampana donoszą kolejne skrzynki Jurek z kolejną lampką szampana kulturalnie opiera się o kulturalne eksponaty Polskie krówki z Milanówka konkurują z francuskimi przekąskami

      Aperitiff polegał głównie na kolejnym piciu nieograniczonej ilości szampana nieustannie ale uprzejmie donoszonego skrzynkami przez tutejszych plantatorów i zagryzaniu delikatnymi francuskimi przekąskami, w otoczeniu rzeźb, obrazów i kulturalnych eksponatów miejscowego Centrum Konferencyjnego. Tu polska ekipa wystąpiła z oficjalną słodką przekąską czyli krówkami rozdawanymi na tacy z polskim godłem.

      Tak mile rozpoczęte wieczorne spotkanie prawie 800 uczestników rajdu – przeniosło się następnie do sal balowych na galowe zakończenie pierwszego dnia imprezy. Nam przypadły trzy suto zastawione stoły, ale była też okazja do tańców i spotkań z innymi reprezentacjami 12 uczestniczących w imprezie państw. Przedstawiciele Polski wręczyli Komandorowi specjalny album o naszym kraju, ufundowany przez Departament Promocji Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Galowe spotkanie prawie 800 uczestników rajdu Jeden z polskich stołów Do tańca grała Różowa Pantera
Tańczy załoga MOTOSACOCHE Komandor Rajdu z albumem o Polsce od Departamentu Promocji MSZ Oficjalne Logo rajdu

      Sala balowa była udekorowana ogromnymi plakatami-logiem rajdu, a oryginał obrazu został sprzedany na licytacji za około 5.000 Euro. Natomiast aż trzy plakaty znalazły się jako trofea w naszych rękach. To był nasz ostatni zespołowy sukces tego pierwszego dnia imprezy.

      Następnego dnia w sobotę 9 września miało się odbyć równolegle kilka imprez, z których najważniejszą był międzynarodowy Konkurs Elegancji. Spośród kilkuset uczestników, po wstępnych oględzinach - do Konkursu zostało przez Organizatora zakwalifikowanych 40 samochodów, a tym aż cztery z Polski: FORD, ESSEX, BMW i MG-WA.

Trzy plakaty rajdowe w naszych rękach Przed Katedrą: miejsce konkursu elegancji Gangsterska para z DODGE: Piotr z Pilotką
Nieco swobodne ale typowo amerykańskie zachowanie przy stole Załoga Forda: kowboj i farmer z USA Poobiednia drzemka zmotoryzowanego kowboja

      Te wybrane pojazdy zostały wystawione w najbardziej reprezentacyjnym punkcie miasta przed Katedrą, a bardzo skrupulatne Jury sprawdzało wszystkie detale i stan odrestaurowania samochodów, a także ubiór załóg dostosowanych do charakteru aut. Trochę to trwało, więc przydał się rajdowy obiad, na którym też wypadało prezentować zachowania zgodne z rodzajem pojazdu. Załoga FORDa-T z 1915 roku była ubrana jak przystało na czas przesiadania się z kowbojskich koni lub farmerskich wozów na samochody na początku XX wieku w USA. I zachowywała się podobnie...

      Po zakończeniu pracy Jury, konkursowe pojazdy zostały przestawione pod Merostwo, a załogi zaproszone do ogrodów wokół Muzeum Sztuki Współczesnej, gdzie jednak głównym zajęciem była kolejna degustacja szampana. Niektórzy uczestnicy odczuwali już zmęczenie takimi trudami rajdu, ale tego dnia czekał na nas jeszcze nocny finał czyli ogłoszenie wyników Konkursu Elegancji.

Kilkaset kieliszków do degustacji na terenie Muzeum Sztuki Współczesnej Wieczorne oczekiwanie na wyniki Konkursu Elegancji Kolejny laureat szykuje się do wjazdu na rampę
Na rampę wjeżdża załoga BMW-327: Elżbieta Nowakowska z siostrą Nagrodę odbiera Jan Peda za 3 miejsce w klasie 1920-1940 Triumfalny gest za 2 miejsce FORDA w klasie 1900-1920

      W zabytkowej scenerii starego miasta wokół Merostwa, wśród tysięcy turystów, poszczególne pojazdy wjeżdżały na rampę ustawioną przez ratuszem i dowiadywały się o uzyskanej ocenie. Polska ekipa prezentująca cztery konkursowe pojazdy, zdobyła dwa wyróżnienia: w klasie aut z lat 1920-1940 trzecie miejsce zajęło MG-WA z 1939 roku Jana Pedy, a w klasie najstarszych aut z lat 1900-1920 drugie miejsce zajął mój FORD-T z marca 1915 roku!!! To jedno z najwyższych wyróżnień pojazdu z Polski w 12-letniej historii naszych startów na tym rajdzie. Wyżej sklasyfikowany w swojej klasie był tylko nasz MERCEDES-POSEN z 1912 roku na edycji imprezy z roku 1998.

      Klasyfikację generalną wszechklas wygrał DELAHAYE-135M z 1948 roku. Fetowanie tegorocznych sukcesów trwało do późna w niepowtarzalnej atmosferze zabytkowego miasta, zabytkowych automobili i gorącej wrześniowej nocy. Nad ranem skończył się drugi rajdowy dzień.

Triumfator generalki: DELAHAYE-135M z 1948 roku Gorąca wrześniowa noc i tłumy turystów  w centrum Troyes Jedziemy do winnic Szampanii: na trasie DODGE i AUSTIN
Zwiedzanie winnic zza szyb kabrioletów Polskie akcenty we francuskich piwnicach Do małych kabrioletów jak TRIUMPH p. Szwaja mieściły się jedynie pojedyncze butelki szampana

      W niedzielę 10 września, kolumna kilkuset automobili wyjechała poza Troyes do siedziby producenta szampana w miejscowości La Chapelle-Saint-Luc i Ville sur Arce. Głównym celem było nie tylko zwiedzenie winnic i piwnic, ale głównie zakup odpowiedniej ilości szampana specjalnej rajdowej serii na kolejne dwa lata. Bywało więc, że uczestnicy z trudem upakowywali do swoich szacownych weteranów po kilka skrzynek szlachetnego trunku. Potem jeszcze sesja zdjęciowa przed siedzibą producenta CHASSENAY d’ARCE i dalsza podróż malowniczymi drogami wśród winnic do parku rozrywki i atrakcji NIGLOLAND. Tu już mocno zmęczeni rajdem jego uczestnicy mogli nieco odpocząć w bajkowych sceneriach i przy licznych atrakcjach w parku przypominającym holywoodzki DISNEYLAND, sami będąc też atrakcją dla jego normalnych zwiedzających. No bo jak można tu odbierać obecność np. niżej podpisanego paradującego w kowbojskim stroju i z Coltem wraz z towarzyszącym mu farmerem lub stojące na ogólnodostępnym parkingu legendarne BUGATTI z 1932 roku.

Pozują do pamiątkowej fotki: OLDSMOBILE i MOTOSACOCHE Jedziemy dalej wśród pól i miasteczek Szampanii Nad brzegiem afrykańskiej rzeki
Podróż kolejką z Dzikiego Zachodu Żywe atrakcje Niglolandu: farmer i kowboj z Polski Bugatti na parkingu dla zwiedzających park rozrywki

      Ostatni rajdowy wysiłek to 60-kilometrowy powrót do bazy w Troyes i staranne pakowanie pojazdów na lawety. Niektórzy zdążyli jeszcze na niedzielny wieczorny spacer po mieście.

      W poniedziałek rano – ostatnie wspólne spotkanie na klasztornym śniadaniu i start w powrotną drogę do domu. Podobnie jak przy dojeździe – każda załoga jechała własnym tempem i własną trasą, chociaż zdarzały się spotkania na stacjach benzynowych jeszcze na terenie Niemiec oraz dodatkowe atrakcje: jedna załoga zabłądziła w Niemczech nadkładając ponad 400 km, ale inna celowo odwiedziła kasyna w Baden-Baden.

Jeszcze na dziedzińcu klasztoru, ale gotowi do drogi powrotnej Spotkanie przy dystrybutorze gazu LPG już w Niemczech Ci dżentelmeni widzieli się ostatnio 13 lat temu w Kalifornii

      Ja wracałem tylko z Piotrem i sam prowadziłem zestaw praktycznie bez przerwy aż do krótkiego postoju i drzemki w rejonie Drezna. Natomiast we wtorek już w rejonie Częstochowy mieliśmy niespodziewany postój i spotkanie z Maciejem Witowskim, tamtejszym entuzjastą zabytkowych aut. Spotkanie tym bardziej symboliczne, bo ostatnio w takim składzie widzieliśmy się w 1993 roku w czasie rajdu słynną amerykańską Matką Dróg ROUTE-66. Maciej jechał wtedy RENAULT-CARAVELLE, a Piotr dołączył do rajdu leciwą SKODĄ z Kanady. Rozstaliśmy się przed laty w październiku w Los Angeles, więc nic dziwnego że teraz mieliśmy co wspominać.

      Do Warszawy dojechaliśmy we wtorek wieczorem 12 września, kończąc tydzień intensywnych doznań weterańskich. A że tygodniowe doznania były wyjątkowe niech świadczy fakt, że następnego dnia miałem zawroty głowy i zaburzenia równowagi. Są bowiem granice wysiłku, doznań, adrenaliny, braku snu i skupienia w prowadzeniu holownika. Będę to musiał uwzględnić przy kolejnej weterańskiej wyprawie po Europie.

      Natomiast podsumowując organizację tego siódmego wyjazdu do Szampanii a jedenastego na europejską imprezę automobilową we Francji, wypada podkreślić że był to największy wysiłek ale i największy sukces. Jednoczesne pokazanie 13 zabytkowych pojazdów na tak dalekiej i prestiżowej imprezie nie miało do tej pory miejsca w automobilowym dorobku polskich kolekcjonerów. A łącznie w 11 wyprawach do Francji od roku 1994 wzięło już udział 95 różnych zabytkowych pojazdów z Polski. Na dodatek wszystkie te wyjazdy były możliwe przy minimalnych kosztach własnych, bo finansowane przez Organizatorów i przez naszych Sponsorów. Pozwalało to pokazać międzynarodowej społeczności, że mamy w Polsce bardzo ciekawe historyczne pojazdy, a nasza oficjalna obecność w Międzynarodowej Federacji FIVA nie jest tylko teoretyczna lub potwierdzana jedynie na oficjalnych sympozjach bez prezentacji zabytków.

Rajdowe trofea i pamiątki Logo naszego Strategicznego Sponsora PZU-SA na szybie każdego z uczestników wyjazdu do Francji

      Do kolejnej imprezy w Szampanii będziemy się przygotowywać z nowymi weteranami w 2008 roku, chociaż może coś pokażemy już w Miluzie (Mulhouse) w Nowym Roku 2007. Tam bowiem jest największe na świecie muzeum automobilowe które kształtuje trendy i opinie o ruchu kolekcjonerskim na arenie międzynarodowej, a gdzie już byliśmy kilka razy.

      W dniu 1 stycznia 2007 roku wspomnienia spisał Tomasz Skrzeliński