Kiedy ta opowieść miała swój początek ??. Może w 1986 roku, gdy wraz z Reprezentacją
Polski startowałem z okazji 100-lecia światowej motoryzacji w międzynarodowym
rajdzie weteranów szos przez Alpy, a obok jechała m.in. Reprezentacja Francji.
A może w 1993 roku, gdy
ekipa z Francji w 3 pojazdy przyjechała na I Międzynarodowy Rajd Dookoła Polski
organizowany przez CAAR i przekonała się że mamy tu trochę starych pojazdów
i potrafimy się bawić w weteraństwo.
Wiem natomiast, że wiosną 1994 roku odebrałem pierwszy telefon z Francji, i
wtedy łamaną polszczyzną pytano mnie, czy bym zorganizował ekipę weteranów i
odwiedził Szampanię. Myślałem że to żart, ale za kilka tygodni był drugi telefon
też w dziwnym polskim języku, że grupa komisarzy z Francji już jedzie i chce
się spotkać z polskimi weteranami i ich właścicielami. Na pytanie: kiedy ??
- otrzymałem odpowiedź że już są blisko Warszawy, więc spotkanie ma być jeszcze
tego dnia.
Spotkałem "komisarzy" pod hotelem Victoria i rzeczywiście okazało
się że przyjechali specjalnie do Warszawy, by osobiście zaprosić ale i wyselekcjonować
najciekawsze pojazdy z Polski na tradycyjny rajd "48
Godzin Antycznych Automobili w Troyes" - którego 7 edycję chcą zorganizować
we wrześniu. Wraz z komandorami rajdu przyjechało polsko-francuskie małżeństwo
oraz francuski policjant, z pochodzenia Polak, pierwszy raz odwiedzający nasz
kraj.
Wypadało ad-hoc pokazać Gościom kilka kolekcjonerskich pojazdów. Zaprosiłem
więc Francuzów do filii Muzeum Techniki w Warszawie (dawne Zakłady Norblina),
gdzie stoją na ekspozycji pojazdy członków Automobilklubu Polski.
Francuzi byli zainteresowani jedynie najstarszymi pojazdami oraz wehikułami
skonstruowanymi w Polsce. Z zainteresowaniem robili zdjęcia oraz przeglądali
moje albumy z krajowych imprez weterańskich. Na szczęście była to środa i termin
zebrania w pięknym gmachu Automobilklubu. Tu Goście wyciągnęli kilka butelek
prawdziwego francuskiego szampana i oficjalnie zaprosili najstarsze pojazdy
i ich właścicieli z Polski do złożenia wizyty we Francji i wystartowania w rajdzie.
Nad
wybranymi pojazdami mieli się jeszcze zastanowić po powrocie do Troyes - ale
dodali jeszcze bardzo istotny szczegół: POKRYWAJĄ WSZYSTKIE KOSZTY !!!
Po tym pierwszym spotkaniu z komisarzami rozdzwoniły się telefony i faxy - który
pojazd może jechać i będzie przez Organizatorów zaakceptowany. Wstępna lista
została już opracowana i wtedy Francuzi przypomnieli sobie, że wprawdzie nie
w Muzeum, ale na ulicach i tylko w Polsce widzieli kilka takich samochodów,
które wywarły na nich wrażenie ze względu na prostotę i odmienność. Faxem przysłali
szkic .... SYRENKI !!
Doceniając rangę zaproszenia starałem się więc znaleźć najstarszą Syrenę, ale
polscy kolekcjonerzy jakoś niechętnie interesowali się tym modelem. Skierowałem
więc poszukiwania do fabryki (jeszcze wtedy FSO) - i okazało się że można pokazać
najstarszą w Polsce Syrenę-100, prototyp z 1955 roku. Tak rozpoczęła się kilkuletnia
lecz już zakończona współpraca z FSO, bo niestety obecne DAEWOO nie interesuje
się historią dawnych aut z Żerania.
Dotychczas prototypowa Syrena przez prawie 40 lat przejechała tylko 400 km,
prawdopodobnie przepychana z targów i pokazów na lorę. Teraz będzie musiała
o własnych siłach pokonać rajd długości ponad 150 km.
Resztę polskiej reprezentacji skompletować było już znacznie łatwiej - tak aby
pokazać zarówno nasze najstarsze i najciekawsze pojazdy, pochwalić się innymi
polskimi konstrukcjami oraz wykonać gest do Organizatorów, pokazując najstarsze
francuskie pojazdy zachowane w Polsce.
W rezultacie drużyna wystąpiła w składzie:
-
najstarsze zarejestrowane w Polsce auto (zresztą francuskie): Lorraine-Dietrich
1913 roku z Janem i Maciejem Pedą
- Chysler-70 z 1924 roku,
którym jechał Juliusz Siudziński z żoną,
- Essex Super Six z 1924 roku Stanisława Tabisza z pilotem Wincentym Tkaczem
- BMW 315/1 Sport z 1934
roku Jana Milczka z Darkiem Filimowiczenm,
- Ihle-DKW z 1934 roku Tomasza Skrzelińskiego z rodziną,
-
Polski Fiat 508 z 1938 roku Romualda Dzienio z rodziną,
- prototypowa Syrena-100 z fabryczną ekipą: za kierownicą Ryszard Gawryś, który
ją prawdopodobnie jeszcze konstruował, a pilotem został przedstawiciel Działu
Promocji FSO - Antoni Smetanka,
- Warszawa M-20 z 1957 roku Andrzeja Domowicza z córką
Reprezentację Polski uzupełniały 2 motocykle:
- francuski Dollar z 1930 roku Tomka Jusyna oraz
- polski CWS-Sokół 1000 z 1935 roku Piotra Pawłowskiego. Motocyklistów pilotowały
(pilnowały) własne żony.
Ponieważ
pierwszy raz w historii zagranicznych startów Reprezentacji Polski nie byliśmy
limitowani funduszami - więc wynajęliśmy profesjonalny, piętrowy transport dla
10 pojazdów i autobus dla załóg. Do wesołego autobusu zmieściła się jeszcze
dwuosobowa ekipa polskiej telewizji, a nam starczyło jeszcze kasy na ubezpieczenie
zawodników i transportu pojazdów.
Nasz start wzbudził duże zainteresowanie mediów - dość powiedzieć, że załadunek
pojazdów obserwowały 4 ekipy telewizyjne (Polsat, WOT-51, Magazyn AUTO i TV-Lublin).
Droga do Francji przebiegała bez zakłóceń, a nawet z pewnym zapasem czasu -
więc jeden dzień przed rajdem mogliśmy przeznaczyć na autobusowe zwiedzanie
Paryża. Oprócz zaliczenia takich oczywistych atrakcji jak Wieża Eiffla z Placem
Warszawskim, Plac Pigalle, Katedra Notre Dame czy spacer po Chams-Elysees, większość
czasu spędziliśmy we wspaniałym muzeum motoryzacji w najnowocześniejszej dzielnicy
Paryża - La Defense .
Jedna załoga odrabiała zaległości z wymarzonej sprzed 20 lat podróży poślubnej
do Paryża, odwiedzając paryskie kawiarenki i spacerując po dzielnicy artystów
- Montmartre.
Następnego dnia - rozpoczynamy właściwy rajd w Szampanii i jej historycznej
stolicy Troyes.
Prowincja Szampanii rozciąga się na południowy-wschód od Paryża, a uprawiane
tu na kredowej glebie szczepy winogron i wytwarzany z nich musujący trunek rozsławił
tę okolicę na cały świat. O szampanie mówimy tylko wtedy, gdy wytworzone tu
wino będzie przez rok leżakowało w systematycznie przekręcanych wzmocnionych
butelkach. Aby był to szampan gatunkowy - musi leżeć co najmniej trzy lata w
specjalnych miejscach zwanych maisons. Taką naturalną technologię wiele lat
temu wynalazł pewien niewidomy mnich z opactwa benedyktyńskiego w Hautvillers
pod Reims. I tak zostało do dziś.
Miasto Reims jest obecnie administracyjną stolicą Szampanii, w miasteczku Epernay
jest najwięcej pamiątek, muzeów i maisons, a Troyes pozostaje historyczną stolicą
Szampanii, gdzie nawet linia obronnych murów wokół zabytkowego centrum miasta
ma kształt korka od szampana.
W jednym z maisons w Ville Sur Arce, kilkadziesiąt kilometrów od Troyes następuje
pierwsze spotkanie ponad 100 zagranicznych automobilowych załóg. Podziwiam fantastyczną
organizację, gdy w ciągu 2 godzin przyjeżdżają i otrzymują wszelkie dokumenty
rajdowe ekipy z Niemiec, Austrii, Belgii, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Włoch,
Luxemburga, Holandii, Portugalii, Szwajcarii, Czech i Polski. Wszyscy mamy jeszcze
czas na zwiedzanie piwnic z tysiącami (milionami) litrów szampana "CHASSENAY
D'ARCE" leżakującego w butelkach lub wstępnie w zbiorczych kadziach. Część
z tego wesołego trunku będziemy intensywnie degustować już od pierwszego poczęstunku
aż do ostatnich 48 godzin rajdu, a jeszcze i wszelkie nagrody będą szampańskie.
Po obiedzie - międzynarodowa kawalkada aut jedzie do centrum Troyes na przyjęcie
wydane przez mera miasta. Humory mamy doskonałe (szampańskie), więc zamiast
pilnować trasy według itinerera - ponosi nas fantazja i jedziemy tak jak serce
nam dyktuje. W rezultacie wraz z Jasiem Milczkiem "pociągamy" kilkadziesiąt
pojazdów w maliny, czyli na wysypisko śmieci, skąd musimy zawracać i inną już
drogą uważnie dojechać do mety przed ratuszem w Troyes.
Tu kolejny szok: czekają na nas ekipy francuskie, a gospodarze naprzeciw reprezentacyjnych
aut z 12 krajów wystawili swoje najpiękniejsze markowe pojazdy. Czeka na nas
więc ponad 100 aut, a wśród nich średnio po 10 legendarnych: Bugatti, Delage,
Delahaye, Facel Vega, Hispano
Suiza, Hotchkiss, Panhard, Salmson, Talbot, Voisin. Do tego jeszcze pojazdy
z Retro-Klubu w Szampanii i Klubu Pojazdów Militarnych w Troyes.
Wszyscy (ponad 800 zawodników, organizatorów i dziennikarzy) jesteśmy teraz
goszczeni na kolacji przez mera Troyes w przepięknym barokowym ratuszu, a na
parkingu posłusznie w deszczu czekają najwspanialsze samochody-legendy.
Następnego
dnia - oficjalny dzień zmagań rajdowych.
Na wstępie uroczyste otwarcie rajdu - gdy główną aleją przejeżdżają wszyscy
uczestnicy. Prezentację otwiera przecięcie wstęgi, Marsylianka i delegacja aut,
a w pierwszym rzędzie stoi nasz Lorraine-Dietrich
z polską flagą, Rolls-Royce z Austrii i auto z Francji. Po otwarciu defilują
kolejne reprezentacje narodowe. Każda z nich jest witana hymnem granym przez
miejscową orkiestrę. Wokół tłumy kibiców, którzy wykupili bilety na trybunach
oraz kilkanaście kamer telewizyjnych.
Dla ekipy z Polski jest szczególna niespodzianka i wyróżnienie: Polonia z okolic
Troyes, kultywując polskie tradycje, ubrała swoją dziatwę w krakowskie stroje
i maszeruje przed kolumną wehikułów z Polski. W ich otoczeniu słuchamy Mazurka
Dąbrowskiego, wyprężeni na baczność obok naszych pojazdów. Coś wilgotnego czujemy
w oczach, a i serce wali mocniej. Takich chwil się nie zapomina, bo nigdy jeszcze
reprezentacja zabytkowych pojazdów z Polski nie przeżyła takiego przyjęcia i
takiej prezentacji.
Po tych emocjach rozpoczynają się próby sprawnościowe i ocena pojazdów. Jesteśmy
pierwszy raz na tak dużej imprezie, więc nadmiar wrażeń i konkurencji oraz nieznajomość
francuskiego powodują, że nie startujemy we wszystkich konkursach.
Ale Tomaszowi Jusynowi na Dollarze udaje się wygrać gymkhanę dla motocyklistów.
Tomek jest wielokrotnym mistrzem Polski, więc reprezentuje zarówno piękny motocykl,
odpowiedni strój jak i umiejętności jazdy. W tym przypadku próba składała się
ze slalomu między słupkami oraz konkursu wolnej jazdy na specjalnym podeście.
Tomek wykonał tu typową motocyklową "stójkę" - deklasując podpierających
się rywali. Komisja sędziowska poprosiła więc go, by przerwał postój na dwóch
kołach - przyznając mu I miejsce, a w nagrodę skrzynkę szampana.
Niestety nie wzięliśmy udziału w gymkhanie dla samochodów - bo z nadmiaru wrażeń
nie zauważyliśmy gdzie i kiedy należy wystartować.
Gdy nasze pojazdy stały na wyznaczonych miejscach parkingowych, komisje techniczne
dokonywały oceny jakości odrestaurowania pojazdów. Okazało się, że duże uznanie
zdobył CWS-Sokół (II miejsce w kategorii rekonstrukcji motocykli) oraz Essex
Super Six (III miejsce w kategorii samochodów).
Komisarze typowali również auta do najtrudniejszej kategorii: Konkursu Elegancji,
w którym może wystartować tylko 40 samochodów. Kartę z zaproszeniem do konkursu
otrzymał nasz Lorraine - i należało przygotować specjalnie auto i jego załogę.
Nasze ekipy w tym czasie chłonęły wrażenia z tak wspaniałego rajdu i spotkania
tylu rodzajów starej motoryzacji
Oprócz bowiem około 300 startujących w rajdzie pojazdów, organizatorzy zaprosili
na pokazy miejscowy klub pojazdów militarnych, właścicieli oryginalnych samochodzików-zabawek
dla dzieci oraz rozstawili kilkanaście ogromnych namiotów na giełdę motoryzacyjnych
staroci.
Można więc było oglądać kilkadziesiąt pojazdów wojskowych: Willysów MB, Fordów
GPW, Dodge WC-51, amfibii GMC i Renault, motocykli Harley i Indian. Wśród tych
pojazdów widać było wszelki inny sprzęt wojskowy, działka przeciwlotnicze, sprzęt
sanitarny, nawet czołg Sherman. Jednym słowem: pełna mobilizacja. Została ona
prawdopodobnie ogłoszona jeszcze w czerwcu tego roku - bo większość pojazdów
brała udział w obchodach 50-lecia lądowania Aliantów w Normandii.
Nieco spokojniej prezentowało się 20 zabytkowych samochodzików dla dzieci. Niektóre
z nich miały klasyczny napęd pedałowy, ale było kilka samochodzików Bugatti
wyprodukowanych w 1934 roku ze spalinowymi silniczkami. Dzieciaki mogły nimi
jeździć po specjalnym torze dodatkowo zabezpieczonym belami ze słomy.
Dorośli zawodnicy też mogli przedstawić swoje pojazdy w ruchu, gdyż międzynarodowe
spotkanie aut znajdowało się na terenie parkowej alei. W środku, między drzewami
odbywały się pokazy i konkursy, a na zewnętrznych jezdniach, oprócz parkowania
automobili, można było wykonać kilkukilomertową jazdę okrężną. Wprawdzie spokojną
konkurencją była tu jazda na regularność, ale niektórzy kierowcy próbowali swoich
sił w rywalizacji wyścigowej. Aby ostudzić temperament zabytkowych "ścigantów",
na trasie przejazdu rozłożone były "szykany" - czyli zapory ze słomianych
pryzm.
Jednak sportowa żyłka niektórych kierowców spowodowała, że dochodziło do mini-wyścigów.
W jednym z nich wziął udział Jaś Milczek na 3-gaźnikowym BMW i francuski kierowca
na Lotusie Seven z 1962 roku. Jasio przed kolejną szykaną tak umiejętnie wymanewrował
konkurenta, że ten po wpadnięciu w słomiane zapory bardziej przypominał chochoła
niż uczestnika rajdu.
Tego dnia odbyło się jeszcze galowe spotkania - na które przed deserem wjechali
najmłodsi uczestnicy swoimi zabytkowymi, dziecięcymi autami.
Następnego
dnia kawalkada ponad 300 pojazdów przejechała kilkadziesiąt kilometrów do uroczego
zamku na poranny aperitif. Oczywiście nie obyło się bez kolejnej degustacji
szampana.
Po południu - clou programu, czyli Konkurs Elegancji.
Wstępnie wyselekcjonowane pojazdy prezentowały się Międzynarodowemu Jury, odgrywając
niekiedy wyreżyserowane scenki. Nasza Lorraine wiozła pułkownika w mundurze
polskim z okresu Bitwy o Warszawę. Uliczny urwis chwytał za klamkę by otworzyć
drzwi przed bohaterem. Podczas gdy kierowca i mechanik z troską pochylali się
nad otwartą maską samochodu, "szalony" fotograf z pomocnikiem dokumentowali
prezentację przy użyciu archaicznych aparatów fotograficznych i z gromkim hukiem
spalanej magnezji.
Wypadliśmy ciekawie, ale konkurs wygrała załoga Hispano-Suizy z 1926 roku.
Kierowca zwycięskiego automobilu zasiadł na wskazanym fotelu trzymając zdobyty
puchar - i w tym momencie "służba" zaczęła ustawiać skrzynki i butelki
szampana na szali ogromnej wagi. Gdy zwycięzca uniósł się do góry (bo siedział
na drugiej szalce) - to ta ilość trunku była nagrodą za wygrany konkurs.
Pierwszy raz widziałem takie wręczanie nagrody !!
Prawdziwie szampański rajd !.
Impreza
dobiegała końca. Jeszcze tego dnia załadowaliśmy pojazdy w drogę powrotną, ale
po pożegnalnej nocy z zagranicznymi ekipami, wesołym autobusem wracaliśmy do
Polski nieco okrężną drogą przez Miluzę (Mulhouse), gdzie znajduje się największe
europejskie muzeum ponad 500 starych automobili - słynna kolekcja braci Schlumpf,
w tym unikalny zbiór około 150 sztuk Bugatti.
Ponieważ byliśmy reprezentantami polskich kolekcjonerów po raz pierwszy tak
licznie zwiedzającymi kolekcję, dyrekcja Muzeum umożliwiła nam dokładniejsze
zapoznanie się z eksponatami. Korzystała na tym towarzysząca nam stale ekipa
polskiej telewizji, a my wykorzystujemy uprzejmość strażników, którzy wyłączają
dla nas tajne urządzenia alarmowe, abyśmy mogli bez przeszkód oglądać, otwierać,
zasiadać i poznawać wszystkie unikalne eksponaty.
Kilku z nas nagrało sekretne marzenia: Jan Peda przysiadł się do miniaturowego
Bugatti-BB z 1911 roku. Jan Milczek drżącym głosem relacjonował wrażenia siedząc
za kierownicą legendarnego wyścigowego Bugatti typ 37A, a ja zająłem miejsce
za kierownicą najsławniejszego Bugatti T-41 Royale Coupe Napoleon, którym jeździł
Ettore Bugatti z rodziną. Ten wóz pierwotnie przygotowany dla hiszpańskiego
monarchy, nie został przez króla wykupiony (był za drogi ??) i został w rodzinie
genialnego konstruktora. Na liczniku miał nieco ponad 28.000 km, a jego aktualna
cena znacznie dziś przekracza 10 mln dolarów.
Wizyta w kolekcji Braci Schlumpf to niezapomniane przeżycie, więc nic dziwnego
że obiecujemy sobie tu jeszcze wrócić.
Taka okazja mogła się zdarzyć za dwa lata, przy kolejnym rajdzie w Troyes.
I
rzeczywiście. W 1996 roku znów do Polski przyjechali goście z Francji, aby startując
w I Międzynarodowym Rajdzie Zabytków Techniki w województwie skierniewickim,
wybrać i zaprosić nas na kolejną, 8
edycję rajdu w Troyes.
Tym razem jednak musieliśmy znaleźć środki finansowe na przejazd przez Europę,
ale start w rajdzie mieliśmy gratis. Udało się dzięki sponsoringowi Firmy Impexmetal
SA oraz dealerowi polskich pojazdów o wymownej nazwie EASTERN-EXPRESS.
Zabytkowe pojazdy nie mogły się powtarzać i powinny być jeszcze starsze niż
za pierwszym razem. Wystartowaliśmy więc z wyścigowym Austro-Daimlerem z 1931
roku, kabrioletem Adler z
1933, Fordem-A i BMW-Dixi z 1928 roku.
W wolne
miejsca na ciągniętych lawetach załadowaliśmy jeszcze 3 motocykle z mojej kolekcji:
policyjnego Sokoła z koszem z 1938 roku, niemiecko-szwajcarskiego Triumpha
z 1928 roku i polską SHL-kę z 1950 roku. Rajd przebiegał podobnie, a ci
co startowali dwa lata temu pomagali teraz w zakwalifikowaniu się do kolejnych
konkurencji.
Podobnie
jak 2 lata wcześniej, dzień rezerwowy przed rajdem spędziliśmy na zwiedzaniu
Paryża, a potem już tylko szampańskie konkurencje w Troyes.
Dobre miejsce w gymkhanie zajęła załoga Froda, zdobywając skrzynkę szampana.
Za dzielność na trasie (ciągłe kłopoty z brakiem benzyny) - BMW-Dixi zdobyło
ogromną butelką szlachetnego trunku. Tu warto dodać, że autkiem kierował nie
jego właściciel Stanisław Tabisz lecz Witek Tkacz. Staś bowiem na dwa tygodnie
przez rajdem wylądował w szpitalu i aby nie osłabiać polskiej drużyny - w ostatniej
chwili przekazał auto koledze. Za ten piękny gest 5-litrowa butelka doskonałego
szampana została u Stasia w Opolu. W Konkursie Elegancji wystartował Adler,
ale zajął miejsce poza pierwszą dziesiątką. Wyścigowy Austro-Daimler pomyłkowo
zatankował olej napędowy i z trudem dojechał do finału imprezy.
O uznanie walczyły motocykle: polską SHL-ką jechał "do pracy" polski
kolejarz (Andrzej Paszke - założyciel Polskiego Stowarzyszenia Miłośników Kolei),
a Sokołem-600-RT z koszem jechał starszy
posterunkowy Polskiej Policji Państwowej - Tomasz Skrzeliński z synem, tym razem
przebranym za uciekiniera z domu poprawczego. Trzeci motocyklista Rysio
Brodziak jechał po cywilnemu.
Polscy motocykliści zostali zauważeni i docenieni przez francuskich kolegów,
którzy tak długo przeprowadzali z nami degustacje swoich win i koniaków, że
musieliśmy wycofać się tego dnia z dalszych konkurencji.
Dobrego imienia polskich tradycji skutecznie broniły jednak polskie krówki -
cukierki z Milanówka, które mają niepowtarzalny smak i stały się wizytówką polskiej
ekipy. Na kolejne zagraniczne wyprawy będziemy zabierać ich coraz większe ilości,
a i tak zawsze będzie ich za mało do poczęstowania wszystkich chętnych.
Najważniejszy wszech-konkurs elegancji wygrał 4-tonowy
Maybach-Zeppelin z 1938 roku, ale kierowca-właściciel okazał się tak szczupłym
dżentelmenem, że już około 50 butelek CHASSENAY D'ARCE uniosło go do góry (na
komisyjnej wadze).
W drodze
powrotnej znów odwiedziliśmy Miluzę, tym razem zaczynając od zwiedzania równie
wspaniałego muzeum kolei (największa kolekcja na kontynencie). Potem przenieśliśmy
się do Muzeum Automobili.
Znów zostaliśmy tu potraktowani jako najwyższej rangi specjaliści, a nasze pojazdy
z polską flagą zaparkowaliśmy na wewnętrznym dziedzińcu Muzeum. Specjalnie zaproszono
nas do zwiedzania zamkniętych rejonów Muzeum: warsztatów i hal z pojazdami oczekującymi
na rekonstrukcję. Z Kustoszami Muzeum wymieniliśmy upominki - wręczając im kilka
książek o polskiej motoryzacji.
Kolejne spotkanie z Paryżem, Troyes, Szampanią i Miluzą będzie może za 2 lata,
a impreza będzie jeszcze wspanialsza, bo z okazji 100 lat Renault i Michelin.
W
lecie 1998 roku znów szykujemy
wyjazd Reprezentacji Polski. Zasady udziału są podobne: możemy wystartować na
kolejnych najstarszych pojazdach wyprodukowanych do 1930 roku lub unikalnych
pojazdach będących dowodem rodzimej myśli technicznej nawet do 1960 roku. Znów
dopisuje szczęście w poszukowaniu Sponsorów: Thomson-Polkolor, MOBIL, IVECO.
Szykujemy więc Mercedesa z
1912 roku (obecnie najstarsze jeżdżące auto w Polsce) i najstarszy motocykl
Royal-Enfield z 1915 roku. Pojedzie Opel z 1924 roku, Chevrolet
i sportowe BMW-DIXI z 1930 roku oraz polski
Mikrus z 1959 roku. I jeszcze motocykle: "wyścigowy" Roco 1919
roku z silniczkiem o pojemności 75 ccm i bezstopniową skrzynią biegów,przedwojenna
polska SHL z silnikiem Villiersa z 1938 roku oraz powojenna WFM
z 1957 roku
![]() ![]() ![]() |
||
![]() ![]() ![]() |
Łącznie pojechało aż dziewięć zabytkowych pojazdów, z których Mercedes i Chevrolet
zakwalifikowali się do konkursu elegancji, a po raz pierwszy pokazany za granicą
MERCEDES, własność Józefa Kołoczka z Rybnika, zdobył pierwsze miejsce w klasie
najstarszych pojazdów, kandydując do pierwszego miejsca w klasyfikacji generalnej.
Jednak porcję szampana równą wadze kierowcy wraz z fotelem i trzymanym pucharem
zdobył francuski kolekcjoner na 16-cylindrowym
Cadillacu. Sukces w konkursie zawdzięczał jednak głównie urodzie swojej
pilotki ucharakteryzowanej na Gretę Garbo.
Tradycyjnie
jeden dzień przed rajdem wygospodarowaliśmy na zwiedzanie Paryża, a naszym przewodnikiem
był przebrany za Górala mieszkający tu Tadeusz hr. Raczyński. Tadeusz jest potomkiem
pierwszych polskich automobilistów i entuzjastą zabytkowej motoryzacji, szczególnie
polskiej. To On założył w Paryżu klub polskich samochodów dwusuwowych, a klubowa
gazetka redagowana po francusku nosi dumny tytuł "Skarpeta". Tadeusz
będzie naszym tłumaczem i wielokrotnie będzie towarzyszył Reprezentacji Polski
we wspólnych rajdach po Francji i Hiszpanii.
W drodze powrotnej zostaliśmy zaproszeni do zwiedzania fabryki i muzeum
Peugeot'a w Sochaux, gdzie w kolebce francuskiej motoryzacji byliśmy goszczeni
dzięki uprzejmości Peugeot-Polska. Pierwszym pojazdem na ziemiach polskich był
bowiem wyprodukowany tu w 1896 roku PEUGEOT typ 9, którego sprowadził do Warszawy
pierwszy polski automobilista - Stanisław Grodzki.
Jesienią
2000 roku odbyła się kolejna wyprawa do Szampanii w składzie:
- BMW-DIXI z 1928 roku Stanisława Tabisza z Opola
- MERCEDES-200 z 1933
roku Romana Miłoszewskiego z Warszawy
- OPEL 2,0 LITRA z 1935 roku Marka Lekkiego z Bielska-Białej
- motocykl RUDGE Sports Special
z 1937 roku Tomasza Skrzelińskiego z Warszawy. Również dzięki pomocy Sponsorów:
DaimlerChrysler, Iveco, Thomson - wyjazd był przyjemnością dla właścicieli polskich
zabytków.W coraz trudniejszych konkurencjach doskonale zaprezentował się Mercedes,
zajmując III miejsce w konkursie elegancji aut z lat 1930-1949.
Motocykl RUDGE zajął II
miejsce wśród 60 konkurentów z kilkunastu krajów w konkursie najlepiej odrestaurowanych
jednośladów.
Przywieźliśmy więc do Polski 2 puchary i zaproszenie na kolejną szampańską imprezę
w 2002 roku.
Generalny konkurs elegancji wygrała włoska załoga na kompresorowej
Alfie-Romeo typ 6CGS-1750 z 1929 roku,
a uszczęśliwiona ekipa z Włoch zaprosiła Reprezentację Polski na podobny rajd do Bergamo, z możliwością rozszerzenia wizyty o zwiedzanie fabryki i muzeum Fiata w Turynie.
Następna wyprawa po szampańskie przygody we wrześniu 2002 roku.
Tekst i zdjęcia: Tomasz Skrzeliński